Znikąd donikąd
Na własne oczy
Tramwaj linii numer siedem przemierza Warszawę z północnego wschodu na południowy zachód. Rusza z pętli na Szmulowiźnie, objeżdża Stadion X-lecia, wydostaje się na most Poniatowskiego, przepycha się przez Aleje Jerozolimskie i dociera na pętlę na Okęciu. Szmulowizna to taka dzielnica, gdzie kwaterunkowa bieda i stada młodych, drapieżnych złoczyńców. Okęcie to tam, gdzie brzuchy lądujących samolotów, hurtownie, krzykliwe reklamy na billboardach i zatrute oddechy tirów, wydostających się z miasta na południe i zachód. Jerozolimskie to jedne z najdroższych na świecie metrów kwadratowych pod sklepy, firmy, restauracje i najtańsze prostytutki. Jedziesz siódemką i masz własny film o mieście. Może się wydawać, że trasę ktoś ułożył tak, by pokazywać przez okna mozół, który ludzie zwykli nazywać cywilizacją. A przystanki powyznaczał niczym stacje wielkomiejskiej męki. (...)
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.