Jak rozwiązać problem głodu (i kilka innych)
Gdybym w przyszłości miała zostać naukowcem, to chciałabym rozwiązać problem głodu i braku dostępności do żywności.
Na co dzień spotykamy się jednocześnie z obrazami marnującego się wszędzie jedzenia oraz ludzi, którzy nie są w stanie zapewnić sobie wystarczającej ilości zbilansowanych posiłków. Całe szczęście jest już wiele inicjatyw, które starają się zapobiegać wyrzucaniu artykułów spożywczych i gotowych już dań. Jednak to dalej nie wystarcza. Wciąż ogromna ilość jedzenia się marnuje, na przykład psując się w lodówkach.
Starałabym się zmniejszyć też rosnącą popularność fast foodów, które zapewniają nie tylko posiłki bardzo niezdrowe, ale też te sieci, ze względu na konieczność utrzymania świeżości produktów, są zmuszone do wyrzucania dużych ilości jedzenia. Zamiast tego propagowałabym nabywanie umiejętności kulinarnych przydatnych każdego dnia. Dlatego stworzyłabym kursy uczące tworzenia własnych przetworów, co umożliwiałoby dłuższą przydatność produktów bez dodatkowego faszerowania żywności sztucznymi barwnikami i stabilizatorami. Umiejętności nabyte na kursach przydawałyby się w codziennym życiu do przygotowywania prostych, szybkich, smacznych dań, a nadwyżkę z zajęć dawano by potrzebującym w okolicach lokalizacji szkoleń.
Pracując nad takimi projektami, chciałabym w jakiś sposób także zmienić ceny oraz dostępność jedzenia. Zdrowe, świeże produkty najczęściej są o wiele droższe od oblanych chemikaliami, zawierających tłuszcze palmowe, a także inne niezdrowe lub szkodzące środowisku składniki, wysoko przetworzonych produktów. Rozpowszechniłabym koncept własnych domowych ogródków. Zachęcałabym mniejszych rolników do wypromowania się w internecie, co ułatwiłoby dostęp do ich zdrowszych produktów. Razem z Unią Europejską wymyśliłabym regulacje dotyczące obniżki cen, wspierania bezpestycydowego uprawiania roślin i zatrzymania okrucieństwa wobec zwierząt hodowlanych.
Poświęciłabym też uwagę krajom, szczególnym obszarom na świecie, które mają ograniczony dostęp do jedzenia i picia. Spróbowałabym prowadzić zbiórki mogące dotrzeć do terytoriów o mniejszej dostępności artykułów spożywczych. Wprowadziłabym lepsze techniki rolnicze oraz uprawowe i wspierała regiony pokrzywdzone poprzez kataklizmy, katastrofy, nieszczęścia żywiołowe. Wniosłabym o dofinansowania od przywódców państwowych z budżetów przeznaczonych na rozpoczynanie bezsensownych akcji wojennych, a także od bilionerów, którzy nawet sami nie wiedzą, co zrobić ze swoimi pieniędzmi.
Oczywiście sama nie dałabym rady wprowadzić tylu zmian, więc najpierw zebrałabym grupę naukowców zainteresowanych rozwiązaniem tych problemów tak samo jak ja. Z czasem grupa rozrosłaby się na miarę samodzielnej organizacji non-profit, w której nie byłoby stałego przywódcy, żeby nie skorumpować systemu naszej działalności. Zapewnilibyśmy też wolontariat dla młodszych działaczy chcących uczestniczyć w zmianie świata na lepsze. Właśnie takich jak ja. I mam nadzieję, że i ty!
Łucja Wilkowicz, 16 lat
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu