Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Przedszkola na wagę złota

Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Ruszył wyścig o miejsca w żłobkach i przedszkolach. Rodzice ustawiają się w długich kolejkach, szukają znajomości wśród personelu, a nawet zapisują na listę potomka, który... jeszcze się nie urodził.

Wszystko dlatego, że miejsc w żłobkach i przedszkolach jest dramatycznie mało. I to zarówno w publicznych, jak i prywatnych.

Irena Gabinecka prowadzi niepubliczne przedszkole Promyczek w Bydgoszczy. Kiedy w ubiegły poniedziałek przed siódmą rano dojechała do pracy, przed budynkiem czekała na nią przeszło setka rodziców. Nie zdziwiło jej to: tamtego dnia rozpoczynały się przecież zapisy na rok szkolny 2010/2011. Rodzice maluchów ustawili się w kolejkę dwanaście godzin wcześniej. Stali tak całą noc z termosami, owinięci kocami, bo w Bydgoszczy była wtedy mroźna pogoda. Wytrwałość opłaciła się jedynie 28 pierwszym osobom, których dzieci zostały zapisane do pierwszej grupy. Kolejne 25 maluchów dostało się na listę rezerwową, a reszta została odprawiona z kwitkiem.

- Żal mi ich było bardzo. Zwłaszcza tych, którzy mówili, że staliby i dwie noce, byle tylko zapisać dzieci - mówi dyrektor Gabinecka.

Podobnie jest w całej Polsce. Niepubliczna placówka Król Maciuś Pierwszy w Tomaszowie Lubelskim zapisy uruchomiła pod koniec ubiegłego roku. Dziś wszystkie miejsca są już zajęte.

- Mamy bardzo wielu chętnych aż do 2013 roku - mówi DGP przedszkolanka Anna Szabat.

Niepubliczne przedszkole Siódme Niebo w Katowicach ma 110 miejsc i ani jednego wolnego na rok 2010/2011. - Zapisy do nas trzeba robić na rok przed datą, kiedy dziecko miałoby zacząć chodzić do przedszkola. Ale są rodzice, którzy myślą o tym nawet dwa lata wcześniej. W ubiegłym roku odebrałam też pięć telefonów od kobiet w ciąży - mówi nam dyrektorka placówki Małgorzata Mrozek.

Podobna sytuacja jest w centralnej Polsce. Przedszkole Robuś w Starej Miłosnej pod Warszawą już dziś prowadzi zapisy na rok 2011/2012. - Połowa miejsc już jest zajęta. U nas takie zainteresowanie to standard, bo cieszymy się sporą renomą - mówi dyrektorka Bogusława Wiśniewska.

Publiczne Przedszkole nr 64 im. Przyjaciół Kubusia Puchatka w Warszawie prowadzi zapisy przez internet. System jeszcze nie ruszył, a mimo to dyrekcja codziennie odbiera telefony od zainteresowanych warszawiaków. - Rodzice proszą, błagają, przekonują, jak bardzo im zależy, a czasem powołują się na przeróżne znajomości. Zdarzyła się nawet prośba o zapisanie półrocznego dziecka - opowiada wicedyrektorka Ewa Chacińska. Jej placówka mieści się na warszawskiej Białołęce, gdzie mieszka dużo młodych ludzi, a przedszkoli jest jak na lekarstwo. - Chętnych ogrom: osiedle cały czas się rozrasta, a miejsc nie przybywa. U nas grupy liczą już 29 dzieci zamiast przepisowych 25 - mówi Chacińska.

Jeszcze uboższa jest niestety oferta żłobków. Kiedy Małgorzata Dzikowska z Warszawy chciała zapisać do żłobka 5-miesięczną córkę, przeżyła prawdziwy szok.

- Już w listopadzie usłyszałam, że nie ma szans, by Marianka trafiła do placówki od lutego. Wpisano nas na listę rezerwową, córka jest na 400. miejscu - mówi matka.

W warszawskim żłobku nr 5 jest podobnie. - Nie ma szans na dostanie się do nas. Ani teraz, ani we wrześniu - usłyszeliśmy w sekretariacie.

Są w Polsce miasta takie jak np. Częstochowa, w których działa tylko... jeden żłobek. W Ustce jeszcze kilka lat temu były trzy takie placówki, ale dwie zostały zlikwidowane. W jedynej, która pozostała, od września zwolni się tylko 30 miejsc.

- Ale już teraz mamy prawie trzykrotnie więcej zgłoszeń - mówi opiekunka Gabriela Arcysewicz. I opowiada, że regularnie odbiera telefony od zdesperowanych rodziców, którzy błagają, by zapisać ich dziecko na kilka lat do przodu. - Ale nam nie wolno przecież robić czegoś takiego - dodaje Arcysewicz.

Maja Kokoszka z Forum Rodziców twierdzi, że zna kobiety, które zrezygnowały z pracy, gdyż nie miały jak zorganizować opieki nad dzieckiem. - Nie mogły znaleźć miejsca w żłobku, a nie było ich stać na wynajęcie opiekunki - tłumaczy. Inni eksperci zwracają uwagę, że wiele Polek nie decyduje się na potomstwo właśnie w obawie, że nie będzie w stanie połączyć pracy zawodowej z wychowywaniem dzieci.

Problem jest poważny, bo Polska ma jeden z najniższych wskaźników dzietności w Unii Europejskiej. - To już naprawdę ostatni moment na podjęcie przez rząd realnych kroków, które ułatwią Polakom decyzję o posiadaniu potomstwa - ostrzega prof. Irena Kotowska, demograf z SGH.

Tymczasem takich ułatwień jest jak na lekarstwo. Prawo dotyczące tworzenia żłobków jest przestarzałe i wymaga spełnienia wielu bardzo restrykcyjnych warunków. Konieczne jest np. posiadanie pomieszczenia, które odpowiadałyby surowym wymogom sanitarnym. Maluchy muszą mieć też możliwość wyjścia na teren przyległy do żłobka, niedostępny dla osób postronnych i wyposażony w urządzenia do zabawy. Kierownik żłobka powinien mieć wykształcenie wyższe pielęgniarskie i co najmniej 3-letni staż pracy w zawodzie.

Kolejne rządy obiecują zliberalizowanie tych przepisów. Prace nad ustawą rozpoczęła jeszcze Joanna Kluzik-Rostkowska, minister pracy w rządzie Prawa i Sprawiedliwości. Trwają one do dziś, a ustawa nie trafiła jeszcze nawet do sejmowej komisji polityki społecznej.

- Jestem jednak przekonana, że Ministerstwo Pracy szybko przedstawi projekt, a wtedy my postaramy się jak najszybciej przeprowadzić go przez Sejm - mówi Magdalena Kochan, wiceszefowa klubu parlamentarnego PO odpowiedzialna za sprawy społeczne. Posłanka nie chce jednak wymienić nawet orientacyjnego terminu, kiedy zmienione przepisy mogłyby wejść w życie. - Ale zapewniam, że ta sprawa to dla nas priorytet - dodaje Kochan.

@RY1@i02/2010/007/i02.2010.007.000.006a.001.jpg@RY2@

Więcej dzieci, mniej żłobków i przedszkoli

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.