Mniej dzieci, więcej rozwodów i pogrzebów
Czwarty rok z rzędu kurczy się liczba ludności Polski, po notowanym wzroście w latach 2008-2011
W pierwszym kwartale tego roku urodziło się ok. 90 tys. dzieci - wynika ze wstępnych szacunków Głównego Urzędu Statystycznego. To o prawie tysiąc mniej niż w tym samym okresie ubiegłego roku.
Jeśli ta tendencja utrzyma się w następnych kwartałach, wówczas przyspieszy spadek ludności naszego kraju. Głównie dlatego, że wskaźnik dzietności kobiet nie będzie gwarantował zastępowalności pokoleń. Wyniesie on poniżej 1,3. Co oznacza, że na 100 kobiet w wieku 15-49 lat przypadnie tylko ok. 130 urodzonych dzieci. Tymczasem stabilny rozwój demograficzny zapewnia dopiero wskaźnik dzietności wynoszący 2,1-2,15, który uzyskuje się, gdy na 100 kobiet przypada 210-215 noworodków.
Wiek 31-33 lat osiągnęły obecnie dziewczynki urodzone w okresie wyżu demograficznego z lat 1982-1984. Wtedy rodziło się rocznie około 700 tys. dzieci. To prawie dwa razy więcej niż w ostatnich latach. Gdyby zwiększyła się liczba kobiet decydujących się na posiadanie potomstwa (tych z okresu boomu urodzeniowego lat 80.), wtedy pogłębianie się zapaści demograficznej naszego kraju mogłoby zostać zahamowane.
Bez tego będzie przyspieszać starzenie się społeczeństwa. W wiek najwyższej płodności (właśnie przed 30. rokiem życia i tuż po nim) wchodzić będą mniej liczne roczniki kobiet.
Nie dość, że w pierwszym kwartale zmniejszyła się liczba urodzeń, to jeszcze wzrosła w tym czasie liczba zgonów. Zarejestrowano ich ok. 101 tys. - blisko 3,5 tys. więcej niż w roku poprzednim.
W efekcie przyrost naturalny (różnica między liczbą urodzeń żywych i zgonów) był w pierwszym kwartale tego roku ujemny i wyniósł minus 11 tys. To sprawiło, że po uwzględnieniu także salda migracji zagranicznych na pobyt stały zmniejszyła się liczba ludności Polski. W końcu marca była o ok. 15 tys. mniejsza niż w końcu ubiegłego roku i wyniosła 38,4 mln.
Według GUS zmniejszyła się także liczba zawartych małżeństw - na ślubnym kobiercu stanęło od stycznia do końca marca 15 tys. par, czyli o 0,6 tys. mniej niż przed rokiem. Wzrosła natomiast liczba rozwodów (o ok. 1,6 tys.) do ponad 18 tys. Wzrost ten wynika przede wszystkim z tego, że w latach 2007-2009 mieliśmy do czynienia z relatywnie dość dużą liczbą zawieranych małżeństw. Jednak znaczna ich część szybko się rozpada - np. wśród par rozwiedzionych w 2013 r. co czwarta miała staż nie większy niż cztery lata.
@RY1@i02/2015/086/i02.2015.086.00000020a.803.jpg@RY2@
Śmieciowa praca nie ma związku z demografią
@RY1@i02/2015/086/i02.2015.086.00000020a.804.jpg@RY2@
dr hab. Piotr Szukalski demograf z Uniwersytetu Łódzkiego
Spadek liczby urodzeń jest zaskakujący w powiązaniu ze znaczącą poprawą sytuacji na rynku pracy. Przynajmniej w teorii istnieje związek pomiędzy poziomem bezrobocia a skłonnością do posiadania dzieci - im wyższy poziom bezrobocia, tym niższa skłonność do podejmowania długotrwałych zobowiązań, czyli mniejsza skłonność do posiadania potomstwa. Tymczasem w ubiegłym roku bezrobocie wyraźnie spadało - w końcu roku liczba osób bez zajęcia była aż o ponad 330 tys. mniejsza niż w tym samym okresie roku poprzedniego. Powinno to więc zachęcać do podejmowania decyzji prokreacyjnych. Tak się jednak nie stało. Rodzi się więc pytanie, w jaki sposób ograniczamy bezrobocie. Jaka jest jakość tworzonych miejsc pracy, skoro nie zwiększają one stabilności i bezpieczeństwa socjalnego osób, które znajdują zatrudnienie? W tej sytuacji trudno być dumnym z punktu widzenia demografa - ze spadku bezrobocia, które nie zachęca do rodzenia dzieci. Będzie ono zachęcać dopiero wówczas, gdy przybędzie stabilnej pracy na pełny etat z godziwym wynagrodzeniem. Dziś często jest tylko praca na czas określony albo w niepełnym wymiarze i z minimalną płacą.
not. jkk
Janusz K. Kowalski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu