Powinniśmy być w półfinale
Z mistrzostw nie wycisnęliśmy maksa - mówi Piotr Świerczewski, były piłkarz m.in. Olimpique Marsylia i Bastii
Zaskoczyła pana gra reprezentacji Polski na mistrzostwach Europyl
Właściwie to nie. Kadra gra podobnie od wielu miesięcy. To był ten sam styl i te same personalia co w eliminacjach. Obserwuję teraz nagonkę na Marylę Rodowicz, która powiedziała, że graliśmy do tyłu, i... trochę się z nią zgadzam. Przecież właśnie tak funkcjonowaliśmy cały turniej. Francuscy dziennikarze z "L’Équipe" co raz zauważali, że jesteśmy pasywni, podajemy do tyłu. Nasza taktyka to często była gra na przetrwanie. Nie było to ładne dla oka. Z drugiej strony właśnie dzięki takiej grze nasi zaimponowali mi w meczu z Niemcami. Mistrzów świata odcinali od sytuacji, zaprezentowali się znacznie lepiej niż w Warszawie czy nawet we Frankfurcie. Mimo wszystko oczekiwaliśmy trochę więcej.
W futbolu liczy się jednak wynik. A ten jest przecież historyczny.
Zgadza się, ale z Portugalią nie wygraliśmy. A mam wrażenie, że z tego Euro dało się wycisnąć coś jeszcze. Paradoks polega na tym, że Portugalczycy w regulaminowym czasie gry nie wygrali jeszcze żadnego meczu, a my żadnego nie przegraliśmy. I oni są w półfinale Euro, a my pojechaliśmy do domu.
Wyjdzie pan na malkontenta. Przecież piłkarze do Polski wrócili w glorii. Choć na tarczy, to jednak z podniesionymi głowami.
I słusznie, bo zasłużyli na wielkie brawa. Trzeba podziękować im za walkę. Bo jej na pewno nie zabrakło. Taktycznie zagraliśmy wybornie. Popełnialiśmy błędy, ale wynikały one głównie z braku zrozumienia, nie umiejętności. Taktycznie zaprezentowaliśmy się jak najlepsze europejskie reprezentacje. Rywale mieli wielki problem z dochodzeniem do sytuacji pod naszą bramką. To był nasz największy atut. Nie było też żadnego chaosu. Pełna organizacja. To było przeciwieństwo tego, co oglądaliśmy za czasów Franciszka Smudy.
Ćwierćfinał to był kres naszych możliwościl
Twierdzę, że powinniśmy być w półfinale. Tam zagralibyśmy z Walią i wtedy finał stałby się naprawdę realny. Ale czegoś zabrakło. Może trochę ryzykal Jedna czy dwie sytuacje to czasem za mało. Niektórzy nasi piłkarze mieli na koncie wielką liczbę podań. Tylko co z tego, skoro wszystkie do tyłul Jasne, że zamiast stracić, lepiej podawać w obronie, ale momentami byliśmy sparaliżowani. Z drugiej strony na obronę chłopaków powiem, że na koncertach pani Maryli fani nie stoją na ławkach na dwudziestu piosenkach, tylko na kilku. W piłce jest podobnie. Są momenty. My takie mieliśmy.
Polskie odkrycie turnieju to dla pana...
Bartosz Kapustka. Jako 19-latek nie spękał i zagrał naprawdę fajne zawody. Ma duże szanse dołączyć do pierwszej jedenastki kadry. Szczególnie że lata lecą i Błaszczykowskiemu, i Grosickiemu. Jeśli Bartek dalej będzie robił postępy, czeka go fajna przyszłość. Teraz chyba przyszedł czas na transfer. Widziałbym dla niego miejsce w lidze hiszpańskiej albo niemieckiej.
Kolejni Polacy wylądują natomiast w lidze francuskiej. Do Kamila Grosickiego i Macieja Rybusa mają dołączyć Grzegorz Krychowiak, Kamil Glik, a być może także Artur Jędrzejczyk. Dobrze robią, wybierając Francjęl
Uważam, że bardzo dobrze. Każdy z nich trafi do czołowego klubu Ligue 1. Glik na co dzień walczył o środek tabeli Serie A, a teraz z Monaco zagra o Ligę Mistrzów. O Paris Saint-Germain mówić nie muszę, bo ten klub jest w dziesiątce najlepszych w Europie. Ligue 1 to dla nas szczęśliwe miejsce. Mamy tu niezłą markę, którą budowali Szarmach, Matysik czy Bąk, ale i ja. Zdarzały się niewypały, jak ostatnio Dominik Furman, ale Francuzi wciąż nas cenią. Poza tym Paryż, Lyon czy Monako to wspaniałe miejsca do życia.
A czy zgodzi się pan z tezą, że największym wygranym Euro 2016 jest Adam Nawałkal
Tak, bo to on stworzył tę drużynę. W większości miał do dyspozycji tych samych zawodników co Smuda czy Fornalik, ale pod jego wodzą grają oni dużo lepiej. Dodatkowo doszedł aspekt taktyczny, o którym mówiłem. Nawałka potrafi również kreować piłkarzy, jak Milika czy Kapustkę. W tej chwili nasza drużyna ewoluuje w stronę najlepszych reprezentacji. Jak tak dalej pójdzie, Nawałka wyląduje w jakimś silnym europejskim klubie.
Kto jest pana faworytem do wygrania mistrzostwl
W finale moim zdaniem zagrają Niemcy. W drugim półfinale Walijczycy rozprawią się z Portugalią. A więc obstawiam mecz Niemcy-Walia.
I będziemy świadkami sensacjil
Chyba jednak Niemcy wygrają. Choć Walia gra ładną, a przede wszystkim szalenie skuteczną piłkę. Podoba mi się ich boiskowa dyscyplina. Mają też indywidualności, bo Walia to nie tylko Gareth Bale. Mają piłkarzy Arsenalu Londyn, Liverpoolu, Leicester czy Tottenhamu.
Może powinniśmy wzorować się na Walijczykachl
Nie przesadzajmy. Nie jesteśmy dużo gorszym zespołem. Myślę, że w trzech bezpośrednich spotkaniach z Polską padłyby trzy różne wyniki.
We Francji mieszkał pan dziesięć lat. Kraj bardzo zmienił się od lat 90.l
W oczy rzucają się dwie zmiany - infrastruktury sportowej i mentalności. Powstały wspaniałe stadiony, jak te w Lyonie czy Bordeaux, a pozostałe zostały zrestrukturyzowane. To na plus. Sami Francuzi twierdzą natomiast, że ich życie zmieniło się na gorsze. Są bardzo rozczarowani rządami François Hollande’a. Zmieniło się też ich podejście do obcych. W tej emigracyjnej tolerancji zabrnęli jednak tak daleko, że muszą zaakceptować obecny kształt kraju.
Od blisko miesiąca podróżujemy razem po Francji, relacjonując trwające mistrzostwa Europy. Czy Francuzi zorganizowali futbolowe świętol
Gdyby nie kibice tych mniejszych drużyn - Polski, obu Irlandii, Islandii - byłoby tu smutno. Francuzi cały czas narzekają. W restauracji pytam kelnera, czy Euro go cieszy. A on z pretensjami, że przez to w mieście są korki. Nie raduje się, że knajpa jest pełna, że zarabia, tylko marudzi. Nawet w hotelach, gdzie ceny są horrendalne, ludziom nie chce się pomagać. Nie wiem, z czego to wynika. Albo są tak bogaci, albo tak leniwi.
Organizacja też pozostawia wiele do życzenia.
Francuzi niby mają porządek, ale w tym porządku sami się gubią. Teoretycznie wszystko wiedzą, a na końcu okazuje się, że nic nie działa. W Lille na przykład było ze 200 wolontariuszy do pomocy, ale nikt nie miał pojęcia, gdzie jest trybuna prasowa, i wpuszczano mnie tam, gdzie nigdy nie powinienem się znaleźć. To trochę sztuka dla sztuki.
Przed turniejem dużo mówiło się o zagrożeniu terrorystycznym, a jak na razie - dzięki Bogu - panuje tu całkowity spokój. Służby zdały egzaminl
Nie czuć ludzkiego strachu, ale wewnątrz z pewnością niepokój jest. Najbardziej można było to odczuć przed pierwszym meczem. W Paryżu było kilka kordonów policji, psy tropiące materiały wybuchowe, a do tego masa ludzi, małe uliczki. Każdy czuł, że coś wisi w powietrzu. Właściwie było oczekiwanie, aż coś się wydarzy. Na szczęście na razie dobro jest górą. Dziwi mnie tylko podejście ochrony. Działa bardzo chaotycznie. Skoro ktoś wniósł racę, to dlaczego nie miałby wnieść bombyl Niby jest najwyższy stopień zagrożenia, a dziur w systemie bezpieczeństwa jest bez liku.
Na koniec miało być pozytywnie, a wyszła litania narzekań.
Bo to nie jest turniej naszych marzeń. Znacznie lepsza organizacja była nie tylko na Euro 2012, lecz także na mistrzostwach świata w piłce siatkowej czy mistrzostwach Europy w piłce ręcznej, obu organizowanych w Polsce. Francuzi mogliby się od nas wiele nauczyć.
@RY1@i02/2016/128/i02.2016.128.000001600.802.jpg@RY2@
bartek syta/polska press
Piotr Świerczewski, były pomocnik reprezentacji Polski
Rozmawiał w Bordeaux Sebastian Staszewski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu