Matka to nie zawód
Była ekspertem Konfederacji Lewiatan i przeciwniczką przywilejów dla matek. Tuż przed porodem w wywiadzie dla DGP ("Matka liberałka nie chce znieczulenia") mówiła, że roczny urlop macierzyński jest niekorzystny dla kobiet, bo zmniejsza ich szanse na rynku pracy. Czy po urodzeniu dziecka zmieniła zdanie?
Moniką Zakrzewską
Bardzo szybko wracasz do pracy.
Nie szybko, tylko normalnie. Po dwudziestu paru tygodniach.
Mogłabyś zostać na urlopie macierzyńskim jeszcze 36 tygodni. Nie będziesz tęskniła za dzieckiem?
Oczywiście, że będę, ale nie zmienia to faktu, że im dłużej jestem z synem, tym bardziej jest on ze mną związany, a ja z nim. Dlatego mój szybszy powrót do pracy będzie dla nas łatwiejszy do zniesienia.
Siedząc dłużej w domu, za bardzo byś się przyzwyczaiła do dziecka czy za bardzo odzwyczaiła od pracy?
I jedno, i drugie. Widzę, że dziecko zaczęło być skoncentrowane na mnie. Coraz bardziej mnie szuka i za parę miesięcy rozstanie byłoby o wiele trudniejsze. Poza tym przyzwyczajamy się do otoczenia. Teraz jestem tylko matką, bo założyłam sobie, że na urlopie poświęcę się wyłącznie synowi. I tak zrobiłam. Obawiam się, że gdybym została z synem dłużej, bałabym się powrotu do pracy, bo byłyby to dla mnie coraz bardziej obce rola i środowisko.
Uważasz, że rządowy pomysł wydłużenia urlopów był zły?
Matka to nie zawód. Dlatego państwo nie może płacić kobietom za to, że zostały matkami. Wydłużanie urlopów rodzicielskich to dążenie do tego, by matka stała się zawodem. A to do niczego nie prowadzi. Państwo nie jest od tego, by płacić mi za to, że zostałam matką, tylko od tego, by ułatwiać rodzicom życie. Należy tworzyć żłobki i przedszkola, ułatwiać zorganizowanie opieki nad dzieckiem. Bo najważniejsze jest zwiększenie aktywności zawodowej matek. Poza tym uważam, że długi urlop macierzyński jest rozleniwiający. Dziecko już od małego można przyzwyczajać do tego, że ma pracujących rodziców. Sami tak wychowujemy syna, np. stawaliśmy na rzęsach, by nie zasnął za wcześnie. Efekt: dziś ma cztery miesiące i przesypia całą noc, więc i my jesteśmy wyspani. Podobnie jest z karmieniem, oczywiście dziecko na początku jest niezadowolone i krzyczy, gdy karmisz je co trzy godziny, a nie wtedy, gdy mu się wydaje, że chce. Ale wystarczyło kilka dni, by syn przyzwyczaił się do takiego rytmu. Oczywiście na początku to strasznie trudne, bo jak matka słyszy płacz dziecka, to się jej serce kraje, ale nie można dać się zwariować.
Podobno zmieniasz pracę.
Tak. I dzieje się to w czasie urlopu macierzyńskiego. Nowi pracodawcy zgłosili się do mnie, kiedy byłam w ciąży, ale wtedy to było niemożliwe. Po porodzie okazało się, że są gotowi poczekać na mnie do końca urlopu. Widzieli moją postawę w trakcie ciąży, że nie uciekam od obowiązków, że nie będę nadużywała zwolnień. To jedynie potwierdza moją teorię dotyczącą matek - sumienna praca w czasie ciąży przyniosła efekt. Z drugiej strony dobrze wiedzieć, że są pracodawcy, którzy nie oceniają pracowników po płci ani stanie rodziny.
A gdybyś wracała do starej pracy, nie zostałabyś dłużej z dzieckiem? Może czujesz presję, by w nowej się wykazać.
Nie zmieniłam zdania. Zostałabym może minimalnie dłużej w pracy, do końca grudnia.
W pracy? Chyba w domu?
Oczywiście, pomyliłam się. Zostałabym w domu do końca roku, nie dłużej. Nie korzystałabym z urlopu rodzicielskiego.
Na jakich warunkach będziesz pracowała? Część etatu, zadaniowy tryb pracy?
Normalnie. Na pełen etat.
Było coś dla ciebie jako matki istotnego przy ustalaniu warunków pracy?
Znam tę firmę i wiem, że jest nastawiona prorodzinnie. Mimo to sprawdziłam, czy to będzie zajęcie, które będzie wymagało ode mnie siedzenia po godzinach, wyjazdów etc. I wiem, że nie ma takich problemów jak przesiadywanie do nocy. Byłam zachęcana także m.in. tym, że nowa firma nie jest zakładem pracy, który wymaga siedzenia w domu.
Chyba w pracy? Kolejna pomyłka. Czyżbyś traktowała pójście do pracy jako odpoczynek?
Hm, rzeczywiście znów się przejęzyczyłam. Nie traktuję pracy jako odpoczynku, ale przyznaję, że dla mojej równowagi psychicznej powrót do niej będzie bardzo korzystny.
Co cię zaskoczyło w macierzyństwie? Coś, co może się odbić na pracy?
Nie przewidziałam tego, że z dzieckiem nie mogę zaplanować co do minuty tego, co i kiedy będę robić. Zawsze żyłam z rozplanowanym dniem. Teraz nie mogę ustalić, że od tej do tej godziny zrobię to, a później tamto. Z tym miałam na początku problem. Dopiero jak zrozumiałam, że nad tym nie zapanuję i że nie mogę być taka wymagająca wobec siebie, ulżyło mi.
Ostatnio w Polsce zapanowała moda na to, żeby być nie tylko supermatką, lecz także superpracownicą i zarazem gospodynią i żoną. Superkobietą. Nie boisz się, że wpadniesz w ten schemat?
Dla mnie jest tak, że nie da się być tak trochę w ciąży. Więc będę na pewno dążyć do tego, by w pełni zrealizować każde zadanie. Nie znoszę bylejakości. I nigdy jej nie tolerowałam. Na pewno będę jeszcze bardziej zmobilizowana w pracy, by wykorzystać każdą minutę.
Ale czasu - fizycznie - będziesz miała mniej. Myślisz, że da się połączyć wszystkie role?
Szczęśliwie mam taką sytuację, że mój partner się zajmuje dzieckiem. To on bierze urlop rodzicielski. Więc wiem, że opieka nad dzieckiem nie będzie wyłącznie moim zadaniem.
Podzieliliście obowiązki?
Nie było takiej potrzeby. Jedyna zasada, którą wprowadziliśmy, jest taka, że do pierwszego budzenia (teraz to jedyne budzenie nad ranem albo rano), niezależnie o której godzinie by ono było, wstaje partner i to on karmi dziecko. I nigdy z tego nie zrezygnowaliśmy. Pamiętam, jak raz poprosił mnie, żebym to ja wstała, bo miał za sobą męczący dzień. Odpowiedziałam mu, że ja codziennie mam ciężki dzień. Tak się skończyła dyskusja. Zresztą on sam wie, ile dane czynności wymagają czasu i zaangażowania. Wspiera mnie.
Czy widzisz sytuacje, w których twój partner może nie dać sobie rady?
Pewnie, że tak. Szczególnie że dziecko rośnie, wymaga coraz więcej uwagi i opieki, i lada moment nie będzie go można zostawić nawet na chwilę. Jednak cieszę się, że zobaczy, jak to jest spędzać cały dzień z dzieckiem, ile tak naprawdę jest rzeczy do zrobienia. Teraz mamy układ, że on zajmuje się synem w soboty. Jest zachwycony. I pewnie, że jest fajnie, tyle że na razie ma pod opieką tylko dziecko bez domu. A połączenie tych obowiązków nie będzie takie proste. Ale nie ma co ukrywać - będziemy również korzystać ze wsparcia opiekunki.
Czy dostrzegasz to, że to dzięki rządowym reformom możesz zostawić dziecko z ojcem? Gdyby nie zmiana w prawie, miałabyś do wyboru jedynie żłobek lub nianię.
To rzeczywiście ułatwienie, ale mamy z partnerem wiele rozmów za sobą. On sam jest przekonany, że kobieta nie powinna siedzieć cały czas w domu, choćby dlatego, że się odzwyczai od pracy. Ale to nie jest powszechna sytuacja. W rodzinach często pojawia się czynnik ekonomiczny, który decyduje o tym, że z dzieckiem zostają kobiety. Bo ucięcie o 20 proc. (o tyle zmniejsza się dochód na rodzicielskim - red.) pensji mężczyzny jest większym ciosem dla domowego budżetu niż pożegnanie się z 20 proc. wynagrodzenia kobiety.
Wiele matek, które nawet chciałyby tak jak ty szybko wrócić do pracy, nie może sobie pozwolić na wynajęcie kogoś do opieki nad dzieckiem. Na dodatek jest im znacznie trudniej przekonać mężów do zostania w domu, bo to oni więcej zarabiają. Dziwisz im się, że wolą skorzystać z dłuższego urlopu?
Doskonale to rozumiem. Ale przecież bardzo często matki mogą poprosić o pomoc babcie. Jednak nawet te, które nie mogą liczyć na własne matki, powinny myśleć o szybkim powrocie do pracy. W tym leży ich dobro. Kiedyś na regionalnej konferencji "Czas na kobiety" spotkałam się z pewną kobietą, która bardzo rozsądnie wytłumaczyła, dlaczego wolała szybciej wrócić do pracy, niż iść na urlop wychowawczy. Bo w ten sposób zwiększyła swoje szanse odnalezienia się na rynku. Wynajęła więc opiekunkę, której pensja pochłaniała prawie całe jej wynagrodzenie, ale razem z mężem potraktowali to jako inwestycję w jej karierę, która po kilku latach będzie mogła się zwrócić. I odwrotnie - ostatnio spotkałam młodą kobietę, która ma za sobą kilkuletnią przerwę związaną z opieką nad dziećmi. Szuka pracy, marzy o jakiejkolwiek, ale nie może nic znaleźć.
To jeszcze zapytamy o pracodawców. Zawodowo ich oceniałaś, czy więc teraz - gdy już masz dziecko - uważasz, że pracodawcy powinni coś zmienić w podejściu do matek?
Zaczynam dostrzegać ogromne różnice między firmami nastawionymi prorodzinnie a tymi, które nie realizują takiej polityki. Widzę, że część firm dostrzegła to, jak wiele mogą zyskać na tym, że ułatwiły kobietom powrót z urlopu macierzyńskiego. To lojalność i ogromne zaangażowanie.
Może powinny pojawiać się nowe regulacje, które pomogłyby na linii rodzic - pracodawca?
Już jest sporo takich regulacji, z których można korzystać. I jest spory wybór: telepraca czy indywidualny rozkład obowiązków. Ale trzeba umieć te opcje wykorzystać i co ważne - one są uruchamiane na wniosek pracownika. Bez jego inicjatywy nic się nie zadzieje. Pracodawca musi umieć jednak wdrożyć takie instrumenty. I główny problem wcale nie leży po stronie kierownictwa firm, tylko menedżerów średniego szczebla, którzy odpowiadają bezpośrednio za zarządzanie pracą. Niestety bardzo często są niechętni elastycznym metodom, bo wymagałoby to od nich więcej pracy, koordynacji zadań. Choć znam wielu takich pracodawców, którym się te systemy udaje wdrażać. Wystarczy, by były przypisane zadania i by byli mądrzy menedżerowie, którzy z nich potrafią rozliczyć.
Nie boisz się stawania przed wyborami: albo praca, albo dziecko? Sytuacji, gdy na przykład będzie okazja poprowadzić prestiżową konferencję, a tu syn chory i trzeba wybierać.
Boję się. Obaw jest mnóstwo. Zobaczymy, jak sobie z tym poradzę. Być może nagle się okaże, że jestem jednak stworzona do bycia tylko matką i rzucę pracę. (śmiech)
@RY1@i02/2013/217/i02.2013.217.000002200.803.jpg@RY2@
Wojtek Górski
Monika Zakrzewska, prawnik, ekspert prawa pracy i rynku pracy. Absolwentka prawa na UMK w Toruniu oraz zarządzania zasobami ludzkimi. Do połowy listopada w departamencie dialogu społecznego i stosunków pracy w Konfederacji Lewiatan. Od połowy listopada kierownik ds. korporacyjnych w Provident Polska. Członek Naczelnej Rady Zatrudnienia. Uczestniczka w pracach komisji trójstronnej jako przedstawicielka organizacji pracodawców. Mama 4,5-miesięcznego Jasia
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu