Dziennik Gazeta Prawana logo

Jakub i Julia rządzą. Na razie porodówką

2 lipca 2018

Jeśli za kilka lat w Katowicach, Częstochowie czy Gliwicach krzykniesz na ulicy "Julka!" lub "Jakub!", możesz mieć pewność, ze zareaguje sporo dzieci. Od początku 2010 r. swoje pociechy nazwało tak prawie tysiąc par z naszego województwa. W czołówce znalazły się też Zuzanna, Lena i Maja. Wśród chłopców: Filip, Michał i Mateusz.

- Wybór imienia często staje się powodem sporów rodzinnych - mówi Weronika Ślęzak-Tazbir, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego. - Swoje trzy grosze chcą dorzucić babcie, ciocie, a nawet znajomi. Kto wie, czy moda na jakieś imię to nie efekt dążenia do jak najprostszych rozwiązań i próba uniknięcia kłótni - dodaje.

Do łask wracają imiona tradycyjne, takie jak Zofia, Marysia, Jan czy Franciszek. Na długiej liście imion nie zabrakło tych bardziej wyszukanych. To Sandra albo Noemi (w powiecie bielskim) czy Dorian i Alex (w Tychach).

- Oryginalnym imieniem rodzice chcą wyróżnić swoją pociechę - wyjaśnia Mirosław Kańtor, zastępca kierownika Urzędu Stanu Cywilnego w Katowicach. Efekty nie zawsze są najlepsze. Po fali zainteresowania imieniem Denis coraz więcej rodziców wraca do USC. - Dzieci w przedszkolu wymyśliły prosty rym... I teraz rodzice chcą naprawić swój błąd - mówi Kańtor. Jednak wyobraźnia u zwykłego Kowalskiego to nic. Katarzyna Figura nazwała swoje dzieci Koko i Kaszmir, zaś Michał Wiśniewski wychowuje Xawiera, Fabienne, Etiennette i Vivienne.

Sporo zamieszania spowodował mały Karim, który urodził się dwa lata temu. - Przeszukałam wszystkie księgi czy kalendarze, nigdzie nie było fajnych imion dla chłopców - opowiada Ewa Wieczorek-Anani. - To imię zaproponował mój mąż, Khalisa, który jest z Algierii. Od razu mi się spodobało.

W tym przypadku nietypowe imię jest w pełni uzasadnione. Wątpliwości wywołuje u pracowników USC sytuacja, kiedy kobieta i mężczyzna są Polakami, a dziecku chcą dać na imię np. Dżoana czy Tim. - Prosimy rodziców o pisemne wyjaśnienie swojej decyzji - mówi Mirosław Kańtor z USC w Katowicach. - Nie zawsze się z nią godzimy.

Socjologowie zwracają uwagę na pewną zależność. - Osoby z niższym wykształceniem lubią się wzorować np. na serialach - wyjaśnia dr Weronika Ślęzak-Tazbir z UŚ. - Dzięki temu chcą poczuć się trochę jak swoi bohaterowie. Mam córkę Amelkę - i już mi bliżej do lekarzy z Leśnej Góry.

Katarzyna Domagała

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.