Sztuka egoizmu oświeconego
Poświęcać się dla innych? To już niemodne. Dzisiaj poświęcać umiemy się tylko dla siebie. Jesteśmy mistrzami miłości własnej. To bardzo dobrze
Maciej Maleńczuk w utworze Püdelsów oddającym w idealnych proporcjach ducha dzisiejszych czasów śpiewa: "Nikt tego nie wie, jak ja kocham siebie, o sobie tylko śnię; nieważne dziewczyny, nieważne przyczyny, ja po prostu kocham się; na nikogo nie czekam, tylko sobie przyrzekam ze sobą tylko być; nigdy się nie pokłócę, nigdy się nie porzucę, nie rozdzieli mnie nic".
XXI wiek narzucił nam nowy standard: pozytywnego egoizmu. Już nie ukrywamy, że jesteśmy dla siebie pępkiem świata, że nasze oczekiwania, potrzeby i cele są dla nas najważniejsze, konstruują nas i dają nam życiową energię. Przestajemy sztucznie udowadniać sobie i innym, że to właśnie oni są dla nas ważniejsi, że szlachetnie jest być pomocnym, że poświęcanie się to rzecz dobra, zasługująca na uznanie i naśladowanie. Przeciwnie. Dzisiaj sami dla siebie stajemy się centrum świata. Altruizm to nuda i obciach.
- Dobry egoizm nie jest zły - uśmiecha się dr Tomasz Skalski z Zakładu Socjologii Organizacji i Gospodarki Uniwersytetu Śląskiego, właściciel Neocoaching. - Służy rozwojowi, przekłada się na naszą wewnętrzną spójność, pomaga zrozumieć siebie i innych, w efekcie dobrze żyć. W postmodernistycznych czasach braku punktów odniesienia i przekonania o tym, że każdy styl życia jest dobry, egoizm jest powrotem do hierarchii, obroną przed nihilizmem, narcyzmem i anarchią w życiu społecznym. Jak silny fundament domu, który budujemy.
Sam sobie sterem
Psychologowie znaleźli nawet specjalne określenia zachowań kierujących ludźmi świadomymi swoich potrzeb i dążących do nich. To tzw. wewnątrzsterowność, którą można również interpretować jako przekonanie o własnej wartości. Dla dobrych egoistów, którymi masowo się stajemy, najważniejsze jest, obok dbania o własny interes, także jak najczęstsze kierowanie się własnymi doświadczeniami. Jakiekolwiek kopiowanie innych jest niedopuszczalne. Sami dla siebie bowiem jesteśmy największymi autorytetami.
Specjaliści przekonują, że w związku z tym i jako jednostki, i jako społeczeństwo powinniśmy przyjmować ten stan rzeczy, krzycząc: hurra! Wreszcie bowiem zaczynamy proces zwany samostanowieniem. Sami wyznaczamy swoje potrzeby, sami do nich dążymy, sami wreszcie odnosimy sukcesy lub wyciągamy wnioski z porażek. Nie zrzucamy na innych odpowiedzialności za swoje błędy, ale i w przypadku wygranych - a dochodzi do nich coraz częściej - jesteśmy jedynymi ojcami sukcesu.
Nasze samouświadomienie potwierdzają badania społeczne. CBOS zapytał nas niedawno, czym owocuje nasze coraz większe skupienie na sobie. Wnioski są nietrudne do przewidzenia. Później zakładamy rodziny, rzadziej decydujemy się na dzieci, a kiedy w związku nam nie idzie, nie ciągniemy go, zaprzeczając własnym potrzebom, ale przecinamy niczym węzeł gordyjski - szybko i bezkompromisowo. Jak przekonuje CBOS, odkładanie ślubu na później bądź całkowite odrzucenie możliwości wstąpienia w związek małżeński to rozwiązania praktykowane coraz częściej i spotykające się z coraz większym zrozumieniem [Badanie "Aktualne problemy i wydarzenia" (273), 31 stycznia-6 lutego 2013 r., reprezentatywna próba losowa dorosłych mieszkańców Polski]. Ponad trzy piąte badanych (63 proc.) akceptuje fakt, że młodzi ludzie odkładają decyzję o małżeństwie lub w ogóle z niego rezygnują. Od 2008 r. przyzwolenie na taką postawę umocniło się o 6 pkt proc. Od 1989 r. Polska tkwi w depresji urodzeniowej - poziom dzietności nie gwarantuje prostej zastępowalności pokoleń, a liczba urodzeń jest obecnie o ok. 40 proc. niższa od rejestrowanej podczas ostatniego wyżu demograficznego. Oprócz wielu obiektyw przyczyn utrudniających posiadanie dzieci (np. mała liczba żłobków i przedszkoli czy wysokie koszty utrzymania i wychowania dziecka) o rezygnacji z posiadania potomstwa w dużym stopniu decyduje także nasza wygoda. Socjologowie zauważają "postępującą reorientację dążeń w życiu codziennym - nasilenie się tendencji konsumpcyjnych i indywidualistycznych, kosztem altruizmu i dbałości o dobro ogólne". Badanie potwierdza, że mężczyźni nie zakładają rodzin, ponieważ wolą życie bez zobowiązań (45 proc.), obawiają się trudności finansowych (33 proc.) lub mieszkaniowych (29 proc.) bądź nie spotkali właściwej osoby (29 proc.). Zdaniem około jednej czwartej badanych (25 proc.) mężczyźni wybierają nieformalne relacje partnerskie, które łatwiej rozwiązać i które nie wymagają większego zaangażowania, niemal tyle samo sądzi, że boją się nieudanego związku lub obowiązków rodzicielskich (po 24 proc). 19 proc. uważa, że do rezygnacji ze ślubu skłania mężczyzn przekonanie, iż posiadanie rodziny koliduje z karierą zawodową, a 12 proc. - że powoduje nimi ogólna niechęć do ojcostwa. Kluczowa jest zatem dbałość o własny interes.
W przypadku kobiet aż dwie piąte respondentów uważa, że ich postawa wynika z obawy przed nieudanym małżeństwem (41 proc.), jest zatem swego rodzaju psychiczną tarczą przed ewentualnym niepowodzeniem, które może je silnie dotknąć. Jedna trzecia łączy ją z trudnościami ze znalezieniem odpowiedniego kandydata na męża (34 proc.) i niesprzyjającą sytuacją mieszkaniową (po 34 proc.), a ponad jedna czwarta - z warunkami finansowymi (28 proc.) oraz z przyzwyczajeniem do swobody i braku ograniczeń (27 proc.).
Coraz większą akceptacją cieszą się z kolei rozwody. W Polsce zdecydowani zwolennicy zakończenia małżeństwa stanowią grupę dwukrotnie większą niż ich przeciwnicy. Obecnie jedynie co ósmy ankietowany w tym samym badaniu (13 proc., od 2008 r. spadek o 2 pkt proc.) twierdzi, iż bezwzględnie nie aprobuje rozwodów, co czwarty zaś (26 proc., wzrost o 6 pkt proc.) wychodzi z założenia, że jeśli oboje małżonkowie zdecydują się na taki krok, nie powinno być ku temu żadnych przeszkód.
Społeczne oceny potwierdzają dane statystyczne. Stosunek małżeństw zawartych do rozwiązanych jest na jednym z najniższych poziomów od 1970 r. W 2001 r. zawarto 206 tys. ślubów, rozwiązano zaś ponad 64 tys. związków. Tak złych wskaźników pod tym względem jeszcze nie notowaliśmy. Nawet w latach 70. było lepiej - np. w 1970 r. na 208 tys. małżeństw były 34 tys. rozwodów. Obecnie liczba małżeństw jest podobna, liczba rozstań dwa razy większa.
Egoizm dobry i zły
Przykłady podobnych postaw można mnożyć. Trzy czwarte z nas nie zrezygnowałoby z interesującej dobrze płatnej pracy, gdyby zażądali tego żona lub mąż. Ponad połowa chce mieć decydujące zdanie przy wyborze marki kupowanego samochodu. Kilka milionów Polaków rezygnuje coraz częściej z przebywania z rodziną na rzecz realizowania swojego hobby.
- Już nie chcemy, choć zapewne wciąż umiemy, oddawać się innym dla sprawy. Męczyło nas i samo udawanie, i poświęcanie się, nawet dla rodziny - tłumaczy Leszek Mellibruda, psycholog, właściciel Active Business Mind. - To działania naturalne, bo egoizm jest silnie wpisany w naturę człowieka. Czy nam się to podoba, czy nie, zawsze podświadomie będziemy dążyć do maksymalizacji własnych korzyści, siłą rzeczy kosztem korzyści innych osób. Inne zachowanie to działania wbrew swoim przyrodzonym, głębokim potrzebom - dodaje ekspert.
Jak przekonują specjaliści dzisiejszy egoizm trzeba jednak nazywać oświeconym. Daje on ludziom niepodważalne prawo do intensywnego zajmowania się sobą, realizowania swoich potrzeb, ale z drugiej strony wymaga szanowania interesów innych osób i zabrania kwestionowania ich wagi. Nową regułą staje się nie myślenie o innych, ale myślenie o sobie. Zdaniem ekspertów dzisiejsza cywilizacja nie tylko sprzyja takim postawom, ale nawet je kreuje. Jej celem jest bowiem zaspokajanie potrzeb, która sama tworzy. Dlatego, jak przekonuje Leszek Mellibruda, zjawisko egoizmu bez wątpienia będzie się nasilać, a nad jego oświeceniem będziemy musieli jeszcze popracować. Na razie bowiem obok zdrowych, indywidualistycznych postaw pojawia się sporo stanowisk egocentrycznych, które są w naukowej kategoryzacji egoizmem złym.
- Jego istotą jest niezdolność przyjęcia perspektywy innych ludzi, zamknięcie się na argumenty, niedopuszczanie do głosu innych. Postawa typu "nie, bo nie", "wiem, ale nie powiem" i temu podobne. Takie nastawienie nie służy porozumieniu z innymi ludźmi w poszanowaniu i swoich, i cudzych potrzeb, ale zamyka nas na jakikolwiek rozwój, powoduje, że nikt nie rozumie naszych racji. W końcu wywołuje ostracyzm i całkowite odosobnienie - wyjaśnia dr Tomasz Skalski.
Znawca siebie
Pozytywni egoiści nie są jedynie bytem wirtualnym. O tym, że istnieją i jest ich coraz więcej (obecnie ponad 5 tys. osób zadeklarowało to formalnie), świadczy strona PozytywnyEgoizm.pl, która skupia ich wokół wartości, którymi się kierują. Można tu przeczytać swego rodzaju manifest tej życiowej filozofii. "Pozytywny egoizm jest to sposób myślenia kierujący naszą uwagę na siebie. Robi się to po to, by zbudować we własnym wnętrzu źródło siły i oparcia, które pozwoli odnaleźć radość i spokój w tym rozbieganym świecie. Egoista w naszym rozumieniu to nie samolub, ale znawca swego ego, specjalista w sprawie samego siebie — tak jak specjalistę od finansów nazywa się finansistą. Po zdjęciu odium z egoizmu możemy wreszcie wyruszyć w podróż na ów słabo rozpoznany teren: w głąb siebie. Jak jednak poruszać się w tym świecie? Tu pomocne okazuje się tzw. ekobycie, z jego rozumieniem człowieka jako »wewnętrznego ekosystemu«. Ekobycie oznacza świadome dbanie i budowanie ekologicznej równowagi nie tylko na zewnątrz (sortowanie śmieci, oszczędzanie energii itd.), ale tam, gdzie wszystko się zaczyna: wewnątrz nas samych. Dla siebie bądźmy najważniejsi".
Pozytywny egoizm polega zatem, jak przekonują z kolei jego wyznawcy ze Studenckiego Serwisu Rozwoju "Więc Wiem", na utrzymywaniu rozsądnej koncentracji na sobie, dbaniu o siebie i śmiałym zajmowaniu pozycji centralnej w swoim własnym świecie - przyznając jednocześnie takie samo prawo ludziom wokół. Dobry egoista nie angażuje się w "gry życiowe", które wypaczają osobowość i powodują zatracenie się tożsamości w otoczeniu (np. pieniądze i władza jako wyłączny motywator). Podejmując wyzwania, zadaje sobie zawsze pytanie: co mi to da? Czy uczyni mnie lepszym, silniejszym? Czy przybliży do realizacji celu? "Ja" wciąż jest w centrum, ale nie oznacza izolowania się od innych czy sprowadzenia ich do roli rekwizytów. Pozytywny egoista pamięta, że prawdziwy rozwój tego, co naprawdę ludzkie w człowieku, możliwy jest tylko dzięki zrównoważonym relacjom z innymi ludźmi. Dlatego pielęgnuje je, a dbając o siebie, ma siłę, by aktywnie kształtować te relacje, nie poddając się niechcianym naciskom.
Wyznawca jest sam dla siebie wartością, którą rozwija, przez co życie zamienia się z serii przypadkowych zdarzeń w świadomie budowany cel.
- Indywidualizm to pierwszy krok do tego, by stać się dobrym egoistą. Ale nie ostatni. Wciąż bowiem trzeba nad sobą pracować, by autentycznie, niemal mistycznie, móc stale zaglądać do swojego wnętrza. Brzmi to jak wycinek z filozofii Wschodu, i rzeczywiście coś w tym jest - dodaje dr Tomasz Skalski.
Zdaniem Wojciecha Jabłońskiego, politologa z Uniwersytetu Warszawskiego, ludzie będą poszukiwać własnych dróg rozwoju wprost proporcjonalnie do tego, jak będzie spadać wsparcie państwa dla ich potrzeb oraz zagubienie elit, które elitami od dawna są tylko z nazwy. - Ludzie przestali wierzyć w zmiany powszechne, dotyczące całego kraju, więc inwestują w zmiany w swoim życiu. Ten proces będzie narastał, bo nic nie wskazuje na to, by elity polityczne miały nam coś ciekawego do zaproponowania, dały przykład, wciągnęły w zaangażowanie w sferę publiczną - przewiduje dr Jabłoński.
W książce "Zdrowy egoizm" Rachael i Richard Hellerowie piszą: "Zdrowy egoizm polega na poszanowaniu własnych potrzeb i uczuć, zwłaszcza jeżeli inni tego nie robią". Znamy powiedzenie oparte na tej zasadzie: "Jeśli sam się nie pochwalę, nikt tego nie zrobi". Autopromocja i autodbałość są dzisiaj szczególnie modne w USA i zachodniej Europie. Tam stawianie siebie w centrum świata nigdy nie było piętnowane, inaczej niż u nas. Joel Stein w tygodniku "Time" stworzyła nawet pojęcie określające ludzi, którzy potrafią dbać o własne potrzeby i się tego nie wstydzą. To pokolenie "Ja, ja, ja". W USA od dawna używa się go w dobrym kontekście. W Polsce od niedawna, ale również coraz częściej.
@RY1@i02/2013/198/i02.2013.198.00000060h.802.jpg@RY2@
Shutterstock
Marcin Hadaj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu