Pandemia ma płeć
W przeciwieństwie do cyklicznych wahnięć koniunktury ten kryzys dotknie najbardziej kobiety. Już dotyka
Salon kosmetyczny Anny Majewskiej działał zaledwie cztery miesiące, gdy musiał się zamknąć z powodu epidemii. Choć właścicielka miała już portfolio stałych klientek, a sezon wiosenno-letni to normalnie najgorętszy okres w branży urodowej, dziś nie jest wcale pewna, czy reaktywuje firmę. Na razie została z dwoma kredytami – oprócz zobowiązań firmowych spłaca jeszcze z mężem mieszkanie. Zaczęli ciąć wydatki – zdecydowali, że zrezygnują z niepublicznego przedszkola, do którego chodziła ich młodsza córka. Skupiają się na tym, aby utrzymać swoje jedyne źródło utrzymania – osiedlowy sklep spożywczy, który jest własnością męża Anny.
– Dwie sprzedawczynie powiedziały wprost, że boją się zarazy i poszły na L4. Mąż wziął na siebie ich obowiązki, ja przejęłam jego zadania – tłumaczy Anna. On stanął więc za ladą, ona z domu zajmuje się zaopatrzeniem i księgowością.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.