Nie chce prowizorki, dlatego odkłada decyzję do wiosny
Sebastian Boenisch wciąż nie wie, czy woli grać dla Polski, czy dla Niemiec. Pewne jest tylko to, że obrońca Werderu Brema nie podejmie decyzji jesienią.
- Sebastian jest między młotem a kowadłem. Z Polską wiążą go korzenie, ale całe życie spędził w Niemczech. To dla niego ciężki wybór - tłumaczy nam Piotr Boenisch, ojciec piłkarza. - Jeśli wybierze Polskę, Niemcy okrzykną go zdrajcą. Albo powiedzą, że gra dla Polski tylko dlatego, że na występy w niemieckiej kadrze nie miałby szans. Ja nie zamierzam się mieszać i do niczego go namawiać.
Selekcjoner reprezentacji Stefan Majewski nie ukrywa, że chętnie widziałby Boenischa w swojej drużynie. Na razie jednak nikt z PZPN nie zgłosił się do piłkarza. Szkoda, bo i tak młodzieżowy reprezentant Niemiec bardzo poważnie zastanawia się, czy warto grać dla kadry, która przegrywa mecz za meczem i w której afera goni aferę. Gwarantem stabilizacji nie jest dla niego także tymczasowy selekcjoner. - Syn wolałby wiedzieć, z kim miałby na dłuższą metę pracować i kto wiosną poprowadzi biało-czerwonych. Może przecież być tak, że nowy trener nie będzie miał zamiaru powoływać Sebastiana - mówi Boenisch senior.
Obrońca Werderu woli więc spokojnie przeczekać okres przejściowy. Tym bardziej że Polska ma już tylko iluzoryczne szanse awansu na mundial 2010. Co innego Niemcy, którzy przewodzą grupie 4 eliminacji. Gdyby tylko Joachim Loew wysłał do 22-latka powołanie, ten zapewne nie wahałby się długo. A tak, możemy się jeszcze łudzić.
- Wszystko wyjaśni się wiosną. Nie ma szans, by Sebastian podjął decyzję jesienią czy - tak jak pisała prasa - przed meczami z Czechami i Słowacją - ucina wszelkie spekulacje Piotr Boenisch.
Małgorzata Chłopaś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu