Dziennik Gazeta Prawana logo

Jedni dają pieniądze, inni krzesła czy żarówki

26 czerwca 2018

Pół miliona złotych od Portów Lotniczych to kolejna cegiełka do projektu "Powódź. Pomagamy!". Właśnie zakończył się jej pierwszy etap.

- Największy dyskomfort to dla nas świadomość, że nie dotarliśmy do wszystkich potrzebujących - mówi Bożena Chodyniecka z Centrum Edukacji Obywatelskiej (CEO), koordynująca akcję pomocy skierowaną do szkół i bibliotek publicznych w małych miejscowościach, które ucierpiały w powodzi.

Właśnie zakończył się pierwszy etap projektu "Powódź. Pomagamy!". Do 28 zalanych placówek trafiło ponad 360 tys. zł.

Ale to dopiero początek akcji. W wielu miejscowościach precyzyjne szacowanie strat można będzie dopiero zacząć. - Spodziewamy się, że druga tura przyznawania pomocy będzie jeszcze bardziej intensywna. Na aplikacje czekamy do 21 lipca - mówi Chodyniecka. Każda instytucja może liczyć na maksymalnie 15 tys. zł.

Akcja rozpoczęła się od miliona złotych od Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności (PAFW) należącej do Billa i Melindy Gatesów. Pieniądze miały pójść na przywrócenie funkcji bibliotek publicznych i szkół, które na prowincji są ważnymi i często jedynymi ośrodkami życia społecznego. Milion złotych od Gatesów znacznie się rozrósł. Wczoraj przekazanie pół miliona złotych potwierdziły Porty Lotnicze. Ale to nie wszystko. - Zaczęli się do nas zgłaszać ludzie, nie tylko z firm i nie tylko z gotówką. Biblioteki chcą się dzielić zbiorami, instytucje przekazują potrzebne sprzęty. Trudno to porównać z milionem złotych, ale ta serdeczna, towarzysząca pomoc jest nieoceniona - opowiada Chodyniecka. I tak 77 krzeseł od firmy Microsoft z Wrocławia pojedzie do szkół w Ropczycach, Świniarach i Bodzanowie, 20 monitorów od VB Leasing Polska SA trafi do Pstrągowej i Bodzanowa, a Philips Lighting Poland pomoże oświetlić szkoły.

Organizatorzy akcji, czyli CEO, PAFW i Polska Fundacja Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego, od początku mieli wielkie kłopoty z dotarciem z pomocą. - Często kontakt ze szkołą był niemożliwy, bo telefon pływał razem z innymi sprzętami. Teraz spodziewamy się bardziej doprecyzowanych wniosków, bo część z nich początkowo musieliśmy odrzucić, chociaż serca nas bolały wobec dramatów, z którymi się zetknęliśmy - przyznaje Chodyniecka.

Marta Mikiel

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.