Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Jestem odpowiednim człowiekiem na stanowisko selekcjonera kadry

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Prezes PZPN Grzegorz Lato spotka się dziś z Henrykiem Kasperczakiem, swoim starym kolegą z kadry Górskiego

Wbrew temu, co podają media, ja jeszcze nie podjąłem żadnej decyzji - twierdzi prezes PZPN Grzegorz Lato. Dzisiaj spotyka się z Henrykiem Kasperczakiem. To może być czarny koń wyścigu o fotel selekcjonera.

Były trener Wisły Kraków sprawia wrażenie jeśli nie pewnego siebie, to na pewno kogoś, kto walczy i nie zamierza przegrać. Na sugestię, że Lato już ma swojego faworyta, obrusza się. - Gdyby nie moja przygoda z Górnikiem, to nawet byśmy nie dyskutowali o Kasperczaku, byłbym faworytem. A tak, owszem, moja pozycja osłabła, ale to kwestia opinii - powiedział w rozmowie z DGP Kasperczak. - Jeśli selekcjonerem nie zostanie Kasperczak tylko dlatego, że opinia publiczna chce Franciszka Smudy i wywiera wpływ na PZPN, to nie wiem, czy to dobre rozwiązanie. Trzeba spokojnie i rzeczowo przeanalizować wszystkie zalety kandydatów, stopień ich fachowości.

Smuda selekcjonerem, bo porozumiał się z Latą i już ustalił warunki kontraktu? Prezes związku uśmiecha się: - Media mają swoich faworytów, pewnie stąd pojawiają się informacje o wyborze trenera Smudy, ale decyzji nie ma. Dopiero w czwartek zakończymy rozmowy z kandydatami.

Być może mówi tak tylko dlatego, że nie chce zepsuć doniosłej chwili, w której będzie ogłaszał nazwisko nowego selekcjonera. A może szykuje kibicom sporą niespodziankę? - U nas pewnych rzeczy się nie analizuje. Smuda był na fali w Lechu, a w tym czasie nie powiodło mi się w Zabrzu, co ma wpływ na to, że nie jestem faworytem. A w Górniku po prostu zabrakło nam czasu - przekonuje Kasperczak. - Nie trzeba jednak zapominać o tym, co przeżyłem, jakie mam doświadczenie, że jestem człowiekiem, który posiada odpowiednią wiedzę. A ci, którzy naprawdę chcieli coś ze mną wygrać, to wygrali.

W Polsce od czasu odejścia z Wisły Kraków notowania Kasperczaka spadały. Dziś niewielu pamięta mu mecze z Schalke i Lazio czy medale w Pucharze Narodów Afryki z Tunezją i Wybrzeżem Kości Słoniowej. Ostatnio Kasperczak kojarzony jest z dwumeczem z Valarengą Oslo i słabym Górnikiem, który mimo sporego budżetu spadł do drugiej ligi. Za to wciąż mile go wspominają za granicą. Na przykład Aime Jacque, który chwali kandydaturę Henriego. - W 1990 roku Francuz został zwolniony z Montpellier. Potem ja doszedłem z tym klubem do ćwierćfinału Pucharu Zdobywców Pucharów, a on zdobył złoto na mundialu. O czym to świadczy? Trzeba zawsze szanować kompetencje trenera. Niepowodzenia powinny mobilizować. Kiedyś jak trener Górski posadził mnie na ławie, powtarzałem sobie: pokażę, że w następnym meczu to ja zagram - mówi Kasperczak.

- Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Mówią: co to za trener, który pracował w Afryce i Emiratach? Ale nikt nie mówi, że trzy razy byłem w półfinale mistrzostw Afryki, że siedemnaście lat pracowałem zawodowo w klubach - kontynuuje szkoleniowiec. - Mówi się też, że nic nie osiągnąłem z Górnikiem, ale co to ma do rzeczy? Czy to ma najbardziej wpływać na ostateczny rozrachunek? Już na swojej ostatniej konferencji prasowej w Zabrzu powiedziałem, że będę chciał wrócić i pokazać, że wciąż mogę dużo w tym zawodzie osiągnąć.

Kasperczak nie marnował czasu. Mówi się, że Smuda nie jest już takim pracoholikiem, jakim był w Widzewie - że nie spędza całego dnia w klubie, nie żyje nim, że wciąż trzyma klasę, ale jednak się zmienił. Kasperczak twierdzi, że nie zmienił się prawie wcale. - Mam bardzo dużo pasji, czuję się na siłach - uważa. - Podpatrywałem trenerów, z którymi współpracowałem. Cały czas się doskonalę. Kolegom po fachu mówię, aby szukali nowości, byli na czasie, pogłębiali wiedzę. Tak jak to robią na Zachodzie.

Kasperczak nie chce, jak to mówią trenerzy, wypaść z obiegu. Jest tylko dwa lata starszy od Smudy, ale też i tylko cztery lata młodszy niż Leo Beenhakker. Nie lubi jednak, jak wypomina mu się wiek. Bo podobno nie ma on żadnego znaczenia. - W domu mam specjalne studio, gdzie analizuję sobie mecze, podpatruję taktykę, uczę się - przyznaje Kasperczak. - Ostatnio obejrzałem spotkanie Lechii z Lechem i Liverpoolu z Manchesterem. Byłem pod wrażeniem.

Na wspomnienie o niezbyt mobilnym Beenhakkerze, który potencjalnych kadrowiczów w najlepszym wypadku obserwował w telewizorze, uśmiecha się. - Żyję naszą ligą, chodzę na mecze, to oczywiste. Nie to, że chcę, ale muszę. Przecież to mój obowiązek! - mówi. - Jak zostanę selekcjonerem, to będę jeździł. Przecież trzeba nawiązać kontakt z piłkarzem, na którego liczysz, porozmawiać z nim w cztery oczy, sprawdzić, jakie ma podejście. Przez pięć lat prowadziłem kadrę i nieustannie byłem w rozjazdach. Po całej Europie. Dla mnie to normalne.

Kasperczak ma własną koncepcję reprezentacji. Sporo o tym myślał - przygotowania, treningi, sparingpartnerzy. Ktoś, kto nie myśli poważnie o fotelu selekcjonera, raczej by nie zaprzątał sobie tym głowy. - Plan przygotowań musi być, na szczęście dwa i pół roku to dużo czasu. Trzeba będzie wszystko dokładnie zaprogramować, opisać przygotowania dzień po dniu. To systematyczna praca - mówi. - U nas jest taka mentalność: przed Euro 2012 nie gramy o punkty, więc nie ma ważnych meczów. Gdzieś przeczytałem, że selekcjoner będzie sobie leżał na plaży. No jak to tak? Przecież to nie żarty, to musi być na poważnie, profesjonalnie.

Nie będzie chciał pełnić w kadrze roli alfy i omegi, którą Beenhakker sam sobie przypisał. Holender uważał siebie za świetnego psychologa, więc jak ktoś miał problem, musiał siadać na kozetce przed Leo. Kasperczak chce otoczyć się współpracownikami i specjalistami jak Joachim Loew w reprezentacji Niemiec - zatrudnić psychologa, specjalistę od motywacji (w kadrze Niemiec był nim hokeista) i kilku innych. Jest taka możliwość. Odpowiednia motywacja to część sukcesu. W psychologii na pewno trzeba będzie wykorzystać nasz patriotyzm - planuje Kasperczak.

Na pytanie o kontakt z piłkarzami odpowiada, że będzie odpowiedni. Typ dobrego, ale surowego ojca. Powtórki z Lwowa, gdzie trzech kadrowiczów zabalowało, nie przewiduje. - Trzeba rozmawiać w cztery oczy. Ja to potrafię, ale jak piłkarz nie będzie brał na siebie odpowiedzialności, to takie gadanie nic nie da - mówi Kasperczak, który nie sądzi, że będzie pozwalał piłkarzom na więcej niż Smuda. - Trening to musi być przyjemność. Jak cię coś męczy, to odejdź, bo to nie ma sensu. Trener musi wejść do brzucha zawodnika i flaki wyciągnąć. Katowanie? To złe słowo. Nie ten wiek... - śmieje się.

Kto będzie stanowił trzon kadry Kasperczaka na Euro 2012? Na pewno Ludovic Obraniak ("mam z nim kontakt, rozmawialiśmy po francusku, mógłbym na niego wpływać"). I młodzi. Mała rewolucja w składzie to podobno jeden z warunków stawianych przez działaczy PZPN. - Obejrzałem mecz polskiej młodzieżówki z Holendrami. Nasi polegli, ale przecież to tylko jedno spotkanie, które tak naprawdę o niczym nie świadczy. Grosicki, Małecki czy Rybus w lidze grają o wiele lepiej. I wciąż są naszą nadzieją - uważa Kasperczak. - Jeszcze nie wiem, czy zrezygnuję z Żewłakowa albo Krzynówka, ale wiem, że muszę mieć czterech gotowych piłkarzy na każdą pozycję.

Jak będzie grać kadra Kasperczaka? Smuda zapewnia, że jego drużyna będzie cały czas grać do przodu. Jego rywal nie chce być gorszy. - Grzegorz Lato dzięki moim piłkom strzelał gole. Rozgrywałem, podawałem do przodu. Tak też będzie grać ta drużyna. Stawiam na ofensywę - zapowiada.

O Lacie wspomina chętnie, ale mówi ostrożnie, aby nikt go nie posądził, że liczy na znajomości (większe niż Smudy). - Na boisku byliśmy zwycięzcami i chyba to nas łączy - twierdzi Henri i zaraz wraca do tematu selekcjonera. - Mówi się, że wybór Kasperczaka byłby kumoterstwem. A trzeba przecież wziąć pod uwagę interes reprezentacji. Przyjaźń przy wyborze selekcjonera należałoby schować głęboko do szuflady.

Na pewno na dzisiejszym spotkaniu z Latą będą wspomnienia. I sporo śmiechu. O finansach nie będzie ani słowa. Kasperczak twierdzi, że ma od tego swoich ludzi. - Ale będę rozmawiać jak zawodowiec - zapewnia. - Prezes powie, czego oczekuje, ja przedstawię swój plan. Z doświadczenia wiem, że muszę czuć, iż tej drugiej osobie zależy na pozyskaniu mnie i liczy na moje kompetencje. Czy myślę, że dostanę propozycję objęcia kadry? Gdyby wszystko zależało od tego, co ja sobie myślę, byłbym mistrzem świata.

Trudno mówić o prywatnych spotkaniach z Grześkiem, bo ja nawet dla rodziny nie zawsze mam czas. W czasach, kiedy występowaliśmy razem w reprezentacji to oczywiście często się spotykaliśmy. Potem głównie rozmawialiśmy przez telefon. A wielkimi przyjaciółmi byliśmy w czasach wspólnej gry w Stali Mielec - mówi Henryk Kasperczak.

Obaj znakomici niegdyś piłkarze grali razem na mistrzostwach świata w 1974 roku, gdzie zajęli trzecie miejsce. W kadrze występowali razem w latach 1973 - 1978. Dłużej byli kolegami jako zawodnicy Stali Mielec. Lato trafił do mieleckiego klubu w 1962 roku, grał tam osiemnaście lat. Kasperczak bronił barw Stali w latach 1965 - 1978, z dwuletnią przerwą na występy w rezerwach Legii Warszawa. Obaj z mieleckim klubem zdobyli dwa mistrzostwa Polski. Obecnie najczęściej spotykają się na zjazdach PZPN.

@RY1@i02/2009/210/i02.2009.210.000.0020.001.jpg@RY2@

Kasperczak (z lewej) i Lato (na pierwszym planie) grali razem w kadrze przez pięć lat

Imago Eastnews

Daniel Rupiński

daniel.rupinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.