Dzisiaj nikt nie chce się już bić wyłącznie o medale
Czy boks amatorski chyli się ku upadkowi? Wiele na to wskazuje. Poznański Klub Bokserski walczy w Międzynarodowej Bundeslidze. Brzmi to dumnie, ale nazwa to tylko pozory.
W rzeczywistości opisuje ona ligę złożoną z zaledwie sześciu klubów. Trzy niemieckie i po jednym duńskim, holenderskim oraz polskim. Bokserzy PKB zainaugurowali ligowe występy w grudniu, przegrywając na wyjeździe z Motorem Babelsberg 10:13. Rewanż miał się odbyć 9 stycznia, ale Niemcy nie dojechali z powodu... ataku zimy. Spotkanie przełożono na 11 lutego. Jeśli zima odpuści, być może nawet się ono odbędzie. Żeby obraz był pełny, trzeba dodać, że w drużynie PKB walczą też bokserzy wypożyczeni z innych klubów.
Jeszcze pięć lat temu polska ekstraklasa bokserska liczyła 10 drużyn. Dziś brzmi to wręcz niewiarygodnie. - Obecnie żadnego klubu nie stać na utrzymanie 10 zawodników, po jednym w każdej wadze. Potencjalnie mogłyby się o to pokusić tylko dwa - PKB Poznań i Hetman Białystok - mówi Jerzy Rybicki, prezes Polskiego Związku Bokserskiego. - Polski boks jest w głębokim dołku, od 1992 r. nie zdobyliśmy żadnego medalu na igrzyskach. Sytuacja jest tragiczna, kluby nie mają pieniędzy na zapłacenie sal, nie mówiąc o przemyślanym naborze i szkoleniu - dodaje.
Poza tym jest problem z zatrzymaniem zawodników, którzy przedwcześnie przechodzą na zawodowstwo. - Nie robią tam oczekiwanej kariery, a tracą szansę na walkę o medale olimpijskie, których przecież nic nie jest w stanie zastąpić - dodaje prezes PZB.
Rybicki deklaruje, że związek robi wszystko, by pozyskiwać sponsorów. Jednak na pytanie o efekty tych wysiłków bezradnie rozkłada ręce.
Jest też jednak druga strona medalu. - Kryzys trwa od momentu, w którym resorty siłowe zrezygnowały z utrzymywania sportów walki. Jak można się dziwić, że młodzi zawodnicy odchodzą na zawodowstwo, skoro od menedżerów dostają jakieś pieniądze, a w boksie amatorskim walczą za darmo. Trzeba być na naprawdę wysokim poziomie, żeby dostać jakieś pieniądze. Nawet kadra ich nie gwarantuje - mówi Paweł Skrzecz, były wicemistrz olimpijski, obecnie trener w grupie zawodowej Bullit KnockOut Promotions.
Jego zdaniem za taki stan rzeczy częściowo odpowiada właśnie PZB. - W Niemczech działają dwie duże grupy zawodowe Koehla i Sauerlanda. Przed igrzyskami wykupili całą kadrę niemiecką, ufundowali stypendia, a potem wzięli tych, których sobie wybrali. U nas Andrzej Wasilewski (Bullit KnockOut Promotions - red.) też złożył podobną propozycję, ale nie znalazła ona uznania. Związek cały czas woli prowadzić wojnę z boksem zawodowym.
Robert Piątek
robert.piatek@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu