Jedni dają pieniądze, inni krzesła czy żarówki
Pół miliona złotych od Portów Lotniczych to kolejna cegiełka do projektu "Powódź. Pomagamy!". Właśnie zakończył się jej pierwszy etap.
- Największy dyskomfort to dla nas świadomość, że nie dotarliśmy do wszystkich potrzebujących - mówi Bożena Chodyniecka z Centrum Edukacji Obywatelskiej (CEO), koordynująca akcję pomocy skierowaną do szkół i bibliotek publicznych w małych miejscowościach, które ucierpiały w powodzi.
Właśnie zakończył się pierwszy etap projektu "Powódź. Pomagamy!". Do 28 zalanych placówek trafiło ponad 360 tys. zł.
Ale to dopiero początek akcji. W wielu miejscowościach precyzyjne szacowanie strat można będzie dopiero zacząć. - Spodziewamy się, że druga tura przyznawania pomocy będzie jeszcze bardziej intensywna. Na aplikacje czekamy do 21 lipca - mówi Chodyniecka. Każda instytucja może liczyć na maksymalnie 15 tys. zł.
Akcja rozpoczęła się od miliona złotych od Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności (PAFW) należącej do Billa i Melindy Gatesów. Pieniądze miały pójść na przywrócenie funkcji bibliotek publicznych i szkół, które na prowincji są ważnymi i często jedynymi ośrodkami życia społecznego. Milion złotych od Gatesów znacznie się rozrósł. Wczoraj przekazanie pół miliona złotych potwierdziły Porty Lotnicze. Ale to nie wszystko. - Zaczęli się do nas zgłaszać ludzie, nie tylko z firm i nie tylko z gotówką. Biblioteki chcą się dzielić zbiorami, instytucje przekazują potrzebne sprzęty. Trudno to porównać z milionem złotych, ale ta serdeczna, towarzysząca pomoc jest nieoceniona - opowiada Chodyniecka. I tak 77 krzeseł od firmy Microsoft z Wrocławia pojedzie do szkół w Ropczycach, Świniarach i Bodzanowie, 20 monitorów od VB Leasing Polska SA trafi do Pstrągowej i Bodzanowa, a Philips Lighting Poland pomoże oświetlić szkoły.
Organizatorzy akcji, czyli CEO, PAFW i Polska Fundacja Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego, od początku mieli wielkie kłopoty z dotarciem z pomocą. - Często kontakt ze szkołą był niemożliwy, bo telefon pływał razem z innymi sprzętami. Teraz spodziewamy się bardziej doprecyzowanych wniosków, bo część z nich początkowo musieliśmy odrzucić, chociaż serca nas bolały wobec dramatów, z którymi się zetknęliśmy - przyznaje Chodyniecka.
Marta Mikiel
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu