Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Społeczeństwo

Radość czytania

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

WYWIAD Jeśli chcemy, żeby literatura była czytana, powinniśmy zachować zdolność do najzwyklejszego cieszenia się książką - mówi Paulina Wilk, pisarka, dziennikarka i współorganizatorka Big Book Festivalu

Mówi się, że Big Book Festival to najbardziej rocknrollowy festiwal czytania w Polsce. Tak chciałyście go widzieć z Anną Król, kiedy powoływałyście go do życia?

Organizując festiwal, myślimy o literaturze na bardzo wielu poziomach. Chcemy dać ludziom niepowtarzalne przeżycie. Na festiwale muzyczne i filmowe jeździ się właśnie po to, żeby doświadczyć czegoś unikatowego. Z drugiej strony, dziś ważna jest masowość, wspólnotowość, społeczność wydarzenia. My traktujemy tekst jako podstawę do takich wydarzeń. Oczywiście wciąż ważnymi elementami festiwalu są rozmowy z autorami. Czujemy, że ludzie ich chcą. Ale mówienie o tekście to tylko jeden z wymiarów imprezy. Nigdy nie myślałyśmy o Big Book Festivalu jako o instytucji edukacyjnej, nie zamierzamy na siłę cucić miłości do literatury. Jeśli chcemy, żeby literatura była czytana, powinniśmy zachować zdolność do najzwyklejszego cieszenia się książką.

Jak to zrobić, skoro książka straciła moc, jaką miała dawniej?

Stawiamy to pytanie. Będziemy omawiać między innymi trzy książki, które zmieniły świat: Koran, "Mein Kampf" i "Kapitał" Marksa. To pozycje, które zrewolucjonizowały historię, a przecież wielu z nas nigdy ich nie czytało. Potęgę literatury widać i w Polsce, i na świecie. Z drugiej jednak strony sądzę, że za niskie notowania czytelnictwa w Polsce odpowiadają elity intelektualne.

Dlaczego akurat elity?

Nigdy nie widziałam polityka z książką, widziałam za to polityka z szalikiem piłkarskim. Nie widzę zaangażowania elit, niekoniecznie twórczych, w eksponowanie literatury, erudycji. Paradoksalnie wraz z końcem PRL-u aspiracyjne elementy związane z czytaniem literatury osłabły. W Polsce jest wiele domów bez książek i ludzie, którzy w nich mieszkają, nie mają z tego powodu poczucia wstydu. Niepokojące jest to, że stajemy się społeczeństwem, w którym jest coraz więcej siłaczy, starających się tę literaturę dźwigać, bo działania zmierzające do tzw. promocji czytelnictwa przypominają kazania dla nawróconych.

A rządowe programy, które miały wspierać czytelnictwo?

Jeżeli po kilku latach dotowania rozwoju bibliotek w Polsce wciąż mamy spadające wyniki czytelnictwa, to prawdopodobnie potwierdza to tezę, że do bibliotek chodzi określona grupa społeczna. Nie przychodzą tam nowi czytelnicy. Podejrzewam, że wielu ludzi, którzy czytają książki, nie traktuje już biblioteki jako źródła tekstów. Dlatego Big Book Festival nie odbywa się w bibliotekach. Szukamy niestandardowych rozwiązań, wychodzimy do miasta, żeby ludzi zaskoczyć w ich codzienności.

Big Book Festival słynie z nieszablonowych, bardzo oryginalnych, czasem wariackich pomysłów. Wszystkie rodzą się w głowach Anny Król i Pauliny Wilk?

Tak, i często rodzą się nagle. Tak, podczas przypadkowej rozmowy, powstał pomysł stworzenia Sanatorium Literackiego. Ania była wtedy na etapie pracy nad książką o Iwaszkiewiczu i odwiedzała dawny szpital gruźliczy w Turczynku. Ja z kolei mam ogromny sentyment do "Czarodziejskiej góry" Tomasza Manna i klimatu instytucji leczniczych z przełomu XIX i XX wieku. Jestem też entuzjastką literatury medycznej. Pewnego dnia, rozmawiając, wpadłyśmy na pomysł, żeby spróbować leczyć ludzi czytaniem. Podczas tegorocznego Big Book Festivalu będzie można skorzystać z usług Sanatorium Literackiego, w którym będą państwo diagnozowani.

W jaki sposób?

Na miejscu będzie doktor Behrens, który zdiagnozuje przypadłości uczestników - na przykład nastrój nadmiernie filozoficzny, przemęczenie organizmu, złamane serce i tak dalej. Po zdiagnozowaniu zostanie zaaplikowana odpowiednia dawka literatury, a dokładniej adekwatnego fragmentu "Czarodziejskiej góry" w interpretacji Przemysława Bluszcza. Pacjenci będą słuchać w pozycjach leżących, na indywidualnych zestawach odsłuchowych, pod opieką sióstr przełożonych i oglądając działające kojąco wizualizacje.

Odwołujecie się również - nierzadko z humorem i dystansem - do ważnych rocznic literackich. Mija 400 lat od śmierci Williama Szekspira. Obchodzimy też rok Sienkiewiczowski. O ile Szekspir wydaje się niezmiennie ponadczasowy, o tyle z autorem "Trylogii" mamy pewien problem. Jak dzisiaj go czytać?

Henryk Sienkiewicz to postać z jednej strony kontrowersyjna, z drugiej - szkolna, pomnikowa, uwięziona w gablotach i stereotypach. Postanowiłyśmy pomyśleć o dowcipnej, rozrywkowej atrakcji, która będzie spotkaniem z jego literaturą i prawdą o nim jako człowieku. Ważne, by zadać sobie pytanie, ile z Sienkiewicza jest w nas dzisiaj, ile o nim wiemy, a ile nam się tylko wydaje. Odstawiamy na bok kontrowersje natury politycznej czy historycznej, które są z nim związane. Patrzymy na niego jak na pisarza - myślę, że bardzo dobrego pisarza i tak popularnego, że dotąd nie doścignął go żaden autor w epoce nowych mediów.

Napisałyście na stronie Big Book Festivalu, że współczesnym Sienkiewiczem jest Elżbieta Cherezińska...

Rzeczywiście, choć w jej przypadku jeszcze nie można mówić o takim fenomenie, jaki dotyczył Sienkiewicza. Nie sądzę, by Elżbiecie Cherezińskiej ani żadnemu innemu współczesnemu autorowi Polacy zechcieli ufundować dworek w Oblęgorku w akcie wdzięczności. To zresztą też jest ciekawa rzecz - myślimy, że crowdfunding jest czymś zupełnie nowym, a taka zrzutka narodowa w celu podziękowania artyście miała miejsce już dawno temu. Cokolwiek mówić o Sienkiewiczu, jest to postać z epoki, w której pisarz był ogromnie ważną postacią dla wszystkich. Bardzo bym chciała, żebyśmy dzisiaj mieli takiego pisarza, wobec którego odczuwalibyśmy tak wielką wdzięczność.

Badania czytelnictwa przeprowadzone przez Bibliotekę Narodową wykazały, że na pytanie "Kto jest twoim ulubionym pisarzem?" Polacy wciąż najchętniej odpowiadają: Henryk Sienkiewicz. Czy to dobrze o nas świadczy?

To na pewno pokazuje coś istotnego. Słucham uważnie głosów krytycznych dotyczących tego, jak Sienkiewicz wpłynął na rozumienie polskiej tożsamości czy polskiej historii. Jest tam wiele trafnych zarzutów, zresztą prof. Ryszard Koziołek, którego zaprosiliśmy do opieki merytorycznej nad festiwalowym Teleturniejem Niewiedzy o Henryku Sienkiewiczu, przygotowuje biografię Sienkiewicza, która ukaże się nakładem wydawnictwa Czarne. Myślę, że nie będzie wyłącznie pochwalna. Ciągle pytamy, ile Sienkiewicza w nas jest, na ile wypaczył nasze widzenie samych siebie. Ale też na ile obecny jest w naszej codzienności i popkulturze, bo przecież na dobre trafił pod strzechy.

Dziś książki może nie trafiają pod strzechy, ale na przykład pod gołe niebo. Jakich wyników spodziewacie się, przygotowując w tym roku kolejne bicie rekordu w czytaniu w plenerze?

Mam nadzieję, że jak zwykle zjawi się kilkaset osób. To wydarzenie nie wymaga wielkich wysiłków organizacyjnych, a i tak powstaje fantastyczna atmosfera, jest tak miło i wesoło, że nawet przyprowadzane przez uczestników psy się nie gryzą.

Można przynieść e-booka albo gazetę?

Można przyjść z audiobookiem, e-bookiem albo bez książki i wypożyczyć jakąś na miejscu. Tym razem bicie światowego rekordu odbędzie się na wielkiej psiej polanie w parku Morskie Oko.

Myślicie o tym, żeby Big Book Festival zadomowił się w znajdującym się w Morskim Oku pałacu Szustra?

Nie zadomowimy się w pałacu Szustra, aczkolwiek jest to miejsce dla nas bardzo ważne. Jest przepiękne i zupełnie niezwykłe. Festiwalowi od początku towarzyszy potrzeba zmiany, także zmiany przestrzeni. Gościliśmy już w hotelu Bristol, na Dworcu Centralnym, w byłej fabryce przy Hożej. Chcemy wprowadzać czytelników w niezwykłe okoliczności, pokazywać Warszawę jako miejsce unikatowych spotkań, bo to nieprawda, że w stolicy wszystko kręci się wokół kariery, ambicji i pośpiechu. Jeśli festiwal ma mieć przyszłość, to musi być ona związana z przeprowadzkami, poszukiwaniem nieprzewidywalności i świeżości.

@RY1@i02/2016/106/i02.2016.106.19600070c.803.jpg@RY2@

W ubiegłym roku uczestnicy Big Book Festivalu czytali m.in. na warszawskim Pasażu Wiecha.

@RY1@i02/2016/106/i02.2016.106.19600070c.804.jpg@RY2@

AGATA GRZYBOWSKA/AGENCJA GAZETA

Rozmawiała Malwina Wapińska

Czytanie łączy

"Czytajmy Szekspira" - śpiewały kiedyś Muppety, a ich słowa najwyraźniej wzięły sobie do serca Anna Król i Paulina Wilk, pomysłodawczynie Big Book Festivalu. Z okazji 400. rocznicy śmierci autora "Hamleta" twórcy i uczestnicy festiwalu przeczytają Szekspira na nowo, zadając sobie pytanie, czy i jak jego twórczość przystaje do współczesności. Będzie też czas na ponowne przeczytanie Sienkiewicza. Czy na pewno wszystko o nim wiemy? A może zapowiadany turniej niewiedzy o autorze "Quo Vadis" okaże się przednią zabawą? Organizatorki Big Book Festivalu od kilku lat dowodzą, że czytanie nie musi być zajęciem elit. To przede wszystkim źródło radości - radości dla każdego. W czasach spadku czytelnictwa do czytania trzeba przekonywać w nieszablonowy sposób. Im bardziej oryginalne pomysły, tym lepiej bawi się publika. Czas też dowieść, że czytanie może być zajęciem masowym i społecznym. W warszawskim parku Morskie Oko po raz kolejny odbędzie się bicie rekordu w liczbie osób czytających w plenerze. Wystarczy zarejestrować się, wziąć ze sobą książkę, e-book, gazetę, a i choćby nawet instrukcję obsługi sprzętu elektronicznego. Wspólne czytanie łączy - to efekt gwarantowany.

MW

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.