Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Proboszcz zbierał na dom Kiszczaka

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Ksiądz Krzysztof Kuleszo przejdzie do historii. Wczoraj w swojej parafii w Łynie koło Nidzicy ogłosił, że pieniądze z tacy zostaną przeznaczone na odbudowę spalonego niedawno domu generała Czesława Kiszczaka.

- Myślałem o tym całą noc. Łamałem się, ale przecież człowiekowi, parafianinowi, trzeba pomóc. Taka tragedia może spotkać każdego - przyznaje proboszcz, który tę funkcję pełni zaledwie 9 dni.

Przeszłość Czesława Kiszczaka miała tu ogromne znaczenie. - Ja pochodzę z Bartoszyc. Tam często przyjeżdżał ksiądz Jerzy Popiełuszko i mówił: zło dobrem zwyciężaj. Dlatego zdecydowałem, że trzeba pomóc - mówi.

Kapłan nie policzył, ile pieniędzy parafianie dali na tacę, choć wydawało mu się, że więcej niż przed tygodniem. Zaraz po mszy zebraną kwotę wsypał do worka, a jego lektorki zaniosły do sołtysa, by ten oddał generałowi. Ksiądz nie chciał przekazywać pieniędzy osobiście, by "żadna ze stron nie poczuła się niezręcznie".

Pytani przez "DGP" parafianie twierdzą jednak, że ofiary składali głównie turyści. Miejscowi nie byli już tak skorzy do pomocy b. szefowi MSW. - Gdy ksiądz ogłosił, na co idzie zbiórka z tacy, słyszałam słowa: no, dzieci dziś idziecie na lody, bo na tacę nie dajemy - opowiada parafianka.

Sam Kiszczak jest zaskoczony. - Księdza nie znam, do kościoła nie chodzę - mówi krótko. Ale ks. Kuleszo ma nadzieję, że teraz generała na mszy zobaczy. A jakby chciał się spowiadać, to jest gotów wysłuchać jego grzechów.

Mariusz Staniszewski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.