Dziennik Gazeta Prawana logo

Bezrobocie starte z twarzy

28 czerwca 2018

Nauka stylizacji i towarzysząca jej przemiana to wstęp do tego, by bezrobotni uwierzyli, że życie może się toczyć inaczej

Marzy mi się, żeby wydać książkę - mówi Grzegorz Rzeszotek. Przed chwilą zszedł z fotela w salonie urody Carmella, gdzie robiono mu maseczkę odżywczą, a teraz stylista dobiera mu odpowiedni kolor koszuli. Ma pasować do oczu (okazuje się, że najlepszy jest kolor morski, bo podkreśla intensywność spojrzenia). Grzegorzowi sesję wizażu połączoną z nauką ubierania się zaproponował ursynowski ośrodek pomocy społecznej w Warszawie. Razem z żoną Blanką korzystają z ich pomocy od 2007 r. Grzegorz jest bezrobotny. Robi to, co mu do ręki wpadnie. Niedawno przycinał czterometrową sosnę u kogoś w ogrodzie. Praca na wysokości bez zabezpieczenia była ryzykowna, ale potrzebne mu było te 60 zł. Czasem skosi komuś trawnik, zamontuje zlew. W domu zaś pisuje opowiadania. Niedawno napisał kołysankę dla córki, 3-letniej Vanessy.

Jego ostatnia stała praca to rozwożenie kebabu. Nie było go w domu do późnej nocy, a chciał być z rodziną. W ogóle to zajęcie do niego nie pasowało. - Jestem cholerykiem. Powiedziano mi, że powinienem szukać pracy indywidualnej, bo lubię organizować ją po swojemu. Tak, żeby mi się inni do tego nie wtrącali - opowiada. Dowiedział się tego podczas innego kursu: warsztatów umiejętności społecznych, również organizowanego przez pomoc społeczną. Podczas zajęć miał napisać, co go w życiu popycha do działania. Żona też tam była. Obydwoje napisali, że najważniejszą motywacją jest dla nich córka. Dla Grzegorza liczy się jeszcze poczucie satysfakcji z wykonanej roboty i to, by zarobić.

Blanka, która właśnie się dowiedziała od wizażysty, że jest typem lata, też nie może znaleźć pracy. Myślała, że uda jej się zostać na poczcie, na której kiedyś pracowała przez kilka lat. Ale trudno jej było dźwigać ciężkie paczki. Chciała zmienić stanowisko, ale dowiedziała się, że nie ma odpowiedniego wykształcenia. - Miałam trudne dzieciństwo, nie było łatwo kontynuować edukację, choć całkiem nieźle mi szło. Skończyłam zawodówkę - tłumaczy.

Mają mieszkanie komunalne. Przez kilka lat żyli z Grzegorzem na 13 mkw. - Lodówka stała w przedpokoju, nie otwierała się do końca, bo brakowało miejsca - wspomina Grzegorz. Teraz dostali od miasta lokum o kilkanaście metrów większe, ale są już w trójkę. Blanka od kilku miesięcy pracuje kilka godzin w tygodniu w bibliotece, za co dostaje 300 zł na rękę. Zatrudnienie kończy się w listopadzie, pomoc społeczna płaci za nią tylko do jesieni. A potem dyrekcja biblioteki musi zadecydować, czy ją zatrzymają.

W pomocy społecznej nauczyli się, co robić ze stresem. A ten pojawia się szybko, kiedy zabraknie na jedzenie albo na lekarza, a kolejna praca nie wypala. - Doradca zawodowy powiedział, że skoro lubię lepić i rysować, powinnam to robić - mówi Blanka. Grzegorz dodaje, że on dawno wypracował metodę na stres: wiele rzeczy zamienia w żart. Poza tym ma swoje opowiadania. Ostatnio napisał o tym, dlaczego nie lubi rasizmu. Wkurza go też śmiecenie. W historii na ten temat pojawiło się trochę dosadnych słów. Chciał je nawet skasować, ale jego doradca powiedział, żeby zostawić, bo dzięki temu tekst nabrał barwy. A poza tym Grzegorz się odstresował.

Pół miliona na szkolenia

Blanka i Grzegorz to uczestnicy projektu organizowanego przez ursynowski ośrodek pomocy społecznej w Warszawie i współfinansowanego z pieniędzy UE, który ma ich zaktywizować zawodowo. Jedna z metod to nauka stylizacji - co zrobić, żeby dobrze wyglądać. Bo wtedy łatwiej znaleźć pracę.

Trenerzy, którzy pracują z klientami OPS, mówią, że jeśli ktoś się dowie, w jakim kolorze jest mu najlepiej, nie odmieni zaraz swojego życia. Zresztą wiele osób wybucha śmiechem, słysząc, że warto zrobić maseczkę, by znaleźć pracę. Od razu przywoływane są historie o leczeniu zębów bezrobotnym, które zafundowała UE, czy o bonach na ubrania od urzędów pracy. Instytucje, które oferowały taki program, przekonywały, że efekt był namacalny, w nowej bluzce i w dobrym makijażu bezrobotne dotychczas kobiety znajdowały zatrudnienie. Krytycy zarzucali twórcom, że statystyki są zawyżane, bo uczestnicy albo już mieli pracę, albo dostawali ją w tym samym urzędzie, który zafundował im przemianę.

- Sam kurs wizażu oczywiście nie zorganizuje nikomu życia - mówi Agata Bąk, doradca zawodowy, która pracowała już przy wielu takich programach. - Jednak pomoże, jeśli będzie w komplecie z innymi szkoleniami.

- Od kilku lat robimy ewaluację projektu. Mniej więcej jedna czwarta osób po jego zakończeniu znajduje pracę i uniezależnia się od pomocy społecznej - mówi Marek Pawlęga, dyrektor OPS na Ursynowie. Trwa już szósta edycja. W każdej bierze udział od 40 do 50 osób. W sumie szkolenia ukończyło już kilkaset.

Kursów, które idą w pakiecie z wizażem, w ursynowskim OPS jest sporo. I dostosowane są do indywidualnych potrzeb. Bo nie każdemu odpowiada kurs dla spawaczy czy manikiurzystek. Takie przypadki zdarzały się w innych miastach. Głośny - od kiedy szczeciński urząd pracy zaproponował stoczniowcom kursy dla florystów lub fryzjerów dla psów. - My czasem organizujemy nawet kursy dla jednej osoby, jeżeli dzięki temu ma ona szansę na zatrudnienie - przekonuje Pawlęga. Dlatego przygotowali kurs robienia witraży specjalnie dla jednej kobiety, która już umiała je robić, ale nie miała dokumentów potwierdzających kwalifikacje. - Zaraz po skończeniu kursu dostała pracę - mówi Justyna Kuczmierczyk, pracownik socjalny z ursynowskiego OPS. Była też kobieta, która wymarzyła sobie, że chce zostać instruktorem techniki jazdy. Pomogli jej i udało się. Pracuje od dłuższego czasu.

Na Ursynowie można wziąć udział w warsztatach umiejętności społecznych. Ostatnio organizowali warsztaty asertywności. - Poskutkowało. Odczuliśmy to na własnej skórze, bo potem my musieliśmy sobie z tą asertywnością poradzić - śmieje się Justyna Kuczmierczyk.

Głupia fotka

Przemiana fizyczna to, zdaniem pracowników, mocny punkt programu. Daje poczucie pewności siebie i pokazuje, że można coś zmienić. - A to jest rzecz, której często najbardziej brakuje naszym klientom - mówi Kuczmierczyk, która dobrze zna wszystkich uczestników programu.

Beata Kozak, której firma Studio Urody wygrała przetarg na stylizację wizerunku, mówi, że wystarczy pozytywna reakcja sąsiadów czy rodziny, by dodać sił temu, kto poddał się przemianie. Dlatego godzą się na nią także mężczyźni.

Stylistka, która z cierpliwością tłumaczy klientkom, jak nakładać cienie do powiek, by podkreślić oko, jak dobrać fryzurę, a jak sukienkę, by wyglądać szczuplej, dodaje, że czasem wystarczy zdjęcie dołączone do CV, by zmienić sytuację poszukującego pracy. Dlatego po zakończonej metamorfozie uczestnikom kursu robi się fotografie, by mogli je wysyłać potencjalnym pracodawcom. Niedawno była u nich tapirowana tleniona blondynka z fryzurą niezmienioną od kilkunastu lat, która starała się o pracę biurową. Bezskutecznie, pomimo setek CV. Zmienili jej kolor włosów, kształt fryzury, wybrali bluzkę i wykonali zdjęcia. Po kilu dniach przyszło pierwsze zaproszenie na rozmowę.

Przemiana to wstęp do tego, by ludzie uwierzyli, że życie może toczyć się inaczej. Grzegorz i Blanka wyszli ze szkoleń wzmocnieni. Grzegorz ma w ręku certyfikat uprawnień magazyniera z obsługą komputerowych programów magazynowych i liczy, że znajdzie z nim zatrudnienie. Obydwoje z Blanką chcieliby jeszcze skończyć studia. Po kursach w ośrodku, po rozmowach z tutejszymi doradcami nabrali przekonania, że właściwie nie jest to niemożliwe. - Gdybym dostała na stałe pracę w bibliotece, to może by się udało odłożyć. I w weekendy bym zrobiła pedagogikę. Chętnie bym pracowała z dziećmi w przedszkolu - mówi Blanka. A poza tym już by się nie martwiła, co odpowie córce, kiedy ta ją kiedyś zapyta: "Mamo, a ty jaki masz zawód?".

Coś dla siebie

Nawet jeśli metamorfoza nie pozwoli natychmiast znaleźć pracy, bywa czymś, co kursanci po raz pierwszy od lat robią dla siebie. Pracownicy socjalni opowiadają, że przychodzą do nich kobiety, które całe życie żyły dla dzieci i wydawały tylko na nie. Nie chodziły do fryzjera, przeszywały spódnice, a teraz w końcu mogą sobie pozwolić na to, by to o nie ktoś zadbał. Dotyczy to też młodych. Dwudziestoparoletnia Justyna, zapytana, na co przyda się jej nowy makijaż, mówi: - Zrobię coś dla siebie. Zawsze wszystko dla syna.

Do pomocy społecznej trafiła w nietypowy sposób. Złamała nogę. W szpitalu założyli jej gips i kazali przywieźć w ciągu trzech dni dowód potwierdzający ubezpieczenie społeczne.

Justyna wprawdzie pracowała, ale żaden pracodawca nie zatrudniał jej na stałe. A ona ma na utrzymaniu dziecko. Chodziła do zawodówki ekonomicznej, ale matury nie zrobiła. Nawet nie dlatego, że zaszła w ciążę. Raczej dlatego, że choć we wszystkich przedmiotach dawała sobie radę, to z matematyki ani rusz. Mieszka z ojcem, mama wcześnie od nich odeszła. Kiedy pojawiło się dziecko, jeden pokój, w którym mieszkają, przedzielili ścianką działową. Ale, choć z pieniędzmi bywa krucho, Justyna nie chciała iść do pomocy społecznej. Bała się, że zabiorą jej dziecko, bo jest samotną matką i ma małe mieszkanie. A syn to jej oczko w głowie. Chodzi do pierwszej klasy, dobrze się uczy, ma stypendium w szkole. Ostatnio z jego tatą (który dba o syna) złożyli się i kupili mu komputer.

Do pomocy społecznej przyszła na wizaż. Po dwu godzinach jej czarne mocne włosy są zgrabnie podcięte, a w oczach pojawia się błysk. Uśmiecha się. Wierzy, że kiedy w sierpniu pójdzie na wybrany kurs gastronomiczny, znajdzie lepszą pracę. - Lubię gotować. Będę mogła być pomocą w jakiejś knajpie. Już to robiłam, ale chciałabym, żeby ktoś mnie zatrudnił na stałe - mówi Justyna. Ma już upatrzone miejsca, do których pójdzie zapytać, czy nie szukają pomocy.

Ona ma szansę zdobyć pracę. Ma silną motywację - dziecko. Ale zarówno dyrektor OPS, jak i Agata Bąk, doradca zawodowy, są zgodni: choćby wydano nie wiadomo jakie pieniądze, są takie osoby, którym nic nie pomoże. Ani dentysta, ani wizaż, ani kurs zawodowy. - Oni po prostu nie potrafią nic zmienić - mówi Bąk.

Przemiana fizyczna daje poczucie pewności i pokazuje, że można coś zmienić. A to rzeczy, których brakuje naszym podopiecznym

Klara Klinger

@RY1@i02/2013/158/i02.2013.158.000001400.802.jpg@RY2@

Wojtek Górski(16)

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.