Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Presja? Nie jest naszym problemem

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Z Tomaszem Frankowskim , trenerem napastników polskiej reprezentacji, rozmawia Hubert Zdankiewicz

Jakie warianty gry ćwiczycie szczególnie intensywnie przed meczem z Grecją?

Trenujemy tak samo jak zwykle. Może tylko więcej uwagi poświęcamy stałym fragmentom gry. Zdajemy sobie sprawę, że Grecy blisko pięćdziesiąt procent bramek zdobywają po rzutach wolnych i rożnych. W piątek będziemy musieli uważać, żeby nie przysnąć pod własną bramką.

Patrząc z boku, można odnieść wrażenie, że jest pan w kadrze kimś o wiele ważniejszym niż tylko trenerem napastników. Mówią o tym m.in. Grzegorz Sandomierski i Kamil Grosicki.

Takie było założenie, że będę łącznikiem między selekcjonerem a zawodnikami. Takim trochę trenerem, a trochę starszym kolegą z boiska. A na treningach oczywiście nie mogę się skupiać tylko na pracy z trzema napastnikami.

Najczęstszym hasłem, jakie słyszeliśmy dziś na treningu, było słowo "timing".

Dzisiejszy poranny trening miał przede wszystkim na celu sprawienie frajdy piłkarzom. W zajęciach fizycznych czy taktycznych jest przede wszystkim dużo biegania i walki, a mało wykańczania. Dziś mogli poćwiczyć strzelanie bramek. Z różnych odległości - dziesięciu, szesnastu metrów, po przyjęciu, z głowy, z woleja. Piłkarze niebędący klasycznymi napastnikami, jak Kamil Grosicki, Rafał Wolski czy Maciej Rybus, w pewnych momentach mieli problem z właściwym obliczeniem toru lotu piłki. Stąd może zapamiętaliście ten "timing".

Jak chcecie strzelić bramki Grekom?

Zdajemy sobie sprawę, że nie zaatakują nas wysoko i zagrają skomasowaną obroną. W takich warunkach najwłaściwszym rozwiązaniem wydaje się atak pozycyjny i wspomniane już stałe fragmenty gry.

W jakiej formie są obecnie Paweł Brożek i Artur Sobiech? Obaj nie grali wiosną regularnie w klubach.

Dlatego więcej trenowali w Turcji i w Austrii. Robert Lewandowski odpoczywał, a oni nadrabiali stracony czas. W tej chwili wyglądają zupełnie przyzwoicie. Artur dostał szansę w meczu z Andorą i wywalczył rzut karny. Wcześniej strzelił bramkę Łotwie. Obaj czekają, aż Robert okaże się mniej skuteczny, i wtedy wejdą, żeby mu pomóc.

Czy rywalizacja o to, kto będzie zmiennikiem Lewandowskiego, jest już rozstrzygnięta na korzyść Sobiecha?

Jeszcze nie. Choć oczywiście dwa dobre występy Artura dają mu jakąś przewagę psychologiczną.

Czy jest możliwe, że w trudnym momencie zagracie dwójką napastników?

Bierzemy pod uwagę każdy wariant, choć oczywiście wolelibyśmy go uniknąć. Musielibyśmy chyba przegrywać z kimś 0:2.

Eugen Polański ostrzegał wczoraj, że tak się może stać, jeśli zaczniecie mecz z Grecją zbyt odważnie.

Grecja jest trochę niedoceniana, bo gra trudny dla oka i pozornie przez to mało atrakcyjny futbol. Jest on jednak bardzo skuteczny, bo zajęła pierwsze miejsce w swojej grupie, tracąc chyba tylko pięć bramek w całych eliminacjach. To bardzo niewygodny rywal, wszyscy o tym wiemy. "Gienek" ma rację - potrzebne są spokój, cierpliwość i dokładne rozgrywanie piłki. Dobrze byłoby zaskoczyć również Greków strzałem z dystansu.

Futbol piękny dla oka gra za to ostatnio Rosja. Nie macie wrażenia, że wbrew temu, co się wcześniej mówiło, ta grupa ma jednak zdecydowanego faworyta?

Kibice być może tego nie wiedzieli, ale my w sztabie od pół roku zdajemy sobie sprawę, że Rosjanie mają teoretycznie najlepszy zespół. Nie zapominajmy jednak, że zagramy z nimi na polskiej ziemi. Wierzę, że nasi kibice pomogą nam ich pokonać. Na tę chwilę nie koncentrujemy się jednak aż tak bardzo na spotkaniu z Rosją. Najpierw musimy wygrać z Grecją.

Jak piłkarze radzą sobie z rosnącym zainteresowaniem kibiców? Z jednej strony to pomaga, z drugiej może przeszkadzać, bo zwiększa presję. Pamiętamy dobrze, jak skończył się mecz z Ekwadorem podczas mundialu w 2006 roku [porażką 0:2 - red.]. Doping 40 tysięcy Polaków, zamiast pomóc, dosłownie spętał piłkarzom nogi.

Wydaje mi się, że od tamtego meczu w Gelsenkirchen sytuacja się zmieniła. Wychowali się u nas zawodnicy, na których taka liczba kibiców nie robi już wrażenia. Robert, Kuba Błaszczykowski i Łukasz Piszczek co kolejkę w Dortmundzie grają przed 80-tysięczną publicznością, a Wojtek Szczęsny w Londynie przed 60-tysięczną. Nawet Legia - przecież tam się gra dla 30 tysięcy. Presja kibiców nie powinna robić już wrażenia.

Pana były kolega z reprezentacyjnego ataku Maciej Żurawski powiedział jednak niedawno, że presja w klubie a presja w kadrze to dwie zupełnie różne sprawy. Ta druga jest jego zdaniem o wiele większa.

To indywidualna kwestia. Ja, będąc kadrowiczem, nie odczuwałem znaczącej różnicy.

@RY1@i02/2012/110/i02.2012.110.00000100a.803.jpg@RY2@

Grzegorz Celejewski/Agencja Gazeta

Frankowski: Greków zaatakujemy pozycyjnie

@RY1@i02/2012/110/i02.2012.110.00000100a.804.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.