Polskie wąsy zgolone
Eurokompleksy mają dzisiaj być może Rumuni albo Bułgarzy. Na pewno nie my. Od chwili wejścia do Unii nasze poczucie wartości wzrosło wielokrotnie
Kiedyś zahukani, w przyciasnych tureckich sweterkach albo w liliowych garniturach, z nieodzownymi wąsami. W znoszonych butach, ze swoim własnym zapachem. W Niemczech, we Francji czy w Hiszpanii byliśmy jedynie tematem dowcipów. Na przykład takich: "Jak najszybciej wygonić Polaka z wanny? Wrzucić do niej mydło". Albo: "Jak brzmi zdanie, w którym są aż trzy kłamstwa? Uczciwy Polak jedzie swoim autem do pracy". Ich opowiadanie bawiło głównie mających barowe poczucie humoru Niemców, ale my często potulnie musieliśmy przyznawać, że wiele w tych stwierdzeniach racji. Słynęliśmy przecież z zachodnioberlińskiej yumy, czyli kradzieży w sklepach, gdzie - inaczej niż w Polsce - było wszystko. I z podprowadzania mercedesów, które w pewnym okresie w Niemczech ginęły dzięki nam masowo. Na szczęście te czasy to już historia.
Eurokompleks sami sobie zbudowaliśmy przed 1989 r. A także w latach 90. Dobitnie zobaczyliśmy wtedy, jaki dystans musimy pokonać, by choć zbliżyć się do starej Europy. Teraz to przekonanie o byciu gorszym straciło ostrość, stopniało jak śnieg wiosną. Niby gdzieś można jeszcze znaleźć jego ślady, ale bałwana nie będzie, umysłów większości z nas już nie zatruwa. Wciąż zdajemy sobie sprawę, że Warszawa nie stanie się drugim Berlinem albo Paryżem jeszcze przez dziesięciolecia, ale przestało nam to przeszkadzać. W 10 lat po wejściu Polski do UE czujemy się bardziej Europejczykami niż kiedykolwiek wcześniej. Nie tylko prawnie, ale i mentalnie większość z nas jest już w strefie Schengen. To chyba jeden z najdobitniejszych sukcesów polskiej transformacji.
Coraz mniej cwaniaka
Pewność siebie, wykształcenie, obycie i kultura osobista, zaradność życiowa, oszczędność, życzliwość, altruizm, szacunek dla innych - te wszystkie wartości od pokoleń kultywowane na Zachodzie w Polsce w dużym stopniu zmiotła PRL-owska promocja chamstwa. Cwaniak z petem między zębami i w walonkach miał większą siłę przebicia niż ktoś, którego dzisiaj określilibyśmy mianem świadomego obywatela. Cwaniak był promowany, bo zamiast myśleć, walił innych pałą - jeśli nie dosłownie, to w przenośni. Był uosobieniem wszelkich złych obyczajów, jakie można sobie wymyślić. To władzy ludowej odpowiadało, bo poróżniało ludzi, powodowało, że czuli się zagrożeni na co dzień, przez co mieli mniej czasu na walkę z systemem.
Gdy czasy się zmieniły, jednym z największych wyzwań z punktu widzenia socjologii było tworzenie kapitału społecznego, czyli początków więzi między nieznającymi się ludźmi. Budowanie zaufania. I chociaż zadanie to wciąż nie jest zrealizowane, to jak wynika z badań, mamy dzisiaj w Polsce początek renesansu zainteresowania wspomnianymi wyżej wartościami. Komunizm zepsuł nas głęboko, wyjałowił z sympatii, empatii i dobrego wychowania. Dotąd odczuwamy jego społeczne stojące na głowie porządki, ale powoli wracamy do europejskiego kręgu wartości. Dzięki temu nasz kompleks od 10 lat, kiedy formalnie staliśmy się częścią Unii, maleje niemal z roku na rok.
Biuro podróży TUI przeprowadziło w tym roku badanie zwyczajów rekreacyjnych mieszkańców Europy, w tym Polaków. Jeśli spędzanie wolnego czasu miałoby być miarą europejskości, już dzisiaj jest ona naszym udziałem. Europejczycy spędzają na wakacjach średnio 9 dni. W przypadku Polaków i Holendrów przeciętny wypoczynek jest jednak o dwa dni dłuższy - wynika z analizy. Polacy, podobne jak Duńczycy, Szwedzi, Norwegowie i Szwajcarzy, najchętniej wybierają się na wakacje w drugim i trzecim tygodniu lipca.
Ale są i wnioski bardziej kompleksowe. W 2007 r. CBOS przeprowadził badania wizerunku Polaka i Europejczyka, które wskazywały na poprawę samooceny rodaków. We własnych oczach staliśmy się coraz bardziej podobni do mieszkańców Europy Zachodniej. Zmiany te były w głównej mierze efektem przystąpienia do UE. Po czterech latach, w 2011 r., podobny test przeprowadzono ponownie. Wypadł jeszcze lepiej ("Aktualne problemy i wydarzenia" przeprowadzono w dniach 3-9 lutego 2011 r. na liczącej 1002 osoby reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski).
W odczuciu społecznym poziom życia Polaków nie odbiega już tak wyraźnie od poziomu mieszkańców Europy Zachodniej. O ile w 2004 r. uważaliśmy, że zdecydowana większość starej Europy - aż 85 proc. - żyje w dobrych warunkach materialnych, o tyle swoje możliwości w tej kwestii ocenialiśmy raczej słabo. Tylko 15 proc. z nas nie musiało zaprzątać sobie głowy takim problemem jak pieniądze na codzienne funkcjonowanie. W ciągu trzech lat liczba osób dobrze sytuowanych wzrosła niemal dwukrotnie, do 26 proc., a w 2011 r. mimo kryzysu, który ograniczył nasze apetyty na konsumpcję, sięgnęła już poziomu 40 proc. Od 2001 r. o połowę (z 75 proc. do 36 proc.) spadła również w Polsce liczba osób, które dotknęła bieda. Powiększyła się grupa żyjących wystawnie (z 15 proc. w 2004 r. do 21 proc. w 2011 r.), a w Europie utrzymywała się ona w tym czasie na stałym poziomie 38-40 proc.
W tym okresie wzrosła liczba tych z nas, dla których kluczową wartością jest rodzina - z 25 do 33 proc. (w Europie stale na poziomie 61-63 proc.), spada za to liczba pracoholików (z 25 do 21 proc., w Europie z 52 do 41 proc.). Częściej pomagamy innym (wcześniej 35 proc., teraz 40, w Europie wcześniej 51 proc., teraz 57), rzadziej dbamy tylko o własny interes (spadek z 39 do 33 proc., w Europie 48-43 proc.).
Wykształceni i pewni siebie
Ale prawdziwy przełom świadczący o zacieraniu polskiego poczucia odrzucenia dokonał się w kategorii pewność siebie. O ile w 2001 r. taką cechą można było określić jedynie 28 proc. z nas i 82 proc. Europejczyków, o tyle obecnie już ponad połowa Polaków - 52 proc. - czuje, że może góry przenosić i nie pęka. Odsetek innych mieszkańców kontynentu czujących podobnie w tym czasie spadł o 2 proc.
W poziomie wykształcenia doganiamy Europę chyba najszybciej. Dysproporcja między nami i nimi wynosi dzisiaj jedynie 8 proc., w 2001 r. sięgała 30 proc. Podobnie jest z obyciem kulturalnym, dążeniem do sukcesu, szacunkiem dla pracy i rzetelnym wykonywaniem zawodowych obowiązków. Według CBOS typowy Polak bardzo długo postrzegany był jako osoba mniej zaradna niż przeciętny Europejczyk. Ale nasza życiowa operatywność znacznie się zwiększyła.
- Pogoń za Europą jest umowna, bo przecież w Europie jesteśmy - mówi dr Tomasz Skalski, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego, właściciel firmy Neocoaching. - Dobrze, żebyśmy zdawali sobie z tego sprawę. Polska też tworzy kulturę europejską. Nie musimy naśladować wszystkiego, co jest popularne wśród Niemców czy Francuzów. Choć oczywiście ogólny dystans skracać powinniśmy, co wychodzi nam coraz lepiej.
Zdaniem dr. Skalskiego w kontekście niwelowania polskich kompleksów trzeba zwrócić uwagę na to, że niższe poczucie wartości nie dotyczy już wszystkich Polaków, ale określonych grup, szczególnie wykluczonych społecznie.
Dystansu do Niemców, Anglików czy Włochów nie czują ludzie najlepiej wykształceni, ci, którzy osiągnęli wysoką pozycję zawodową i przez to również zamożność, władający językami i obracający się na co dzień w środowisku międzynarodowym. Gorzej radzą sobie ze świadomością zaściankowości pracownicy średniego szczebla, paraliżuje ich lęk przed podróżami, bo niemal nie mówią w obcych językach. Te obawy są w dużym stopniu pochodną aspiracji, by zapisać się do lepszego świata, niż pozwalają nasze atrybuty. Największe poczucie niedopasowania mają ludzie bez wykształcenia, tacy, których życiowe horyzonty nie wychodzą zwykle poza cztery ściany, w których żyją, ewentualnie sięgają do najbliższego sklepu. Oni nawet nie porównują się z Europejczykami ze starej Unii, podświadomie przyjmując, że rankingi takie niczemu nie służą i do niczego nie prowadzą. Oni również najpóźniej, o ile w ogóle, nadrobią mentalny dystans do Europy.
Polak, czyli kto
Jak przekonuje Eryk Mistewicz, ekspert ds. nowych mediów i promotor teorii marketingu narracyjnego, w przyspieszaniu w kierunku zachodnim zdecydowanie pomaga Polakom powszechny już brak barier komunikacyjnych. Dotyczy to szczególnie młodszych pokoleń, ludzi przed 40. rokiem życia, i nie ogranicza się jedynie do biegłej znajomości angielskiego czy francuskiego.
- Miarą nowoczesności, z którą kojarzy się nam dzisiaj Europa, jest otwarcie na budowanie i konsumowanie przekazu, jaki do nas dociera. Każdy, kto zatrzymał się na etapie wieczornych wiadomości w telewizji albo dwóch programów publicystycznych i nie wykorzystuje potencjału w uzyskiwaniu i konsumowaniu informacji, bez względu na to, w jakim jest wieku, będzie odczuwał eurokompleks. Kto sięgnie głębiej po informację, takie odczucia straci, bo przekona się, że niczego mu już nie brakuje i że Europa nie zawsze jest lepsza - ocenia Eryk Mistewicz.
Jego zdaniem zerwanie z kompleksami en masse jest możliwe tylko pod warunkiem, że polskie społeczeństwo będzie w coraz większym stopniu wykorzystywać technologię, która niesie ze sobą internet.
Jednak w ocenie doktora Wojciecha Jabłońskiego, politologa z Uniwersytetu Warszawskiego, trwałe zerwanie z polskim kompleksem może być trudniejsze, niż się pozornie wydaje. Powodem jest dość głęboko, szczególnie w starszych pokoleniach, zakorzenione poczucie niewielkiej rangi naszego kraju. - Niemcy robią świetne auta, Francuzi wino i sery, Hiszpanie mają doskonałe kluby piłkarskie. My nic szczególnego nie produkujemy, w niczym nie osiągnęliśmy mistrzostwa, nikogo przez to naszym profesjonalizmem, myślą i efektywnością na kolana nie rzucimy - ocenia specjalista. - Z kompleksami możemy i powinniśmy walczyć, ale czy przyniesie to efekty powszechne i długofalowe, trudno przewidywać - dodaje.
Trudno także dlatego, że o ile my mamy spore pojęcie o Europejczykach, o tyle oni o nas na razie wciąż raczej małe lub stereotypowe. Tu nie zanosi się na zmiany. Zdaniem portalu Europolityka.pl Brytyjczycy, choć deklarują do nas dużą sympatię i w większości zaakceptowaliby nas jako sąsiadów, a nawet bliskich przyjaciół, są przekonani, że Polska jest krajem o najwyżej średnim znaczeniu. Co piąty Niemiec nie ma z Polską żadnych skojarzeń, dla innych jesteśmy zacofani. Ponad połowa neguje fakt funkcjonowania w Polsce gospodarki rynkowej oraz uważa, że nad Wisłą panuje korupcja i zła organizacja pracy. Większość Hiszpanów opisuje nas mianem bliżej nieokreślonego kraju Wschodu.
Wspomniana walka z kompleksami może tym samym przynieść nam wewnętrzne korzyści, ale niekoniecznie obiektywnie zakorzenić Polskę w Europie w oczach jej mieszkańców. - Na szczęście te oceny niedługo i tak stracą rację bytu, bo wśród najmłodszych jakiekolwiek różnice kulturowe będą się zacierać. Świat stał się globalny w każdym wymiarze, nie ma granic. Każdy może czuć się istotny, szczególnie jeśli ma innym coś do zaproponowania. Nie ma żadnych powodów, by czuć się gorszym, nawet jeśli nie mówimy po hiszpańsku - konstatuje dr Tomasz Skalski.
Bo czy Hiszpanie mówią po polsku?
Największe poczucie niedopasowania mają ludzie, których życiowe horyzonty nie wychodzą zwykle poza cztery ściany własnego mieszkania. Oni nawet nie porównują się z Europejczykami ze starej Unii, przyjmując, że niczemu to nie służy
@RY1@i02/2013/241/i02.2013.241.00000130e.803.jpg@RY2@
Shutterstock
Marcin Hadaj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu