Dziennik Gazeta Prawana logo

Cień Kwaśniewskiego, czyli fałszywy prezydencki bonus

18 czerwca 2020

B e z względu na to, czy ktoś głosuje na lewicę, prawicę czy centrum, gdzieś z tyłu głowy ma wdrukowane, że urzędująca głowa państwa dostaje w kampanii rodzaj prezydenckiego bonusa. Może rywalizacja nie będzie dla niej spacerkiem, ale na pewno jej przewaga od początku będzie duża.

W 2000 r. Kwaśniewski wygrał wybory w pierwszej turze, a żaden z jego poważniejszych kontrkandydatów – Andrzej Olechowski czy Marian Krzaklewski – nie przekroczył 20 proc. poparcia. Przewaga związana ze sprawowanym stanowiskiem wpływała nawet na to, jak wyborcy postrzegali wygląd i kwalifikacje prezydenta. Jeden ze sztabowców Olechowskiego opowiadał kiedyś o szoku, jaki przeżył, gdy zapoznał się z wynikami badań dotyczących wizerunku poszczególnych kandydatów. – Okazało się, że w oczach Polaków Kwaśniewski był wyższy i lepiej wykształcony niż Olechowski – wspominał. Warto przypomnieć, że i Olechowski, i Krzaklewski mieli doktoraty, a Kwaśniewski nie skończył studiów. Były prezydent ma też nieco ponad 170 cm wzrostu, podczas gdy Olechowski mierzy niemal dwa metry.

Od tamtej kampanii wielu wydawało się, że wystarczy zostać prezydentem, a druga kadencja jest w zasadzie w kieszeni. Dlatego takim wstrząsem okazał się wyścig prezydencki w 2015 r., gdy Bronisław Komorowski poniósł porażkę. Nieoczekiwanie zrealizował się scenariusz, o którym mówił Adam Michnik. Gdy wydawało się, że Komorowski ma pewną wygraną w pierwszej turze, Michnik stwierdził, że musiałby przejechać zakonnicę w ciąży na pasach, by przegrać. Ale mimo wszystko przypadek ten wydawał się odstępstwem od reguły – na to zresztą liczył PiS. Partia uważała, że trudniej będzie zdobyć samodzielną większość w wyborach parlamentarnych niż zwyciężyć w wyborach prezydenckich.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.