Co piąty metr polskiego morza jest już martwy. "Chcę zostać naukowcem i uratować Bałtyk"
Co roku jeżdżę z rodzicami nad morze i niedawno dowiedziałam się od taty, że na morzu występują tzw. martwe strefy. Są to miejsca, w których praktycznie nie ma tlenu. Niestety w Morzu Bałtyckim jest bardzo wiele takich miejsc – podobno problem ten dotyczy ok. 20 proc. powierzchni naszego polskiego morza.
Swoją nazwę martwe strefy wzięły stąd, że w miejscach tych nie występuje żadne życie. Główną przyczyną powstawania i rozszerzania się martwych stref jest nadmierne korzystanie z nawozów rolniczych. Nawozy te spływają z pól do rzek, a nurtem rzek trafiają do morza. Związki zawarte w nawozach – fosfor i azot – powodują nadmierne kwitnienie sinic, które, obumierając, opadają na dno i rozkładają się, zużywając przy tym tlen, tworząc beztlenowe pustynie, czyli właśnie martwe strefy.
Problem martwych stref w Bałtyku bardzo przyspieszył w ostatnich 50 latach. Jeżeli nie chcemy, żeby Bałtyk kompletnie wymarł, musimy zacząć pilnie szukać jakichś rozwiązań. Jako naukowiec chciałabym pomóc uratować tak bliskie mi morze.
Gabriela Malasiewicz, 10 lat
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu