Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Jeszcze się zobaczy. W streamingu

Tomasz Kot w nowej wersji „Akademii pana Kleksa” zagrał rolę tytułową
Tomasz Kot w nowej wersji „Akademii pana Kleksa” zagrał rolę tytułowąfot. Next Film/Materiały prasowe
Ten tekst przeczytasz w 13 minut

Streaming i pandemia odzwyczaiły widzów od kina, a jeśli ci już przychodzą, to rzadko wybierają polskie filmy. Dlaczego?

Polscy widzowie nie chcą chodzić do kina i oglądać rodzimych produkcji – taką tezę w rozmowie z Krzysztofem Vargą na łamach „Newsweeka” postawił krytyk filmowy Tomasz Raczek. Najbardziej dostało się środowisku – średnio utalentowanym twórcom, którzy kręcą filmy na preferowane przez państwo tematy, co gwarantuje dofinansowanie. Dzieło powstaje, autor zarabia, biznes się kręci, tylko widzowie tego nie kupują – można streścić zarzuty. Czy ta sroga recenzja ma poparcie w liczbach?

Na szczycie kinowych bestsellerów po 1989 r. plasują się polskie filmy historyczne z końca XX w. Mowa o „Ogniem i mieczem” Jerzego Hoffmanna, które zgromadziło ponad 7 mln widzów, oraz o „Panu Tadeuszu” Andrzeja Wajdy z ponad sześciomilionową publicznością. Na trzecim miejscu (5,2 mln widzów) jest pozycja współczesna – „Kler” Wojciecha Smarzowskiego z 2018 r. Tuż poza podium znalazło się „Quo Vadis” (4,3 mln widzów). Na rodzimą produkcję natykamy się znów dopiero na 12. pozycji – trzecia część „Listów do M.” sprzed ośmiu lat zwabiła do kin 3 mln widzów.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.