Najlepsi w historii, ale bez medali
Polska zakończyła ME trzema porażkami i czwartym miejscem. Kontrowersje wzbudził półfinałowy mecz z Chorwacją. Zdaniem zawodników rywalom pomogli norwescy sędziowie. Złoto zdobyli Francuzi, którzy wygrali z Chorwatami 25:21
Trzema smutnymi porażkami zakończyli swoje występy w mistrzostwach Europy nasi piłkarze ręczni. W ostatnim meczu na austriackiej imprezie Polacy w walce o brązowy medal ulegli Islandii 26:29. Szkoda, bo ten rywal był wczoraj do pokonania.
Niewiele zabrakło, aby spełniły się marzenia trenera Bogdana Wenty o pierwszym w historii medalu mistrzostw Europy dla Polski. O tym, że z Austrii wracamy z pustymi rękoma, zadecydował nerwowy półfinał z Chorwacją, która wczoraj przegrała w finale z mistrzem świata i mistrzem olimpijskim, Francją, czterema bramkami.
W sobotnim spotkaniu z Chorwatami nasi zawodnicy walczyli jak równy z równym. Przez większą część meczu nieznacznie prowadziliśmy. Jednak w decydujących minutach gubiliśmy piłkę w ataku, niecelnie rzucaliśmy i traciliśmy gola za golem. Na naszą niekorzyść zaczęli mylić się arbitrzy z Norwegii. Wenta po porażce 21:24 (10:9) był na nich wściekły. W 57. minucie spotkania dostał żółtą kartkę, a sędziowie zabrali nam piłkę. Ta sytuacja ostatecznie przesądziła o naszej porażce.
- Zostaliśmy ukarani podwójnie - mówił Wenta. - Nie dość, że przeciwnik zachowuje się niesportowo, bo w polu bramkowym zabiera bramkarzowi piłkę i wyrzuca ją w bok, za co jest ewidentna kara dwóch minut, to zostajemy zatrzymani i otrzymujemy żółtą kartkę za moją reakcję. Pytam się przy stoliku, o co chodzi, a oni zabierają nam piłkę. Nie mam pretensji do zawodników chorwackich. Jeżeli się pozwala na taką grę, że zęby wylatują, to trzeba pogratulować. Ale to dziwne, że ci sędziowie z Norwegii prowadzili nam trzy spotkania i zawsze coś się działo - mówił trener, któremu wtórowali rozgoryczeni zawodnicy.
Po meczu z Chorwatami Wentę czekało trudne zadanie - musiał zmobilizować rozbity psychicznie zespół do wysiłku w spotkaniu o brąz przeciwko Islandii. - Po meczu półfinałowym, po tej rozpaczy, rozmawialiśmy w szatni i doszliśmy do wniosku, że nie mamy innego wyjścia, jak fajnie ten turniej zakończyć - mówił Wenta.
Zmobilizowanie zawodników do jeszcze jednego wysiłku, okazało się jednak zadaniem ponad siły dla naszego trenera. Odkąd Wenta prowadzi biało-czerwonych, jego zespół na żadnej z wielkich imprez nie zagrał tak słabo jak w pierwszej połowie wczorajszego meczu z Islandią. Nasi zawodnicy całkowicie oddali pole rywalom. Przez pierwsze 10 minut zdobyli tylko dwie bramki. Po 20 minutach gry Islandczycy byli już spokojni o wynik, bo prowadzili 13:6. O takim rezultacie decydowały głównie błędy w grze ofensywnej naszego zespołu. Większość akcji nie kończyła się rzutami, podobnie jak dzień wcześniej gubiliśmy piłkę w najprostszych sytuacjach. Efektem była miażdżąca przewaga Islandii, która do przerwy prowadziła 18:10.
Po raz kolejny okazało się jednak, że drużyna Wenty potrafi czynić cuda, a szczególnie jeden zawodnik - Sławomir Szmal, który został wybrany najlepszym bramkarzem mistrzostw Europy. Na początku drugiej części meczu Szmal bronił genialnie. Islandczycy byli równie nieskuteczni jak my na początku - przez 12 minut gry pokonali Szmala tylko dwa razy. My powoli odrabialiśmy straty - rzuciliśmy sześć goli z rzędu! W 42. minucie było już tylko 20:18 dla naszych przeciwników. Niestety na wiele więcej nie było nas wczoraj stać, choć przy stanie 25:26 była jeszcze nadzieja, że w cztery minuty odrobimy stratę. W tym momencie jak w transie zaczął jednak bronić bramkarz rywali - Bjoergvin Gustavsson. Po błędach w ataku Michała Jureckiego, Bartłomieja Jaszki i Tomasza Tłuczyńskiego Islandczycy odzyskali przewagę, wygrali 29:26 (18:10) i wrócili z Wiednia z brązowymi medalami. Na szczęście w drugiej części tego meczu, którą na pocieszenie wygraliśmy 16:11, nasza drużyna pokazała, że nadal możemy na nią liczyć nawet w najtrudniejszych momentach. A czwarte miejsce też trzeba uznać za sukces, bo lepszego w historii mistrzostw Europy jeszcze nie uzyskaliśmy.
- Mecz trwa 60 minut, to nie tylko druga czy pierwsza połowa - emocjonował się po meczu Wenta. - Islandia w pierwszej części nie kalkulowała, nie myślała o stawce meczu. Nam nie wychodziło to, co sobie zakładaliśmy. Mieliśmy sporo niepotrzebnych kar. Graliśmy statycznie, środek nie funkcjonował. Gdy odszedł strach, gdy nie było już presji po pierwszej części gry, okazało się, że drzwi do zwycięstwa były otwarte. Chłopcy mimo wszystko dobrze się zaprezentowali na turnieju. Pokazali charakter. W sporcie jednak nie o to chodzi do końca, czwarte miejsce najbardziej boli - mówił polski trener.
Nasi szczypiorniści z Austrii wracają do Warszawy dziś o godz. 11.25. Cztery godziny później w Pałacu Prezydenckim przyjmie ich Lech Kaczyński.
Polska - Islandia 26:29 (10:18)
Polska: Szmal, Wyszomirski - B. Jurecki 4, M. Jurecki 4, Tłuczyński 4, K.Lijewski 3, Jachlewski 3, Kuchczyński 2, Jaszka 2, Rosiński 2, Jurasik 1, M. Lijewski 1, Bielecki 0, Siódmiak 0, Żółtak 0, Jurkiewicz 0.
Firma Targi Kielce Sp. z o.o. przekazała dziesięć kalendarzy ściennych z trenerem Bogdanem Wentą i piłkarzami ręcznymi Vive Targi dla czytelników, którzy najszybciej wyślą e-maila, wpisując w tytule KALENDARZ, na adres: jan.wojcik@infor.pl, ze swoimi danymi do wysyłki.
@RY1@i02/2010/021/i02.2010.021.000.0020.001.jpg@RY2@
Fot. AP
Tomasz Jachlewski strzelił trzy gole, ale większość jego akcji powstrzymywali Islandczycy
@RY1@i02/2010/021/i02.2010.021.000.0020.002.jpg@RY2@
Fot. M. Biczyk/Newspix.pl
Marian Kmita, dyrektor sportu w Polsacie
Nasi piłkarze ręczni z sukcesem zakończyli turniej w Austrii. A sukces to prawdziwy, bo nawet laik wie, że mistrzostwa Europy to najtrudniejsza impreza w tej dyscyplinie. Mogło być jeszcze lepiej, ale twierdzę, że finału nie zabrali nam tylko norwescy sędziowie. Obejrzałem mecz z Chorwacją kilka razy i wiem, że przegraliśmy to spotkanie, bo byliśmy odrobinę mniej sprytni od rywali. Jakkolwiek jednak by było, w ciągu trzech lat Wenta zdobył dwa medale MŚ, czwarte miejsce ME i piąte miejsce na IO w Pekinie. Może dlatego tak bardzo bolały nas w sobotę pomyłki norweskich sędziów, bo apetyty mieliśmy na złoto. Zaczęliśmy szukać drugiego dna, bo co ciekawe - norweska para sędziowała nam na tym turnieju już trzeci mecz. I to jest najdziwniejsze. Polityka EHF kierowanej przez nomen omen Norwega Tora Liana w sprawie sędziowania przypomina reglamentację towaru w czasach komunizmu. Europejska federacja, której wiceprezydentem jest Francuz Jean Brihault, w imię obiektywizmu zdecydowanie faworyzuje sędziów z tzw. starej Europy (mecz o brąz sędziowali nam Francuzi). Kiedy zaczyna się walka o medale, komitet wykonawczy EHF wysyła do boju swoich ludzi z gwizdkiem. Jednak w sobotę nadzieja federacji (jeśli to szczere) na sprawiedliwość obróciła się w jej parodię.
Artur Szczepanik
artur.szczepanik@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu