Każdy powinien dać się zliczyć, bo inaczej się pogubimy
Spis powszechny jest ważnym testem wiarygodności narodu. Jeśli się nie spiszemy, wypadniemy ze swojej wspólnoty, miasta, osiedla
Dwa lata, państwo wyda na niego około 535 milionów złotych. Na razie od 1 kwietnia do 31 maja odbędzie się spis próbny. Będzie on przeprowadzony w szesnastu gminach. To przełomowy spis w naszej historii.
Pierwszy raz policzymy się jako mieszkańcy Unii Europejskiej, kiedy ponad 2 miliony Polaków przebywa stale za granicą. Po drugie dostaniemy informację, jak zmieniło się życie obywateli po reformie administracyjnej czy emerytalnej. Po trzecie zabraknie papierowych formularzy.
Będą, ale do tych osób, które nie dokonają samospisu lub nie spiszą się przez telefon. Wywiad bezpośredni będzie rejestrowany na handheldzie, czyli urządzeniu wielkości telefonu komórkowego. Spis będzie również przeprowadzony z wykorzystaniem formularza elektronicznego umieszczonego na stronie internetowej GUS lub poprzez telefon.
Nie. Po pierwsze formularz elektroniczny będzie zainstalowany na handheldzie. Po drugie dzięki temu urządzeniu możliwe będzie zlokalizowanie dokładnego adresu. Na przykład rachmistrz poprzez GPS, odnajdując potrzebny adres, loguje się do systemu w celu przeprowadzenia wywiadu. Ponadto będziemy mieli informację o rachmistrzu, gdzie znajduje się w danym momencie i ile osób spisał. To będzie pierwszy spis, w którym system podziału terytorialnego kraju będzie połączony z systemem informacji adresowej. Oznacza to, że automatycznie w momencie spisu lokalizujemy adres osób spisywanych na elektronicznej mapie. W praktyce unikamy bardzo uciążliwej procedury lokalizowania adresów oraz unikamy błędów. Zakładamy jednak, że spis w głównej mierze będzie się odbywał przez internet.
Dlatego wykorzystamy też telefony. Ale główny nacisk kładziemy na sieć internetową. Każdy będzie mógł się zalogować i sam uzupełnić formularz. Częściowo będzie on już wypełniony danymi, które pochodzą z administracyjnych systemów informacyjnych (np. PESEL, ZUS, KRUS itd.). Zamieszczone wcześniej informacje można uzupełnić, a błędne zweryfikować.
Udział w spisie jest obowiązkowy. Rachmistrze trafią do opornych lub zapominalskich. Trzeba dać się spisać, nie wolno dać się zgubić. To nasz elementarny obowiązek wobec państwa.
Jak pani się nie spisze, wypadnie pani ze składu swojego narodu, swojego miasta, osiedla. Okaże się, że nie ma pani w tej zbiorowości, a przecież pani ma określone cechy, konkretne wykształcenie czy zawód, reprezentuje pani określone wartości i stanowi pani istotną jednostkę życia publicznego. Mnie to by bardzo przeszkadzało, gdybym nie znalazł się w spisie. Mam ogromne szczęście, że uczestniczyłem już w sześciu spisach powszechnych.
Zdecydowana większość reaguje pozytywnie. Problemem pozostaje badanie bezdomnych. Próbowaliśmy ich spisać w 2002 r., ankieterzy dostawali informacje od organizacji społecznych i instytucji pomocy społecznej, gdzie ich szukać. Ale ktoś uprzedzał o przyjściu ankietera i bezdomni rozpływali się jak mgła.
Także w czasach komuny, w latach 50. ludzie próbowali się przed spisem ukryć, uciekali do lasów, chowali się w piwnicach. Kilka lat po wojnie w społeczeństwie wciąż panowały nastroje niepokoju, zagrożenia i oczekiwania na zmiany. Duże problemy odnotowano też w 1931 r. Wtedy Polska była krajem wielonarodowościowym, liczono grupy językowe, wyznaniowe. Dużo kłopotów sprawiali ówcześni Rusini, którzy chcieli udowodnić swoją odrębność narodowościową. Nie chcieli dać się spisać, by przypadkiem nie uznać ich za Polaków, bywali agresywni. Najczęściej jednak ludzie zdawali sobie sprawę z powagi spisu. Przykładem może być II wojna światowa. Choć wprawdzie nie było możliwości, by w latach okupacji go przeprowadzić, to przez całą wojnę istniała podziemna statystyka. Okupacyjną statystykę robiło państwo podziemne.
Ruch ludności, wywózki. Ale prowadzono też badania o pogodzie, plonach, obserwowano ceny. Wydział statystyczny miasta Warszawy zaczął ponownie działać tuż po wyzwoleniu miasta, a w marcu 1945 r. zrekonstruowano GUS. Prawda jest taka, że bez tego rodzaju badań, statystyk, spisów nie może istnieć państwo. Jak długo istnieją zorganizowane struktury, czyli od starożytności, spisy były formą dokumentowania swej władzy przez rzadzących. Jezus urodził się w Betlejem, ponieważ Maria i Józef zdążali zgodnie z prawem rzymskim do miejsca swego urodzenia, ponieważ tylko tam mogli być spisani. Zarówno w średniowieczu, jak i w czasach nowożytnych spisy zawsze dokumentowały moc władzy. Spisywali się Asyryjczycy, Inkowie, Toltekowie, Egipcjanie. Spisy, które przypominają te dzisiejsze, to produkt oświecenia, zaczęto je przeprowadzać na przełomie XVIII i XIX w. Pierwszy na świecie, prawie równoległy z polskim, spis przeprowadzili twórcy powstających Stanów Zjednoczonych. Ojcowie narodu uznali wówczas, że by kraj mógł istnieć i funkcjonować, musi się określić przez spis. Pomysłodawcą, inicjatorem i wykonawcą polskiego spisu był Fryderyk hrabia Moszyński. 9 marca 1789 r. przedstawił na posiedzeniu Sejmu wniosek o przeprowadzenie spisu na terenie całego kraju. Tak zwane urządzenie tabel populacji uchwalono 22 czerwca, a spis przeprowadzono na jesieni i powtórzono w roku następnym. Pierwszy spis trwał kilka miesięcy.
Jeśli naprawdę chce się wiedzieć coś o swoim państwie i zamieszkałym w nim społeczeństwie, trzeba najpierw sprawdzić, co w nim jest. Najważniejszym powodem zbierania danych w pierwszych spisach były podatki oraz pobór do wojska. Ustalano, jaka jest ludność, jej wiek, płeć, sytuacja socjalna, ilu jest gospodarzy, karczmarzy, bezrobotnych. Nie spisywano duchowieństwa i szlachty. Szlachta była herbowa, więc miała swoje rejestry. Duchowieństwo też miało swoją ewidencję. Zresztą pierwszy spis robili głównie księża, oni po prostu umieli pisać. W XIX w. niemal wszystkie europejskie państwa przeprowadzały spisy na swoich terytoriach. Również nasi zaborcy. Spis najlepiej udał się w Galicji, bo tam też reżim był najlżejszy i ludność nie sprzeciwiała się obowiązkowi spisowemu. Zresztą to właśnie w Krakowie stryjeczny dziadek Jerzego Buzka Józef Buzek napisał w 1910 r. pracę "Uwagi ze względu na zbliżający się spis ludności". To tekst, który po raz pierwszy formułował, czym jest spis ludności, w jaki sposób go przeprowadzać. Scharakteryzował od strony statystycznej skład ludności Galicji w podziale na cechy demograficzne, skład narodowościowy i wyznaniowy. Na podstawie tej pracy zrobiono w 1921 r. pierwszy prawdziwy narodowy spis, bardzo ważny. Badano podstawowe cechy demograficzne, pytano o język ojczysty, narodowość, wyznanie, poziom wykształcenia, inwalidztwo i co było nowością - o sieroctwo. To, że spis wtedy powstał, było dowodem na to, że państwo polskie jest w stanie zapanować nad swoim terytorium.
Spisy są podstawą wiedzy o społeczeństwie, jego warunkach życia, cechach, potrzebach, działaniach każdego państwa. Są też standardem międzynarodowym i elementarnym wymogiem statystycznym Unii Europejskiej. Żeby otrzymać wsparcie unijne na rozwój polskiego rolnictwa, musimy przedstawić Unii twarde dane o jego stanie, a dane te możemy uzyskać tylko ze spisu rolnego. W ogóle bez spisów nie da się np. zaplanować polityki społecznej czy infrastruktury. Gdyby nie statystyka, nie wiedzielibyśmy, że w Polsce 25 proc. ludzi codziennie dojeżdża do pracy, a Warszawa ściąga ok. 170 tys. ludzi spoza stolicy. Drugie tyle przyjeżdża tu i pracuje nieformalnie. Oznacza to, że poza mieszkańcami Warszawy ponad 350 tys. ludzi codziennie służy jej swoją pracą, kwalifikacjami, umiejętnościami. Robią tutaj zakupy, korzystają z komunikacji, kultury, współtworzą to miasto. Jeśli codziennie do Warszawy może dojechać 350 tys. ludzi, to jest to gigantyczny koszt społeczny. Dla wielu Polaków warunki dojazdu do pracy są wielkim problemem, a wiedząc o skali tego zjawiska, można tak zaplanować sieć transportu, by docierało się firm wygodniej, szybciej, bezpieczniej. Gdyby nie spisy, nie wiedzielibyśmy też, że zakończyła się migracja ze wsi do miasta. Teraz migruje się z miasta do wsi. Ale do miast dalej migrują kobiety.
Na wsi mieszka 101 kobiet na 100 mężczyzn, a w miastach 107 kobiet, w Warszawie 118. A w niektórych dzielnicach nawet 132, tak jak ma to miejsce na Starej Woli, starej Ochocie czy innych starszych dzielnicach. Im większe miasto, tym więcej kobiet. A to oznacza określone asymetrie społeczne. Także skutki demograficzne, bo może się okazać, że w dużej części kraju brakuje kandydatek na żony, czyli gwałtownie zaczyna tam spadać dzietność. Przy okazji spisów bada się też rodziny, czy są jedno-, czy wielopokoleniowe.
Saldo niedoborów mieszkaniowych bardzo poważnie rośnie. W 2009 r. w Polsce zawarto 256 tys. małżeństw, ale zbudowano 160 tys. mieszkań. Spis pokaże też np., ilu ludzi żyje w mieszkaniach pozbawionych bieżącej wody, kanalizacji, gazu, czyli tzw. mieszkaniach substandardowych.
Każdy jest wyjątkowy, bo porównywane są całe dziesięciolecia, a to okres, przez który naprawdę wiele się zmienia. Na pewno dramatycznym spisem pod względem wyników był spis z 1946 r. Okazało się wtedy, jakie straty ponieśliśmy podczas II wojny światowej, że jest nas 23 miliony 888 tysięcy, czyli o 12,5 miliona mniej niż przed wrześniem 1939 r. To był jeden wielki płacz. Dostaliśmy czarno na białym, że straciliśmy niemal całą inteligencję, mieliśmy tylko 1,8 proc. ludzi z wyższym wykształceniem. Zaczęła się powolna odbudowa tej kategorii ludności. W latach 60. było to 4,8 proc., w 80. niespełna 9 proc., dzisiaj 20 proc.
Na szczęście nie, choć na przykład spis 1950 r. był realizowany w warunkach ogromnego napięcia politycznego, dramatycznego podziału świata na wrogie obozy. Spis roku 1970 był realizowany w okresie Grudnia, w czasie gwałtownej walki społeczeństwa z władzą. W 1978 r. zdecydowano się przeprowadzić spis o dwa lata wcześniej. Władza uznała bowiem, że potrzebuje danych do opracowania pięciolatki. Trzeba pamiętać, że spis 1988 r. był tak naprawdę spisem pożegnania się władzy komunistycznej z władzą w kraju. Władze nigdy nie dotarły do danych jednostkowych uzyskiwanych w spisach. Statystycy nigdy nie udostępnili takich informacji. Technicznie zresztą byłoby to trudne, bo gdzie indziej były teczki, gdzie indziej kody, a gdzie indziej opisy. W piwnicy GUS było kilkadziesiąt wagonów materiałów. Miliony teczek tylko z numerami. Kody leżały np. w Siedlcach, a opisy - np. w Ciechanowie. Szukanie konkretnej teczki więc zwyczajnie się nie opłacało, okazywało się zbyt czasochłonne.
O wszystkie dane, które służą zapewnieniu kontynuacji wiedzy o społeczeństwie, czyli będą przedłużały dane uzyskane podczas poprzednich spisów, m.in.: wiek, płeć, wykształcenie, źródła utrzymania, dojazd do pracy, naszą aktywność zawodową czy skład i strukturę rodziny. Będą też badane migracje, nasze zasoby mieszkaniowe. Trwała też długa debata nad tym, czy można ludzi pytać o niepełnosprawność. Zastrzeżenia miał generalny inspektor ochrony danych osobowych. Twierdził, że zbieranie takich informacji narusza intymność ludzi niepełnosprawnych. A przecież informacja o tym, ilu mamy w kraju osób niepełnosprawnych i jakiego rodzaju jest to niepełnosprawność, wydaje się dla tych ludzi kluczowa. Ludzi niepełnosprawnych żyje w Polsce 6 milionów i trzeba robić wszystko, by te 6 milionów mogło normalnie funkcjonować. A więc trzeba zaplanować odpowiednią liczbę podjazdów, wind, skalkulować, ile to wszystko będzie kosztowało, ale przede wszystkim zapewnić tym ludziom godne i właściwe warunki życia.
Tak.
O to, czy ktoś pozostaje w związku nieformalnym, zachowania i plany prokreacyjne oraz przynależność wyznaniową. Gorąco zachęcam do korzystania z naszej strony internetowej. Dzięki niej będą się państwo mogli spisać samodzielnie.
@RY1@i02/2010/060/i02.2010.060.186.0002.001.jpg@RY2@
Fot. Piotr Polak/PAP
Rachmistrz podczas spisu w 2002 r.
@RY1@i02/2010/060/i02.2010.060.186.0002.002.jpg@RY2@
Fot. Gus
Wiesław Łagodziński, rzecznik Głównego Urzędu Statystycznego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu