Polityka prorodzinna ciągle myli się nam z polityką socjalną
IGLICKA: Współczynnik dzietności spada od 1989 r. Czyli żaden z instrumentów nie działa
Czy jest pani jest zaskoczona wynikami sondażu?
Tak, pozytywnie. Polacy zdają sobie sprawę, że rodziny z dziećmi są w gorszej sytuacji i respondenci opowiadają się za zwiększeniem ulg. Ale jednocześnie w badaniu dużo osób starszych jest za podniesieniem becikowego dla rodzin z niskim dochodami. To pokazuje, że polityka rodzinna cały czas jest mylona z socjalną.
A jeśli chodzi o różne formy "karania" bezdzietnych, co zwraca pani uwagę?
Widać, że młodzi ludzie zdają sobie sprawę, że to ich w przyszłości dotknie problem małej liczby dzieci. I widać, że proporcjonalnie w tej grupie więcej jest osób popierających takie restrykcje.
Czy z tego sondażu wynikają praktyczne wnioski dla polityków i polityki prorodzinnej?
Na pewno pokazuje on wsparcie społeczne dla tych faktycznie pronatalistycznych rozwiązań. Bo większość odpowiadających na pytania jest za zwiększeniem ulg w podatkach. Z kolei, jak wspomniałam, widać, że wśród osób młodych jest akceptacja "kar" dla osób bezdzietnych, co może przy pozytywnym wydźwięku medialnym spowodować, że takie rozwiązania staną się realne.
A zdaniem pani profesor, jakie instrumenty mogą być skuteczne?
Na pewno zwiększenie ulg prorodzinnych czy możliwość wspólnego rozliczania rodziców z dziećmi. Bykowe także jest pomysłem. Ale takie rozwiązania powinny być uzupełnione o urlop rodzicielski dla wszystkich, a nie tylko pracujących na etacie. Natomiast niepokoi mnie popularność becikowego, które nie działało. Byłoby dobrze przesunąć pieniądze z niego na inne cele.
Na jakim etapie drogi jesteśmy, jeśli chodzi o tworzenie polityki zwiększającej dzietność?
Na niezwykle początkowym. Zawsze jest tak, że jeśli wydajemy jakąś kwotę na jakiś cel, to o efektach powinny świadczyć różnego rodzaju mierniki. W tym przypadku współczynnik dzietności, a on od 1989 r. spada systematycznie. Czyli te wszystkie dotychczasowe instrumenty nie działają. Trzeba radykalnych zmian, np. jeszcze większych ulg w podatkach czy możliwości wspólnego rozliczania podatków z dziećmi. Bo dominujący model w Polsce to rodzina z jednym dzieckiem lub wręcz bez dzieci. Więc najpierw trzeba postawić na rodziny z dwójką dzieci, nie mówiąc już o trzecim czy czwartym. Słowem polityka rodzinna powinna sprawiać, by opłacało się mieć więcej dzieci niż jedno.
Tylko skąd pieniądze? Tu w grę wchodzą miliardy złotych.
Na pewno jeśli państwo dąży do przetrwania społeczeństwa i narodu, to te pieniądze można skądś wziąć. Są możliwe przesunięcia w budżecie, jeśli chcemy postawić na przeszłość następnych pokoleń.
@RY1@i02/2014/124/i02.2014.124.000000400.802.jpg@RY2@
MATERIAŁY PRASOWE
Prof. Krystyna Iglicka, demograf, rektor Uczelni Łazarskiego, wiceprezes Polski Razem
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu