Dziennik Gazeta Prawana logo

Wyciąć chore drzewa

30 czerwca 2018

Ze Zbigniewem Bońkiem, wiceprezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej, rozmawia Krzysztof Guzowski

"Rz": Ile nieuczciwych meczów rozegrano w 28. kolejce ligowej?

ZBIGNIEW BONIEK: Jestem przekonany, że Zagłębie Lubin nie grało wszystkich meczów uczciwie, o czym świadczą kary nałożone na piłkarzy przez prezesa Jacka Kardelę. Jestem też przekonany, że Legia Warszawa przegrała uczciwie z Orlenem, tak samo jak Amica Wronki wygrała uczciwie z Wisłą. Pozostałe wyniki są dla mnie absolutnie normalne. Wątpliwości mogą wzbudzać spotkania Odry z Pogonią (4:0) i Polonii z Górnikiem (0:2), ale byłbym ostrożny w oczernianiu, bo nie ma żadnych dowodów na to, że były to mecze nieuczciwe. Nie byłem na pucharowym meczu Polonii z Górnikiem, bo wstydzę się takiej piłki.

Media wołają o przekrętach. Kibice Legii, Zagłębia, Wisły, Polonii, Górnika mówią o swoich piłkarzach per oszuści. Tylko PZPN twierdzi, że w lidze nie ma nieuczciwych meczów albo że jest ich niewiele. Nie pora pójść za głosem ludu?

Kibic jest bardzo podatny na różne wiatry i nie zawsze musi mieć rację. Jestem święcie przekonany, że Legia meczu by nie sprzedała. Ta drużyna jest po prostu słaba. Z rzeczy markowych ma tylko jedno - kibiców. U bukmachera obstawiłbym, że Legia przegra w Płocku. Oprócz Zielińskiego, Karwana, Murawskiego i jeszcze dwóch, trzech piłkarzy reszta udaje, że gra w piłkę. Wisła przegrała trzy mecze z rzędu. To się zdarza. Gdy przegrała w Pucharze Polski, nikt jej o przekupstwo nie posądzał. Prezes Cupiał nie kupuje meczów ani nie załatwia sędziów. U nas różnica między zespołem dobrym i słabym jest minimalna. Wystarczy, że dobry lekko odpuści i od razu przegrywa. Kiedy Wisła zaczęła przegrywać? Gdy czuła się już mistrzem Polski. Manchester United, gdy został mistrzem Anglii, też przegrał cztery mecze z rzędu. Z zawodników zeszło powietrze, odpuścili. Wracając do polskiej ligi, uważam, że w tym, co się dzieje, jest dużo winy PZPN, a mojej najwięcej, bo załatwiłem klubom dużo pieniędzy.

Jest podejrzenie, że pieniądze z transmisji telewizyjnych idą na kupowanie meczów.

Okazało się, że niektórzy ludzie głupieją, gdy da się im pieniądze. Wiadomo, że spadek z I ligi oznacza straszne straty finansowe. Dlatego nikt nie chce spaść. Jeżeli ktoś jest nieuczciwy, jeżeli siedzi w nim złodziej, to żadne zmiany przepisów nie pomogą. Złodziei trzeba po prostu złapać i wyrzucić. Piłka polska nie jest chora. Trzeba tylko wyeliminować niektórych ludzi. Musimy zacząć podejmować niepopularne decyzje.

Kto ma to robić?

To nie jest takie proste. Ja mogę dać adresy i numery telefonów prezesów klubów oraz piłkarzy. Kibice nie składają się na wygrany mecz, działacze PZPN też nie załatwiają wyników. Prezesi i piłkarze - to oni dają albo biorą. Najbardziej dziwią mnie piłkarze. Chcę im poradzić jedno: niech trzymają się z dala od układów, bo jak ktoś raz zostanie złapany, to może kończyć działalność sportową. Będą płakać.

Związek nie poczuwa się do łapania oszustów?

Jestem pierwszy za tym. Gdybyśmy po podejrzanym meczu zamknęli dwóch piłkarzy na 12 godzin w areszcie, to już po 2 godzinach wiedzielibyśmy, kto wziął pieniądze, za co i ile. Złapalibyśmy raz czy drugi oszustów i problem by zniknął. Ale żyjemy w kraju, powtarzam to za mediami, w którym policja jest skorumpowana, sądy są skorumpowane, więc nie ma się co dziwić, że w chorym systemie mogą być też skorumpowani piłkarze. Żeby ich łapać, powinniśmy mieć silniejszy charakter. Nie można bawić się w półśrodki, z korupcją trzeba walczyć od początku do końca. Jeżeli będziemy mieli dowody, jakiekolwiek materiały w ręku, to nie odpuścimy. Może się to skończyć tragicznie dla kilku klubów. Zastanówmy się jednak, co się stanie, jeśli PZPN dojdzie do wniosku, żeby z powodu nieczystego finiszu ligi nie zgłaszać naszych drużyn do europejskich pucharów? Ci sami dziennikarze, którzy dzisiaj krzywo patrzą na ligę, natychmiast rzuciliby się nam do gardeł. Mówiliby, że się ośmieszamy, że nie mamy żadnych dowodów.

Są świadkowie, że trener Śląska Wrocław Janusz Wójcik przed meczem rozmawiał z sędzią w swojej szatni. Czemu PZPN nie reaguje w takich przypadkach?

A czy widział pan sędziego Marczyka, bo o niego chodzi, na jakimkolwiek meczu od tego czasu? Pan Marczyk mówi, że było to zupełnie przypadkowe spotkanie z trenerem Wójcikiem, choć zapomniał o tym, że regulamin takich spotkań absolutnie zabrania.

Tylko jedna strona była winna?

Janusz robi błędy. Powiedział gazecie, że na 8 meczów w kolejce ligowej 6 jest ustawionych. Później, przed Wydziałem Dyscypliny PZPN, stwierdził, że nic takiego nie powiedział. Skoro nie powiedział, to powinien do tej gazety dać sprostowanie i domagać się jego opublikowania.

Cały czas pan mówi: widziałbym, zrobiłbym, pokazałbym. Kiedy tryb przypuszczający zmieni się w rozkazujący?

Związek nie jest towarzystwem wzajemnej adoracji. Są twarde, męskie rozmowy między nami. Cały czas namawiam Michała Listkiewicza i Eugeniusza Kolatora, żebyśmy się przestali na niektórych oglądać i zaczęli podejmować twarde i szybkie decyzje. Jeżeli panuje przekonanie, że w polskiej lidze jest nieczysta gra, to nawet bez policji i prokuratorów możemy dać sobie radę. Gdybyśmy chcieli połapać winnych, zajęłoby nam to trzy dni. Ale dlaczego my mamy uzdrawiać ligę? Jest 16 prezesów klubów i to oni są odpowiedzialni za to, co się dzieje. Piłkarska Autonomiczna Liga Polska, która rzekomo chce, żeby PZPN przekazał jej ligę, powstała jako ciało rewolucyjne. Od odejścia Dziurowicza PALP nie zrobiła pół kroku do przodu, bo nie chce prowadzić żadnych rozgrywek. To jest fikcja, fotomontaż. PALP wie, że dopóki rozgrywki prowadzi PZPN, to jeszcze można liczyć na uczciwość i bezstronność związku. Związek chętnie pozbyłby się ligi, ale to byłby koniec polskiej piłki.

A może prezesi dogadaliby się między sobą?

Nie ma takiej możliwości. Jeśli jeden prezes prywatnie mi mówi, że jak wygrywał mecz z innym prezesem, to ten go mafią straszył, to niech pan da tej dwójce rozgrywki ligowe. Marzę, żeby oddać ligę klubom i prezesom. PZPN robiłby wtedy to, co robią wszystkie federacje na świecie - budował reprezentację. W Europie nikt nie wie o bałaganie w naszej lidze. Wizerunek polskiej piłki jest fantastyczny poza granicami kraju. Jedyne kłopoty mamy z tą naszą ligą.

Wracamy do punktu wyjścia: skoro PZPN nie chce się pozbyć ligi, to musi z nią coś zrobić. Tylko co?

Spojrzeć na nią ostrym okiem. Sposób działania Wydziału Dyscypliny pozostawia dużo do życzenia. Jak patrzę na ich pracę, serce mi zamiera. Zero zdecydowania, zero odważnych decyzji.W sporcie nie trzeba winy udowadniać. Karać powinniśmy już na podstawie konkretnych podejrzeń. Poza tym pięciu ludzi szybciej podejmie decyzję niż piętnastu. Po co komu 15-osobowy Wydział Dyscypliny?

Po ilu minutach meczu jest pan w stanie stwierdzić, czy jest on ułożony?

Po półgodzinie. Niedawno rozmawiałem z jednym z sędziów i miałem do niego wielkie zastrzeżenia, bo prowadził mecz, który moim zdaniem mógł być ułożony. Mówię mu: "Panie sędzio, ja bym panu pomnik postawił, gdyby pan w 65. minucie gwizdnął koniec meczu".

Sędzia nie ma takiego prawa.

Nie wiem, czy ma prawo, ale wiem, że jakby to zrobił, to włos by mu z głowy nie spadł. Chyba że mnie by z PZPN wyrzucili. Dlaczego Włosi skończyli z przekupstwem? Bo nie wstydzili się o tym mówić i wyciągali konsekwencje.

Jest pan wiceprezesem ds. marketingu, ale również byłym znakomitym piłkarzem, człowiekiem, który zjadł na piłce zęby, zna układy. Ludzie oczekują, że właśnie pan wytłumaczy, o co chodzi, i będzie stał na czele krucjaty przeciwko korupcji.

Boniek nie jest już 20-letnim chłopakiem, który czasem szybciej reaguje, niż myśli. Nie boję się wypowiadać własnego zdania. Uważam, że Wydział Dyscypliny PZPN popełnia szalone błędy. Jeżeli komuś brakuje odwagi w podejmowaniu twardych, stanowczych decyzji, to niech sobie da spokój. Jest wielu trenerów i piłkarzy, którzy wydają niczym niepotwierdzone opinie. Trzeba stworzyć system tak ostrych kar, że się wszystkim odechce księżycowych komentarzy. Porządek musi być. Gdybym ja miał podejrzenia, że mecz jest ułożony, byłbym w stanie w pół godziny wykryć sprawcę.

Dlaczego pan tego nie zrobi?

W PZPN są obserwatorzy, delegaci, sędziowie, ludzie opłacani. Mogę się zorientować, czy mecz jest grany uczciwie, ale od wykrywania nie jestem ja.

Postępowanie prokuratorskie w sprawie meczu Legia - Wisła w 1993 roku umorzono. Prokuratura nie dała sobie rady, bo środowisko piłkarskie jest jej obce, hermetyczne.

Ale prokurator mówił, że istniały przesłanki do stwierdzenia, że mecz nie był czysty. Nam mogliby pomóc wszyscy. Jeżeli chcemy uczciwej piłki, to niech dziennikarze przestaną pisać raz na jakiś czas artykuł o tym, jaka jest polska piłka. Niech gazety opłacą detektywów, pojeżdżą na mecze.

Chce pan, żeby media ścigały piłkarskich oszustów?

My naprawdę nie mamy możliwości jeździć i łapać winnych. Nie mam ani odpowiednich umiejętności, ani czasu, ani przekonania do tego. Ale za pieniądze klubu wzięlibyśmy pięć, sześć agencji detektywistycznych. Miałem taki pomysł, niestety, spalił na panewce. Chciałem, żeby w każdej kolejce rundy wiosennej trzy mecze były pod nadzorem. Nie wiem, dlaczego do tej pory tego nie zrobiono.

Do zakończenia rozgrywek zostały dwie kolejki. Czy PZPN zamierza na niektóre mecze wysłać detektywów?

Niewykluczone, że tak. U nas przekręty są na tak niskim poziomie, że detektywi na pewno dadzą sobie radę z wyłapaniem oszustów. A wtedy dużo się może zdarzyć.

(Skróty pochodzą od redakcji)

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.