Dzieci na sprzedaż
Wszystko zależy od zasobności portfela. Obca waluta z łatwością przebija złotówkę, dlatego rodziny zagraniczne łatwiej wywożą zdrowe polskie dzieci. Ale eksport ich nie odbywa się wyłącznie w drodze adopcji sądowej.
Inserat prasowy: w zamian za sieroty społeczne z Polski maszyny rolnicze w każdej ilości dostarczymy... Kto sprzedał dziecko za maszynę? Ustalić się nie da.
Sygnał telefoniczny do Towarzystwa Przyjaciół Dzieci: piętnastoletniej matce w szpitalu zaoferowano zrzeczenie się praw do dziecka za... dolary. Oferentem był pośrednik majętnej rodziny z USA.
W domach małego dziecka najmłodsze dzieci rezerwuje się dla rodzin zagranicznych.
Polskie dzieci są popularne na Zachodzie ponoć nade wszystko z powodu łatwości, z jaką można je u nas uzyskać. Polskie dziecko jest poszukiwanym towarem eksportowym, bo mało kosztuje.
Na ponad 16,5 tysiąca lokatorów państwowych domów dziecka 4,8 tys. to sieroty i półsieroty. Prawdą jest z kolei, że rodzice większości dzieci należą do tzw. marginesu społecznego.
Adopcje zagraniczne jeszcze kilka late temu stanowiły nikły procent. Gwałtowny, wręcz szokujący wzrost nastąpił po kilku miesiącach stanu wojennego. Niekiedy bywało tak, że ciężarówki przywoziły do Polski dary, w drodze powrotnej zabierając z ZOZ-u przygotowane wcześniej do adopcji dziecko.
Adwokatom, którzy zgodzili się pełnić rolę pośredników, zainteresowani adopcją obcokrajowcy zlecają łożenie na utrzymanie młodych ciężarnych kobiet z rodzin zwłaszcza wielodzietnych. Kobiety rodzą na cudzy dowód czy paszport. Nic za darmo. Wszystko za pieniądze. Matkom z dziećmi funduje się wyjazdy zagraniczne. A więc dzieci sprzedają poza krajem. 1976 r. zgodę na wywóz do Szwecji dostało siedmioro polskich dzieci, w 1982 r. już 48, a w 1988 r. około 300 dzieci. Rodziny z Francji adoptowały setkę dzieci.
W zeszłym roku ogółem sądy wydały 410 orzeczeń w sprawie adopcji zagranicznej.
Zjawisko nasila się. Dzieci polskie wybierane na wzór piesków ze schroniska dla zwierząt. Dorośli spacerują po pokojach i szukają w kojcach czarnookiej szatynki do lat trzech... Czy tak powinno być?
Zbigniew Branach
(skróty pochodzą od redakcji)
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu