Ośrodki adopcyjne zostaną wreszcie skontrolowane
Rzecznik praw dziecka zwrócił się do Najwyższej Izby Kontroli z wnioskiem o skontrolowanie placówek opiekuńczo-wychowawczych.
To sukces akcji DGP "Adopcja, po prostu", w której od kilku tygodni nagłaśniamy, jakie przeszkody stoją na drodze do sprawniejszego przysposabiania dzieci przez nowych rodziców.
- Zdarza się, że placówki opiekuńczo-wychowawcze nawet przez kilka lat nie zgłaszają dzieci do adopcji, a wraz z wiekiem maleje szansa na adopcję - alarmuje rzecznik praw dziecka Marek Michalak. I właśnie dlatego chce, by NIK sprawdziła, jak placówki opiekuńczo-wychowawcze realizują obowiązek zgłaszania dzieci do ośrodków adopcyjno-opiekuńczych, które są swoistym przedsionkiem do adopcji. To, że wystąpi z taką kontrolą, Michalak zapowiedział w wywiadzie dla DGP przed dwoma tygodniami.
Rzecznik praw dziecka zapewnia, że otrzymuje coraz więcej sygnałów o dużych opóźnieniach w pracy placówek opiekuńczo-wychowawczych. Często pomimo uprawomocnienia się postanowienia sądu o pozbawieniu rodziców władzy rodzicielskiej zdarza się, że dzieci przez kilka lat nie są zgłaszane do adopcji. "Znany jest mi przypadek, gdy czteroletnie dziecko, mające dużą szansę na przysposobienie, nie zostało zgłoszone do ośrodka adopcyjno-wychowawczego przez ponad 1,5 roku. Znam także przypadki innych dzieci, które oczekiwały na zgłoszenie do ośrodka od roku do dwóch lat" - napisał Michalak we wniosku do NIK.
To, że takie sytuacje się zdarzają, potwierdza też była minister pracy Joanna Kluzik-Rostkowska. - Niestety wciąż w niektórych ośrodkach wychowawczo-opiekuńczych funkcjonują patologiczne sytuacje typu: dyrektor nie zgłasza dziecka do adopcji, bo nie chce, by zmniejszyła się liczba dzieci pod jego opieką, bo wtedy musiałby zmniejszyć liczbę zatrudnionych wychowawców - opowiada Kluzik-Rostkowska. I dodaje, że dlatego NIK rzeczywiście powinna się bliżej przyjrzeć funkcjonowaniu ośrodków opiekuńczych. O takich sytuacjach pisaliśmy także na naszych łamach.
W domach dziecka w Polsce żyje ok. 20 tys. dzieci. Jedynie 3 proc. z nich to biologiczne sieroty, a aż 67 proc. ma oboje rodziców. Do sierocińców trafiają najczęściej dlatego, że były bite, ich rodzice są uzależnieni od alkoholu czy narkotyków albo z innych przyczyn nie potrafią lub nie chcą się nimi zająć. Rocznie przeprowadzanych jest w Polsce zaledwie ok. 3500 adopcji.
Sylwia Czubkowska
sylwia.czubkowska@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu