Wehikuł czasu przewodniczącego Tuska
R ola zbawcy polskiej demokracji, jaką przewodniczącemu Donaldowi Tuskowi przypisują wyborcy i niemała część opozycyjnych liderów opinii, nie jest jedyną, jaką pełni dziś były premier. Bo Donald Tusk – proszę tę złośliwość wybaczyć – działa dziś również jak operator najtańszego wehikułu czasu, jaki można sobie wyobrazić. Nie potrzeba do jego uruchomienia żadnej zaawansowanej technologii i trików rodem z filmu science fiction. Wystarczy, że ekspremier się gdzieś publicznie pojawi i już nasza debata publiczna wraca do przeszłości. Zaledwie od lipca, kiedy były przewodniczący Rady Europejskiej wrócił w pełnym wymiarze do polskiej polityki, przy co najmniej trzech różnych okazjach cofaliśmy wskazówki zegara i wertowaliśmy kalendarz wstecz.
Gdy Tusk wrócił do polityki w wakacje, zaczął swój tour de force od nazwania PiS-u złem ostatecznym – spór dwóch partii polskiego prawicowego duopolu odmalował zaś w kategoriach starcia eschatologicznej wręcz miary. „Dziś zło rządzi w Polsce, a my wychodzimy bić się z tym złem” – mówił. Jarosława Kaczyńskiego wzywał zaś do „wyjścia z jaskini” i „stanięcia twarzą w twarz”. Choć więc PO od lat powtarza, że nie jest tylko anty-PiS-em, zafundowano nam powrót do kampanii z 2007 r. Wtedy także gra toczyła się rzekomo o odsunięcie od władzy sił zła i personalny pojedynek jeden na jeden dwóch liderów swoich obozów – Tuska i Kaczyńskiego. Dla liczącej już kilkanaście milionów osób grupy Polaków, którzy tak naprawdę nie pamiętają żadnego innego podziału politycznego niż PO-PiS, było to jak niekoniecznie przyjemne zbiorowe déjà vu.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.