Żyd w Polsce ciągle jest problemem
Pozwala lizać swoje prace, woli książki od rzeźb. Mirosław Bałka o sztuce i literaturze Rozmawiał
To mój obowiązek. Forma pielgrzymki i odkupienia niewiedzy, w której się wychowałem w Otwocku.
O Holokauście, o losie Żydów, postawie Polaków, naszej obojętności.
To było podczas nauki w szkole podstawowej - pojechaliśmy na wycieczkę do Majdanka. Chodziliśmy z klasą po wielkim cmentarzysku i byliśmy przekonani, że zginęli tam głownie obywatele ZSRR i Polacy, a dopiero na końcu Żydzi. Bardziej wtedy mówiło się o morderczej pracy, a nie o zagładzie więźniów, śmierć była ukryta. Nawet te gigantyczne liczby zamordowanych wydawały się abstrakcyjne, w masie nie działały na wyobraźnię. Z tamtej wizyty została mi w pamięci woń smolistego impregnatu użytego do konserwacji desek z baraków. Do dziś taki zapach drewna kojarzy mi się z Majdankiem.
Ten proces trwa znacznie krócej. Słowo "Żyd" jeszcze w latach 90. było nacechowane, budziło strach, nie wiadomo było, czy nie jest obelgą, dopiero niedawno zostało oswojone.
Cmentarz katolicki w Otwocku zawsze był zadbany, obok działały najlepsze kwiaciarnie. Kilometr dalej znajdował się zdewastowany kirkut - macewy były poprzewracane, niektóre groby pootwierane. Widać, że ktoś tam grzebał. Raził mnie ten dualizm - z jednej strony porządek, troska o upamiętnienie zmarłych, a z drugiej totalne przyzwolenie na barbarzyństwo. Odwiedzałem kirkut w Karczewie. Do końca lat 90. teren był nieogrodzony, trafiały tam śmieci i odpadki z rzeźni. Dzieci z pobliskiej szkoły bawiły się w wykopywanie kości z grobów. W sąsiedztwie przy odnawianej co roku kapliczce odbywały się nabożeństwa majowe. Jak to się stało, że ludzie na to pozwalali bez żadnego komentarza? Przecież wtedy mieliśmy już demokratyczne rządy, nie można było zrzucić winy na komunistów, tak jak dzieje się w przypadku antysemickiej nagonki 1968 roku. Wydrukowany dwa lata temu w "Gazecie Wyborczej" tekst o hienach przekopujących groby w Treblince wywołał nikły oddźwięk. Dyskusja rozgorzała dopiero wtedy, gdy o tym haniebnym procederze Jan Tomasz Gross napisał książkę. Mniej niż kiedyś, ale Żyd ciągle jest problemem w naszym kraju.
Byłbym dumny, gdyby ktoś tak potraktował pewne moje prace.
Uważam, że artysta bierze odpowiedzialność za ekspozycję od momentu, kiedy widz dotyka klamki w galerii. Pracę nad wystawą zawsze rozpoczynam od analizy planu pomieszczeń.
Owszem, jeśli się go odpowiednio umieści w przestrzeni, wprowadzi z nią w dialog. Emisja filmu to rodzaj materii - strumień światła między ekranem a projektorem tworzy relację przestrzenną. Mam nadzieje, że "Fragment" nie będzie dla widzów pokazem prac wideo, lecz doświadczeniem relacji przestrzennej.
Jeśli wywołują takie skojarzenia, nie będę protestował.
Widzowie ich dotykają i liżą palce. Podjadają dzieła sztuki.
Widocznie niektórzy nie uwierzą artyście, dopóki go nie sprawdzą. Tak jak robił to niewierny Tomasz. Kłopot jest tylko taki, że co jakiś czas sól trzeba uzupełniać i wyrównywać.
Używam jej często, ale nadal dużo rysuję i zapisuję ręcznie. W latach 90. dostałem palmptopa z rysikiem. Urządzenie było bardzo wygodne i pożyteczne do momentu, kiedy nieoczekiwanie wszystko się skasowało. Straciłem wszystkie zapiski i rysunki, rok pracy poszedł na marne. Po tym doświadczeniu przeprosiłem się z papierowym notatnikiem i cienkopisem.
Zaskoczę pana - w dziedzinie takich gadżetów jestem liderem. Kindle’a, a także Iphone’a miałem zaraz potem, jak tylko pojawiły się na rynku. To wszystko dzięki mojej nowojorskiej galerii, która robi artystom świąteczne prezenty. Ściągnąłem z Amazonu całego Dostojewskiego, Kafkę, podjąłem próbę lektury na e-readerze, ale na dłuższą metę nie dałem rady. Fizyczny kontakt z książką, faktura, temperatura i zapach papieru, szelest kartek są nie do zastąpienia. Jeśli mam do przeczytania jakiś istotny tekst, to muszę go mieć na papierze. Lektura na ekranie komputera czy czytnika wydaje mi się powierzchowna. Nie wierzę w śmierć książki jako obiektu - pliku papierowych kartek w okładkach.
Bardziej intensywnie reaguję na słowo niż na dzieła sztuki wizualnej. Wolę tworzyć, podejmując dialog z Kafką, Beckettem i Celanem niż na przykład z renesansową rzeźbą. Chociaż z Kafką już nie, wkurza mnie jego defetyzm i beznadzieja. Te wizje brały mnie, gdy miałem 19 lat - jako człowiek o trzy dekady starszy nie jestem w stanie do nich wrócić. Dzisiaj pamięć Kafki jest ważniejsza.
Dobrze mi się czytało Littella. Jego workshop jest prawie taki sam jak mój. Dobrze znałem materiały i źródła, których używał. Jego bardzo krótka książka, "Suche, wilgotne", prawie u nas niezauważona, jest niezwykle dla mnie ważna. Dzięki tej lekturze odkryłem nietłumaczonego na polski niemieckiego pisarza Klausa Theweleita i jego "Male Fantasies" - kapitalną analizę fenomenu faszyzmu. Takich książek u nas brakuje.
Przeczytałem kolejny raz "Zdążyć przed panem Bogiem" Hanny Krall. Niesamowita książka, szczególnie działa, gdy ma się wiedzęo tym, co się w Warszawie w latach 40. XX wieku wydarzyło. Cenię węgierskiego prozaika Laszlo Krasznahorkaiego. Jego "Melancholia sprzeciwu" i "Szatańskie tango" to genialne rzeczy, u nas przeszły prawie niezauważone. Lubię książki, które nie są długie.
Nie lubię przerywać lektury, odkładać na kolejny dzień, zajmować się w międzyczasie czymś innym. Najlepiej, gdy autorowi uda się zamknąć opowieść w 100 stronach. Czytanie zajmuje trzy godziny, więc zanim pochłoną mnie inne zajęcia, od razu mam czas, żeby lekturę przemyśleć. Czytanie grubej książki jest rozłożone w czasie jak serial telewizyjny, którego nie znoszę.
Wprost przeciwnie, w domu rodzinnym nie było za dużo książek poza miniencyklopedią powszechną i zbieranymi przez ojca tzw. tygrysami - serią wojennych harlequinów.
Miałem zaprzyjaźnioną ekspedientkę - pamiętam, że odłożyła mi "Zbrodnię i karę" oraz "Pasję utajoną" Stone’a o Freudzie. Nigdy nie załapałem się na Stachurę, którego książki w Otwocku były nieosiągalne.
Niestety tak, w tygodniu przybywa mi kilka nowych. Mam za dużo książek - przeraża mnie myśl, że nie zdążę ich wszystkich przeczytać. Generalnie preferuję książki napisane przez facetów w wieku zbliżonym do mojego. Porównuję doświadczenia.
@RY1@i02/2011/014/i02.2011.014.196.0042.001.jpg@RY2@
Cezary Polak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu