Pocztowcy zaostrzą protest po niedzielnych wyborach
Pracownicy znowu założyli żółte kamizelki, bo nie doczekali się podwyżek
fot. Jacek Turczyk/PAP
Koszty wynagrodzeń stanowią ok. 70 proc. budżetu spółki
Od 20 dni związkowcy z Poczty Polskiej nie wychodzą z sali, w której próbowali z kierownictwem firmy wynegocjować podwyżki. Rozmowy w tej sprawie zaczęły się na początku roku. W ramach sporów zbiorowych z największymi organizacjami odbyło się do tej pory siedem spotkań. Porozumienia nadal nie ma.
Związkowcy chcą, by każdy pracownik otrzymał 400 zł więcej wynagrodzenia zasadniczego – licząc od czerwca br. Poczta wyliczyła, że taka podwyżka oznacza wzrost kosztów o 287 mln zł w br. i prawie 530 mln zł w przyszłym roku – spółka zatrudnia ponad 80 tys. osób. Najnowsza oferta pracodawcy, złożona we wrześniu, opiewa na kwotę 70 mln zł i nie gwarantuje załodze stałej podwyżki, lecz jednorazowe dodatkowe wypłaty: 350 zł w listopadzie i 400 zł w grudniu br. Żaden z reprezentatywnych związków działających w spółce – ani NSZZ „Solidarność” Pracowników Poczty Polskiej, ani Związek Zawodowy Pracowników Poczty – nie przystał na tę propozycję. Stąd przerwa w mediacjach i trwająca od 19 września okupacja sali.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.