Polacy chcą wykorzystać dar losu
Z największymi faworytami - Francją, Hiszpanią, Niemcami lub Włochami - możemy zagrać w finale . Sztab reprezentacji bardzo poważnie obawia się zdyscyplinowanych taktycznie Szwajcarów
Tego się nikt nie mógł spodziewać. O ile Szwajcaria od początku była uważana za najbardziej prawdopodobnego rywala Polaków w drugiej rundzie (mecze w grupach A i C, w których grały obydwie ekipy, nie przyniosły wielkich niespodzianek), o tyle układ drabinki turniejowej po fazie pucharowej jest więcej niż zaskakujący. Po jednej stronie znalazły się niemal wszystkie europejskie potęgi, wymieniane zgodnie także dzisiaj w gronie faworytów do końcowego zwycięstwa: Francuzi, Niemcy, Hiszpanie, Włosi i Anglicy. Oznacza to, że aby pokonywać kolejne przeszkody, będą musieli eliminować się nawzajem.
I tu nieoczekiwanie pojawiła się duża szansa dla takich drużyn jak Polska - głodnych sukcesu, żądnych chwilowej sławy, a przede wszystkim sprawiających we Francji bardzo pozytywne wrażenie. Siedem punktów w trzech meczach i zero straconych bramek - to wszystko musi dawać do myślenia, bo Polacy od takich zdobyczy odzwyczaili nie tylko kibiców w kraju, ale też zagranicznych komentatorów. Mówiąc wprost, pierwsze trzy mecze spowodowały, że drużyna Nawałki wskoczyła na zupełnie inny poziom. Taki, na którym o ekipie zaczyna się mówić z szacunkiem.
Brak wielkich faworytów w naszej części drabinki, która ma prowadzić aż do finału, może być uznany za dobry znak, łut szczęścia, którego Adamowi Nawałce nigdy nie brakowało. Warto w tym miejscu przypomnieć, co mówił na naszych łamach tuż przed rozpoczęciem Euro Marek Koźmiński, wiceprezes PZPN: "Szczęście jest nam niezbędne, bo nie jesteśmy Brazylią Europy. Ale z drugiej strony trzeba mu też pomóc". Wczoraj na konferencji prasowej dokładnie w taką samą retorykę wpisał się Tomasz Jodłowiec.
Może to jest właśnie ten moment, w którym los po raz kolejny uśmiechnął się do selekcjonera, stawiając na jego drodze ekipy, które bardziej niż kiedykolwiek mogą być dla nas w zasięgu ręki? Bo czyż tak bardzo musimy się obawiać Walijczyków albo Chorwatów, którzy byliby potencjalnymi rywalami, gdyby udało się przebrnąć bezboleśnie przez helwecką zaporę w 1/8 finału?
Drabinka to jednak nie wszystko i pojawiające się od wtorkowego zwycięstwa z Ukrainą sugestie o łatwiejszej drodze nawet do strefy medalowej - a co, Polacy skutecznie rozbudzili nadzieje wśród kibiców - są jednak obarczone sporym ryzykiem. Wcale nie dlatego, że na tym etapie każdy przeciwnik będzie bardzo groźny. Sygnały dochodzące z obozu reprezentacji wskazują, że sztab wcale się nie cieszy na myśl o spotkaniu z Helwetami. Wręcz przeciwnie, trener Nawałka uważa ich za najtrudniejszego rywala, na jakiego mogli teraz trafić jego zawodnicy. Najbardziej zdyscyplinowanego taktycznie, a przeciwko takim ekipom gra się zwykle najtrudniej. Dlatego po powrocie z Marsylii, nawet jeśli lot odbył się z perturbacjami i był dłuższy, niż planowano, trenerzy nie położyli się w środku nocy spać, ale zaczęli aktywną pracę nad rozpracowywaniem rywali. Z obawami, czy tak szczelną i poukładaną ekipę da się szybko rozgryźć.
Nawałka musi też odpowiednio zareagować na inny problem - znaczną dysproporcję w dniach wolnych, które dzielą jeden mecz od drugiego. O tym, że Szwajcarzy zagrają kolejny mecz w sobotę, wiedzieli oni dwa dni wcześniej przed Polakami. Teoretycznie mogą się więc łatwiej zregenerować, co ma teraz kluczowe znaczenie. Jarosław Tkocz, trener bramkarzy, próbował to wczoraj bagatelizować. - Gdybyśmy mieli tylko trzy dni odpoczynku, miałoby to znaczenie. Ale tych dni jest cztery, więc zawodnicy odpowiednio się zregenerują i będą dobrze przygotowani - zapewnił trener.
Czy to wystarczy na wypoczętych Szwajcarów, którzy dobrze radzili sobie w trzecim meczu grupowym przeciwko Francuzom?
Trener Nawałka i jego zawodnicy bez przerwy powtarzają, że myślą przede wszystkim o sobie. O tym, aby być samemu dobrze przygotowanym, a dopiero potem liczyć na błędy rywali. Dlatego w środę, po zajęciach na siłowni i lżejszym treningu dla rezerwowych, piłkarze znowu dostali wolne. Przyjechały do nich partnerki i rodziny, aby zapomnieć na chwilę o napięciu, które teraz będzie już coraz większe.
Po powrocie do bazy wszyscy jeszcze lepiej wiedzą, że nawet jeśli się wpadnie w turbulencje albo we mgłę, to trzeba się błyskawicznie podnieść.
@RY1@i02/2016/120/i02.2016.120.000001200.802.jpg@RY2@
BARTEK SYTA/POLSKA PRESS
Nasi piłkarze zapewniali na konferencji prasowej, że do meczu ze Szwajcarami zdążą wypocząć
Rafał Musioł,
Remigiusz Półtorak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu