Dziennik Gazeta Prawana logo

Harcerze nie chcą stać się kozłem ofiarnym tragedii

27 czerwca 2018

ZHP obawia się, że efektem licznych kontroli po nawałnicach będzie zaostrzenie przepisów, które utrudnią organizację obozów

Po nawałnicy na początku sierpnia, w czasie której w Suszku w woj. pomorskim zginęły dwie przebywające na obozie harcerki, a ponad 30 osób zostało poszkodowanych, wszystkie obozy dostały się pod lupę kontrolerów.

Obozy wszystkich chorągwi do kontroli

- To niejedna kontrola: najpierw sanepid, następnie kuratorium, potem straż pożarna. Każda z tych instytucji działała osobno - wymienia Krzysztof Budziński, zastępca naczelnika ZHP.

- Po przejściu nawałnicy skontrolowaliśmy wszystkie obozy na naszym terenie - przyznaje Małgorzata Bielang, pomorski wicekurator oświaty. I dodaje, że sprawdzane są one co roku, jednak obecnie sytuacja była szczególna, dlatego w każdej kontroli brali udział też strażacy. Dodatkowo zwracano uwagę na:

- zorganizowanie systemu łączności i informowania alarmowego - czy na bieżąco sprawdzane są komunikaty i alerty pogodowe;

- drożność dróg dojazdowych do obozu - czy może dojechać pogotowie, straż pożarna;

- czy odbyły się szkolenia o tym, jak zachować się podczas kataklizmu, czy są drogi ewakuacyjne i odpowiednie zapisy w dokumentacji obozowej.

Podobnie było nie tylko na Pomorzu, ale i w innych regionach kraju. - Prawie wszystkie nasze obozy zostały w ostatnich dniach skontrolowane. Nie były to standardowe kontrole, miały o wiele szerszy charakter. Brali w nich udział straż pożarna, przedstawiciele samorządu oraz kuratorium - mówi Paulina Gajownik, komendantka Chorągwi Stołecznej ZHP. I dodaje, że podobne informacje napływają również z innych chorągwi. Jak przyznaje, dla harcerzy to zrozumiałe, że po tragedii władze chciały wykazać, że podejmują działania sprawdzające bezpieczeństwo. Podkreśla jednak, że ZHP organizują obozy od wielu lat - chorągiew stołeczna rocznie przygotowuje wypoczynek dla niemal 6 tys. dzieci. - Każdy wyjazd jest wcześniej solidnie przygotowywany: rejestrowany w systemie prowadzonym przez MEN, zgodę wydaje straż pożarna, a jeżeli obóz współfinansuje samorząd, to również i jego przedstawiciele - twierdzi Gajownik. - Obecne kontrole nie wykazały żadnych uchybień. Były jedynie drobne sprawy, jak dyskusje dotyczące regulaminu - dodaje.

Harcerze: Nie jesteśmy amatorami

Harcerze boją się, że kolejnym krokiem po kontrolach może być bardziej restrykcyjne podejście do organizacji obozów w kolejnych latach. Już dzisiejsze prawo, np. regulacje sanitarne, powoduje, że organizacja leśnych obozów bez dostępu do bieżącej wody, podczas których harcerze sami budują prycze, stoi pod znakiem zapytania. - Liczylibyśmy, że efektem nieszczęśliwego zdarzenia nie będzie zaostrzenie przepisów czy bardziej rygorystyczne patrzenie na organizację obozów, ale wykorzystanie danych, które ma administracja i kontakt z nami w celu stworzenia skutecznego systemu powiadomienia o niebezpiecznych zdarzeniach - podkreśla Krzysztof Budziński.

Z tymi obawami przedstawiciele różnych organizacji harcerskich zgłosili się do Kancelarii Prezydenta. - Jedną z reakcji jest zaniepokojenie, że może się ugruntować przekonanie, iż harcerze byli winni, że doszło do tragedii - mówi minister w Kancelarii Prezydenta Wojciech Kolarski.

We wrześniu kancelaria chce zorganizować spotkanie z harcerzami w tej sprawie, by rozproszyć ich obawy i zastanowić się nad wyciągnięciem racjonalnych wniosków z tragedii. Tak, by harcerze nie stali się kozłem ofiarnym tragicznej sytuacji.

@RY1@i02/2017/162/i02.2017.162.000000300.101(c).jpg@RY2@

fot. Piotr Hukało/Dziennik Bałtycki/Polska Press/East News

Podczas wichury w Suszku zginęły dwie harcerki

Grzegorz Osiecki

Klara Klinger

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.