Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Coraz młodsza starość

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 20 minut

Dziś ludzie będący w wieku jeszcze nie tak dawno uważanym za kres albo choćby jesień życia wyglądają równie młodo jak ich niegdysiejsze wnuki

Kiedy pani Bovary z powieści Flauberta wdawała się w pozamałżeński romans, była - zdaniem autora - nie tylko brzydka, ale i podstarzała - miała aż 35 lat. Ba! Żadna z bohaterek książek Honore de Balzaca, o ile pamiętam, nie przekroczyła czterdziestki, a mimo to określenie "wiek balzakowski" w potocznej mowie odnosi się raczej do pań bardziej posuniętych w latach. Rzecz staje się jeszcze zabawniejsza, jeśli spojrzeć na nasze współczesne postrzeganie takich kwestii jak młodość i starość. Kiedy na przełomie lat 80. i 90. XX w. państwo masowo wysyłało na emerytury i renty pięćdziesięciolatków, a nawet młodsze osoby, było to uznawane za coś zupełnie naturalnego. Pięćdziesiątka była słusznym, niemal podeszłym wiekiem, osoby, które go osiągnęły, "już się napracowały". Natomiast gdy CBOS spytał Polaków, kiedy kończy się młodość, a zaczyna wiek dojrzały i starość (badanie "Polacy wobec własnej starości", 2012 r.), odpowiedzi były nieco zaskakujące. Młodość, zdaniem zapytanych, kończyła się wraz z ukończeniem 37 lat (w 1998 r. było to niecałe 35 lat). Starość zaś zaczynała po 63. roku życia (w 1998 r. - 61 lat). Podejrzewam jednak, że gdyby to samo pytanie zadać dzisiaj, do tych granicznych wartości znów dołożylibyśmy przynajmniej po dwa lata. Postrzeganie wieku - swojego i innych - bardzo się zmienia. Już wiemy, że będziemy musieli pracować dłużej, do 67. roku życia. I choć nam to nie w smak, pogodziliśmy się z tym. Bo też nie da się ukryć, że dziś ci, kiedyś uważani za starych, są coraz młodsi - dotyczy to wyglądu, zachowania, aktywności życiowej, wreszcie kondycji fizycznej. Obejrzyjmy któryś z odcinków "40-latka": inżynier Stefan Karwowski postawiony dziś koło Leonarda DiCaprio albo Oliviera Janiaka wyglądałby jak ich ojciec. Andrzej Kopiczyński, odtwórca tytułowej roli, kiedy kręcono ten serial, skończył właśnie 40 lat. A dziś czy można starą nazwać Marylę Rodowicz? Artystka nie ukrywa swojej daty urodzenia (8 grudnia 1945 r.), ale ma to gdzieś. Jest wciąż wielką gwiazdą, taką polską Tiną Turner. Wprawdzie strój, w jakim wystąpiła podczas Sylwestrowej Mocy Przebojów 2013 (pióra, plastikowe nagie piersi i brzuch) zbulwersował niektórych i wyzwolił jadowite komentarze pod wrzucanymi do sieci zdjęciami, jednak większość widzów przyjęła to świetnie: jako żart, wyzwanie rzucone konwenansom, wyraz dystansu do własnej osoby i kalendarzowego wieku. Dziś dla nas liczy się "ile", jeszcze ważniejsze jest jednak "jak". A jako że starość nie radość, precz ze starością.

Czymże jest metryka

Odliczamy upływające lata, celebrujemy dzień urodzin, podobnie jak Nowy Rok. Potrzebujemy takich punktów granicznych. Jednak, jak zauważa dr Piotr Szukalski, demograf z Uniwersytetu Łódzkiego, pojęcie wieku jest bardzo elastyczne i względne. Trudno jest również wyznaczyć dokładny moment rozpoczęcia starości. Różnie to zresztą wyglądało w przeszłości. Neandertalczycy dożywali średnio 30. W starożytności 40-latek był już w zaawansowanym wieku. Pierwszym starcem, który opisał swoją niedolę, był wezyr egipski Ptahhotep, żyjący około czterech i pół tysiąca lat temu. Papirus egipski z I wieku n.e. przytacza zaś wymowne słowa na temat starości: "Ten, kto przeżył sześćdziesiąt lat, pozostawił już wszystko za sobą" (Henryk Majkrzak SCJ, "Starość człowieka jako problem filozoficzny w myśli klasycznej"). Zdarzały się, oczywiście, silne osobniki, które dożywały wieku powszechnie niespotykanego. W średniowieczu bywali władcy i wojownicy, którzy wsiadali na koń, skończywszy 70 lat. Ale to były wyjątki.

Średnia długość życia, a co za tym idzie graniczny wiek, za którym zaczynała się starość, zaczął wydłużać się dopiero, począwszy od XVIII w. Wpływ na to miały takie kwestie, jak poprawa warunków życia, rozwój medycyny, upowszechnianie się higieny (kanalizacja, wodociągi), wreszcie wynalezienie szczepionek oraz antybiotyków.

Jednak, co podkreśla prof. Jerzy Vetulani, psychofarmakolog, neurobiolog, biochemik, to, że granice starości wciąż się przesuwają w sposób - jak się wydaje - nieograniczony, zawdzięczamy temu, iż wiek medyczny przeskoczył ten biologiczny. Ewolucja nie przejmuje się bowiem tym, co się dzieje z człowiekiem, który zakończył już okres reprodukcyjny. Dlatego organizm zaczyna sypać się i psuć. Pogarsza się słuch i wzrok - ale dysponujemy nie tylko okularami, lecz także nowoczesnymi technikami operacyjnymi. Starcza katarakta usuwana jest podczas jednego zabiegu. - Zaczyna się nawet myśleć o implantach siatkówkowych - dodaje profesor. Zwyrodnienia stawów biodrowych czy kolanowych, które kiedyś unieruchamiały ludzi, dziś usuwane są za pomocą wszczepiania odpowiednich implantów. Ogólne starzenie organizmu kobiety wynikające ze zmian po menopauzie można eliminować za pomocą hormonalnej terapii zastępczej. Mamy większy dostęp do szybkiej pomocy kardiologicznej - udrażnianie naczyń, ich naprawa, elektrostymulatory. Jeśli dodamy do tego kosmetologię i medycynę estetyczną oraz coraz powszechniejsze przekonanie, że nad ciałem, jak nad samochodem, trzeba się napracować, żeby zachować je w dobrym stanie, uzyskamy całość obrazu.

Dr Jarosław Derejczyk, gerontolog, śląski konsultant wojewódzki w tej dziedzinie, dodaje, że na nasze coraz dłuższe - i lepsze - życie mają wpływ zarówno coraz doskonalsze leki, postęp medycyny, jak i coraz większa samoświadomość ludzi. - Przychodzi do mnie pacjentka, o której wiem, że jest dobrze po siedemdziesiątce, a wygląda i zachowuje się, jakby dopiero skończyła 50 lat. 30 lat temu była to rzadkość, obecnie nie - mówi.

Mówią wieki

To kiedy zaczyna się starość? Według World Health Organization osoby starsze to te po 60. roku życia. Unia Europejska przyjmuje granicę 65 lat. Gerontologia uznaje granicę 45 lat za początek wieku przedstarczego.

Tak naprawdę wiek jest bowiem czymś bardzo uznaniowym, w dodatku regulowanym przez rozmaite normy. Choćby przez prawo. Mówi ono np., od jakiego wieku mamy prawo do zakupu alkoholu. I kiedy odejść na emeryturę. Jest też wiek ekonomiczny, który - trochę podobnie jak prawny - reguluje nasz okres przedprodukcyjny, produkcyjny i poprodukcyjny. Czyli znowu m.in. kwestie emerytalne. Ale czy z osiągnięciem wieku poprodukcyjnego zaczyna się starość? Pierwsza, instynktowna odpowiedź brzmi "tak". Bo ustawodawca wyczuwa, kalkuluje, do jakiego wieku człowiek jest zdolny do pracy. Ale jeśli weźmiemy przykład agenta Tomka (lat 38) i innych osób na resortowych emeryturach, sprawa zaczyna się komplikować.

Może więc lepiej, zastanawia się dr Szukalski, znaleźć inną granicę starości. Przykładowo 75 lat, kiedy obywatelowi naszego kraju zaczyna przysługiwać dodatek pielęgnacyjny? Jednak wielu 75-latków oburzyłoby się na takie pomysły. Jan Morawiec ma 81 lat i w listopadzie 2013 r. został mistrzem świata weteranów w maratonie. Może zatem uwzględnijmy wiek biologiczny i wyznaczmy kryteria: w jakim czasie ktoś przebiegnie dystans np. 100 metrów. I znów absurd. Dzieciak z podstawówki, niekoniecznie chory, ale utyty i niewygimnastykowany, będzie miał gorszy czas niż wyżej wspomniany wiarus. Dr Szukalski się śmieje, że tak namotał, i - zadowolony - wprowadza nowe możliwości. Weźmy wiek społeczny. Kiedyś samo zostanie babcią albo dziadkiem determinowało nasze funkcjonowanie w społeczeństwie i to, w jaki sposób byliśmy postrzegani. Tylko co z tymi 35-letnimi babciami i dziadkami, 50-letnimi pradziadkami, których dziś nie brak? Wiek psychiczny? To też nie jest dobry pomysł. Stada niedojrzałych chłoptasiów w porwanych dżinsach i dziewczynek typu "dzidzia piernik" przewalają się bez większego sensu po mediach i portalach internetowych, a z ich wypowiedzi nic mądrego nie wynika. Więc jak to jest?

Medycyna i demografia

Dawno, dawno temu starość była w cenie. Kiedy ludzkość na tyle opanowała zasady przeżycia, że wnuki były w stanie poznać swoich dziadków, stary człowiek (a więc 40-, 50-, potem 60-letni) jawił się jako skarbnica wiedzy i doświadczenia, których udostępnianie zwiększało możliwości przeżycia przyszłych pokoleń. Teraz różnie z tym bywa. Dziadek, który nie potrafi obsługiwać komputera równie sprawnie jak wnuk, naraża się raczej na pogardę - śmieje się prof. Jerzy Vetulani. Jednak informatyzacja i technicyzacja zataczają coraz szersze koła. Ludzie są lepiej wykształceni, aktywniejsi, zdobycze techniki są coraz dostępniejsze cenowo. Inna sprawa, że starsi po prostu muszą się przystosować i nadążać, jeśli nie chcą zginąć. Nie tylko żyją dłużej (oczekuje się, że urodzona w 2012 r. dziewczynka dożyje 89 lat, a chłopiec 72,7 roku), ale jest ich coraz więcej. A młodych coraz mniej. Tylko w ostatnim ćwierćwieczu liczba dzieci poniżej 15. roku życia zmniejszyła się w Polsce o blisko 3,9 mln osób - czyli 40 proc. W tym samym czasie grupa osób powyżej 65. roku życia wzrosła o 1,9 mln, czyli o połowę. Jest ich dziś 5,6 mln - jakieś 14,5 proc. ogółu społeczeństwa.

Nie tylko żyjemy dłużej, lecz także - co podkreśla prof. Kotowska - osoby starsze są w coraz lepszym zdrowiu. Na początku lat 90. opóźnienie Polski w wydłużaniu trwania życia w stosunku do krajów Europy Zachodniej wynosiło około 20 (dla kobiet) i 30 lat (dla mężczyzn), tzn. oczekiwana długość życia Polaków była taka jak 20 czy 30 lat wcześniej w tych krajach. Od tego czasu nadrobiliśmy to opóźnienie: nasi mężczyźni zyskali blisko siedem lat życia, kobiety prawie sześć lat. I ciągle gonimy początek peletonu.

Nawiasem mówiąc, wciąż jesteśmy młodym narodem. We Włoszech i w Danii odsetek osób w wieku 65 lat przekroczył już 20 proc., w Portugalii, Serbii czy Belgii niebezpiecznie się do niego zbliża. Ale już w 2060 r. wysuniemy się na prowadzenie - jedna trzecia z nas będzie miała na karku 65 lat.

Niemniej istnieje ogólnoświatowa tendencja, z której wynika choćby ten prosty fakt, że jeśli nie ma młodych, muszą ich zastępować starsi. Choćby w pracy. A jeśli są na tyle sprawni, aby pracować jak młodzi, mogą tak jak oni uprawiać sport, bawić się, podróżować.

Jednak w sytuacji kryzysu czy spowolnienia to, że starsi pracują i zabierają miejsce młodym, którzy wchodzą dopiero na rynek pracy, budzi niepokój, irytację i złość. A to błąd. Krystyna Iglicka-Okólska, demograf, profesor nauk ekonomicznych, uśmiecha się i mówi, że przyszłość młodych i gospodarki leży w rękach 60-latków. Choć jednak zmienia się rzeczywistość, wciąż pokutuje kilka mitów.

Pierwszy jest właśnie taki, że starsi zabierają młodszym pracę. Prof. Iglicka-Okólska przytacza wypowiedź minister pracy Szwecji Hillevi Engstroem, która przekonywała podczas jednej z międzynarodowych konferencji, że właśnie zatrudnienie seniorów sprawi, iż gospodarka będzie się kręcić, a miejsc pracy przybywać. Z oczywistego powodu: kiedy ludzie przechodzą na emerytury, mają mniej pieniędzy, więc zaczynają ograniczać swoje potrzeby, mniej konsumować, nie kupują nowych ubrań. Pracując, nie muszą ograniczać swoich wydatków.

Kolejny mit - że w pewnym wieku ludzie stają się nieefektywni - jest jedynie półprawdą. Owszem, przeciętny 65-latek (bo przecież nie każdy) zapewne przegra rywalizację z 25-latkiem (choć nie z każdym) w kategorii rąbania drewna, ale na tym w zasadzie różnice się kończą. Jak mówiła Ursula von der Leyen, była minister pracy Niemiec, starsze osoby mają bardzo dobry wpływ na atmosferę w zespole, wpływają na wzrost kreatywności, a generalnie - produktywność. - Młodzi ludzie może biegną szybciej, ale starsi umieją biegać na skróty - uśmiecha się prof. Iglicka-Okólska.

I nieprawdą jest, że przechodząc na emeryturę, są szczęśliwi. Jak mówi prof. Jerzy Vetulani, różnica pomiędzy 70-latkiem, który jest aktywny, pracuje, ma zainteresowania, spotyka się z ludźmi, a tym, który spędza życie w swoim fotelu, z telewizyjnym pilotem w dłoni, jest ogromna. Po prostu: ten pierwszy jest młody. Ten drugi stary.

- Bardzo mnie denerwuje, kiedy na rosnącą długość ludzkiego życia politycy i ekonomiści patrzą z nieskrywanym strachem i wciąż mówią o "obciążeniach" - mówi dr Derejczyk. Jego zdaniem wieki XXI i XXII będą czasem rozkwitu rynków senioralnych. I nie należy tego utożsamiać tylko z lekami. Turystyka, gastronomia, kosmetologia... - Dobre restauracje w centrum Krakowa więcej zarabiają na starszych klientach, których stać na to, aby zjeść tam obiad. Młodzi częściej zatrzymują się przy pizzy i piwie. A półki w drogeriach zapełniają kremy nie tylko dla 50-latków. Są już specyfiki dla 60- i 70-latków, za chwilę pojawią się inne, dla osób jeszcze starszych - dodaje.

Popracować nad głową

Jeśli jeszcze nie tak dawno w tablicach demograficznych wyznaczających długość ludzkiego życia ostatnią granicą była rubryka 85 lat i więcej, dziś zamieniła ją ta z nagłówkiem 100 lat i więcej. Wszystko się przesuwa - młodość (a także moment wejścia na rynek pracy), posiadanie pierwszego dziecka - kiedyś wszyscy załamywali ręce, kiedy rodziła "trzydziestka", dziś decyzja o ciąży kobiety 40-letniej jest przyjmowana ze zrozumieniem i sympatią.

Jednak polska percepcja wciąż nie do końca nadąża za zmianami i zjawisko, jak to się dziś mówi, "ejdżyzmu" jest wciąż obecne. Widać je w ogłoszeniach o pracę typu: "Panią do 30. roku życia przyjmę na kasę" (co z tego, że zabrania tego prawo, skoro nikt go nie egzekwuje), widać w telewizjach, gdzie prezenterzy mają miłe, młode mordki i z trudem by szukać kogoś o skroniach przyprószonych siwizną (Andrzej Turski był wyjątkiem, ale jego już nie ma). Widać to wreszcie po polityce firm, które za cichym przyzwoleniem społecznym zwalniają osoby wkraczające w wiek przedemerytalny.

- W Stanach nikt się nie dziwi, że Hillary Clinton zamierza kandydować na prezydenta. Będzie miała wówczas 69 lat - przytacza przykład prof. Kotowska. Można sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby u nas na taki pomysł wpadł polityk (a zwłaszcza polityk kobieta) w tym wieku. Polscy 60 plus nie są więc, co podkreśla prof. Vetulani, najszczęśliwsi na świecie. W przeciwieństwie do tych żyjących w Chinach, gdzie wciąż obowiązuje konfucjański szacunek do zaawansowanego wieku. Czy w krajach śródziemnomorskich, takich jak Włochy czy Grecja. Zresztą - podpowiada prof. Vetulani - liczba seniorów w danej społeczności świadczy także o zaawansowaniu cywilizacyjnym danego kraju. We Włoszech osób po sześćdziesiątce jest 25 proc., a w krajach takich jak Irak czy Iran po 6-8 proc.

Ale to także kwestia zapóźnień, jakie musimy nadrobić, choć idzie nam to już coraz szybciej. Prof. Kotowska wspomina jeden ze swoich pierwszych wyjazdów na stypendium do Holandii. To był początek lat 90. - Wracałam wieczorem z jakiegoś spotkania i nagle ujrzałam nieznany u nas widok: w ogródku przed domem siedziała kobieta, na oko miała z 70 lat, i piła sobie wino, delektując się ciepłym wieczorem - wspomina uczona. Westchnęła: o Boże, kiedy u nas tak będzie. No i jest. Kobieta nie jest utożsamiana już z istotą w fartuchu, która ma gotować i sprzątać. Może usiąść sobie w ogródku czy restauracji i napić się wina. Pada także tabu dotyczące wieku i starości. - Ludzie nie mają zamiaru zamykać się w roli staruszków, którzy już niczego nie oczekują. Chcą korzystać z życia. Robić to, na co nie mieli czasu, kiedy musieli spłacać kredyty. Stąd furorę na świecie robi choćby turystyka emerytalna - stwierdza prof. Iglicka-Okólska.

Na dobrą formę osób po 60. - i dalej - roku życia ma też wpływ zmiana podejścia do uprawiania seksu. Kiedyś nie wypadało tego robić "w pewnym wieku", dziś nie wypada nie robić. A jeśli się robi, zapewnia Vetulani, fantastycznie wpływa to na sprawność fizyczną i przekłada się na długość życia. - Szczególnie w przypadku mężczyzn - zapewnia profesor. Przykładowo dlatego, że ejakulacja chroni przez rakiem prostaty. Ale nie tylko. - Robiono takie badania w pewnej walijskiej wiosce liczącej 1,4 tys. mieszkańców - opowiada. Wyszło z nich, że jeśli mężczyzna nie miał przynajmniej dwóch orgazmów tygodniowo, znacząco wzrastało ryzyko, że umrze w ciągu najbliższego roku. U kobiet nie odnotowano tej zależności. A to one żyją statystycznie dłużej. Choć, jak dodaje dr Derejczyk, prolaktyna wyzwalana w trakcie orgazmu w przysadce ma działanie regenerujące neurony, co poprawia stan mózgu u par długo aktywnych seksualnie. Statystycznie dłuższe życie pań wynika z korzyści ewolucyjnej - potomstwo ich dzieci ma większe szanse na przetrwanie, jeśli może liczyć na nadzór i edukację babć.

Ale to się może zmienić: babcie nie są już tak potrzebne, jak kiedyś. No i kobiety nie chcą być babciami. W każdym razie nie tylko.

Jak długo i jak daleko uda nam się przesuwać w czasie kres ludzkiego życia i poprawiać jego jakość? Wszyscy specjaliści mówią jednym głosem, że biologii się nie oszuka i na pełną nieśmiertelność mamy raczej małe szanse - w nasz organizm wmontowane są zabezpieczenia, które na to nie pozwalają. Wydaje się jednak, że potencjał jest bardzo duży. - Od dwustu lat naukowcy próbują przewidywać, ile lat dołożą, ale zawsze te szacunki są skromniejsze od tego, czego udaje się dokonać - kwituje dr Derejczyk. Dziś obiecujące są np. prace nad genami, które odpowiadają za starzenie się organizmu, może uda się opóźnić włóknienie tkanek, zwiększyć odporność komórek na wolne rodniki czy usprawnić pozbywanie się substancji toksycznych z organizmu. Decydujące będą tutaj zarówno nakłady na naukę, jak i na lecznictwo, zwłaszcza profilaktykę. A tutaj Polska ma do pokonania jeszcze daleką drogę. Jak mawiał Georges Minois, autor "Historii starości": Każde społeczeństwo ma takich starców, na jakich zasługuje.

Mit, że w pewnym wieku ludzie stają się nieefektywni, jest jedynie półprawdą. - Młodzi ludzie może biegną szybciej, ale starsi umieją biegać na skróty - mówi prof. Iglicka-Okólska

@RY1@i02/2014/006/i02.2014.006.00000020a.803.jpg@RY2@

AFP/East News

Liczba seniorów w danej społeczności świadczy o zaawansowaniu cywilizacyjnym kraju

Mira Suchodolska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.