Własne mieszkanie zmniejsza małżeński stres
ZUZANNA CELMER: Mieszkanie z rodzicami zmusza do uwzględnienia choćby części reguł wprowadzonych przez starsze pokolenie
Jak wynika choćby z badań przeprowadzonych przez Dom Kredytowy Notus, 21 proc. młodych ludzi nie stać nie tylko na własne mieszkanie, ale nawet na jego wynajęcie. To stresująca sytuacja. Jeśli chcą być razem, a niekiedy wiąże się to także z zaawansowaną już ciążą, brak wspólnego lokum stwarza różnego typu napięcia. Także zbyt małe mieszkanie, w którym ludzie nieustannie wchodzą sobie w drogę i nie mają dla siebie swobodnej przestrzeni, zaognia wzajemne stosunki, wyzwala drażliwość, prowadząc do niepotrzebnych scysji. Z francuskich badań na ten temat wiemy, że 7 metrów kwadratowych na osobę to niezbędne minimum, które powinno przypadać na każdego członka rodziny.
Zdarza się, ale niezbyt często. Nawet przy najlepszej woli obu stron trudno uniknąć drobnych zatargów, niezadowolenia, nieumyślnego wchodzenia sobie w drogę. Aby zachować życzliwe stosunki, trzeba naprawdę dużo taktu, tolerancji, nieprzywiązywania wagi do drobiazgów, co przy naszym codziennym zagonieniu i stresach w pracy nie zawsze się udaje. Tym większy szacunek dla tych, którzy w takiej sytuacji jednak sobie radzą.
Młodzi ludzie zaczynający dopiero wspólne życie muszą nauczyć się wielu rzeczy, a w tym wzajemnego, dobrego porozumiewania się. Pierwszy okres bycia razem, mimo że radosny, jest także trudnym czasem docierania się, rzeczywistego poznawania się, dlatego powinni mieć własną, z nikim niedzieloną przestrzeń, w której zarówno ich radosne chwile, jak i trudniejsze momenty nie będą przez nikogo oceniane i komentowane. Mieszkanie z rodzicami zmusza niejako do uwzględnienia choćby części reguł wprowadzonych przez starsze pokolenie, prowadzi nieuchronnie do ujawniania różnych aspektów swojego życia, narażając na ich oceny i komentarze. Nietrudno o wniosek: to nie jest dobra sytuacja dla młodego małżeństwa.
Tak. Niekiedy obawa przed takim zobowiązaniem łączy się z przekonaniem, że skoro można skorzystać z gotowego już domu rodziców, oferujących przy tym młodym wszelką pomoc, obciążenie kredytem, dorabianie się wszystkiego od zera byłoby nierozsądne. Zazwyczaj myśli tak jedna strona w związku - ta, która jest związana ze swoimi rodzicami - i nie chce opuszczać rodzinnych pieleszy. Bywa, że któreś z młodych nie chce słyszeć o kredycie, ponieważ ma samotną matkę, która dysponuje dużym domem i zapewnia, że odda nowożeńcom jakąś jego część i nie będzie się wtrącać. Istotnie oddaje, ale w tej drugiej kwestii nie zawsze dotrzymuje słowa.
Większość ludzi podchodzi do tej sprawy realnie. Jeśli ich dochody nie pozwalają na płynność finansową, istnieje obawa utraty pracy, podejmowanie poważnych, rozłożonych na lata zobowiązań finansowych odkładają na lepsze czasy. Inni z kolei są zdania, że trzeba korzystać z życia póki się jest młodym, bo nie wiadomo, co może zdarzyć się w przyszłości. Dopóki nie ma dziecka lepiej podróżować, uprzyjemniać sobie życie, a na stabilizację przyjdzie jeszcze czas. Są także tacy, których wzięcie tak poważnego kredytu istotnie przeraża. Co będzie, jeśli ktoś z nas zachoruje? Czy na pewno sobie poradzimy itd. Sądzę, że wiele tu zależy od rozsądnego i przyjaznego nastawienia banku, który powinien przewidzieć różnego typu komplikacje życiowe swoich klientów i znaleźć rozwiązanie dające im poczucie bezpieczeństwa w razie jakiegoś kryzysu.
Na pewno tak. Edukacja, realna pomoc instytucji finansowych i stworzenie perspektyw, które pozwolą młodym zaufać instytucji, że wesprze ich w trudnych sytuacjach.
@RY1@i02/2010/200/i02.2010.200.050.002b.001.jpg@RY2@
Fot. Archiwum
Zuzanna Celmer, psycholog, terapeuta
Rozmawiała Anna Wilczyńska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu