Dziennik Gazeta Prawana logo

Chleb nasz powszedni, zmarnowany

27 czerwca 2018

Marnujemy, wyrzucamy, spuszczamy w klozecie. Kupujemy tanio i dużo, co równa się tonom wyrzucanego jedzenia, które w przeciwieństwie do ciuchów z sieciówki nie podlega recyklingowi

Nie cierpimy brzydoty, nawet jeśli dotyczy jedynie kostropatych marchewek i nieforemnych jabłek. Błyszczące, idealnie wykształcone, równo zabarwione. Koniecznie ułożone symetrycznie. Z ogonkami do góry. W idealnej harmonii z sąsiednimi skrzynkami. Tak, te jabłka sprzedadzą się na pewno. Nieco bardziej pokraczne, z plamkami i brzydkim odcieniem czerwieni lądują w skrzynce na odpady. Każdego dnia Grzesiek razem z innymi pracownikami jednego z warszawskich supermarketów zbiera kilkanaście takich skrzynek samych jabłek. Bo chociaż producenci i hodowcy dobrze wiedzą, co mają przywozić, w każdej dostawie znajdą się brzydkie produkty. Większość prosto ze skrzynki trafi do śmieci. W dużych sklepach nie ma miejsca na brzydotę, chyba że okraszoną certyfikatami i cenami trzy razy wyższymi niż standardowe. Eko tłumaczy brzydotę. Nawet jeśli jest tylko nalepką. - Większość owoców, które musimy wyrzucać, naprawdę nadaje się do spożycia. Wystarczyłoby tylko obniżyć cenę, wielu na pewno z chęcią by sobie takie jabłka czy ogórki kupiło - uważa Grzesiek. - Ale nie, lepiej wyrzucać. Szlag czasem człowieka trafia, ale gdybym chciał komuś te owoce podarować, straciłbym pracę. Co kilka miesięcy mamy na hali charytatywne zbiórki żywności. Zamiast organizować zbiórki, wystarczyłoby przekazywać te produkty potrzebującym. One wciąż nadają się do spożycia.

Pozostało 91% treści
Nie pozwól, by umknęło Ci to, co najważniejsze.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.

Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.