Takie to święto demokracji
Politycy jeszcze z nami nie skończyli. Musimy się przygotować na dalszą zabawę w kotka i myszkę w sprawie wyborów prezydenta Rzeczypospolitej
Udział w wyborach był dla mnie zawsze świętem. Niezależnie od tego, czy miałem na kogo głosować, czy wybierałem „mniejsze zło”, jak zwykliśmy mówić o sytuacji, kiedy głosuje się nie za kimś, a raczej przeciw komuś. A teraz? W tych dniach cierpię po wielokroć. Jako obywatel państwa, którym się bawią politycy – i państwem, i obywatelem się bawią, człowiek zaangażowany emocjonalnie w sprawy publiczne. Jako ojciec, który stara się tłumaczyć te absurdy swoim dzieciom i coraz trudniej przychodzi mu wyjaśnianie, że warto się angażować w sprawy publiczne. Wreszcie jako prawnik, bo prawem, w tym wyborczym, się obecnie pomiata.
O wyborach zatem słów kilka, w tym garść wspomnień osobistych, które są przecież udziałem części mojego pokolenia obecnych 40–50-latków – pokolenia przełomu, osób, które dorastały w PRL-u, ale w życie dorosłe wchodziły już w demokratycznym państwie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.