Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Pożyteczni idioci, dostawcy pizzy, opieratiwnaja sjomka Łukaszenki i realne niebezpieczeństwa dla państwa

23 sierpnia 2021
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

O p ieratiwnaja sjomka to w swobodnym tłumaczeniu kamera czy też nagrywanie operacyjne – praktyka polegająca na uwiecznianiu przez służby specjalne Rosji lub Białorusi wydarzeń, które mogą posłużyć w przyszłości jako materiał kompromitujący (kompromat) lub dowód w sądzie. Opieratiwnają sjomkę wysyła się na protesty, by filmować twarze uczestników. Instaluje się ją w pomieszczeniu, w którym odbywa się spotkanie opozycjonistów. Wysyła na improwizowaną konferencję prasową polityka, który wyszedł właśnie z przesłuchania w Komitecie Śledczym. Korzysta z niej również Państwowy Komitet Pograniczny Republiki Białorusi (PKPRB) – elitarna służba specjalna, która odgrywa obecnie kluczową rolę w kryzysie z udziałem przybyszów z Bliskiego Wschodu i Azji. Dobrym obyczajem w prasie było niekorzystanie z tego typu materiałów. Przede wszystkim dlatego, że nagrania sporządzone przez instytucje takie jak KGB, FSB, PKPRB czy Komitet Śledczy Republiki Białorusi służą przede wszystkim do realizacji zadań tych instytucji, a nie do ustalania prawdy. W ubiegły czwartek jedna z prywatnych, polskich telewizji w głównym wydaniu serwisu informacyjnego bez żenady skorzystała jednak z doniesień PKPRB, aby uderzyć w polską Straż Graniczną. Do potwierdzenia narracji o tym, że funkcjonariusze łamią prawo, posłużyły „setki” wyprodukowane przez instytucję, w której przez wiele lat karierę robił kapitan Wiktar Łukaszenka, syn dyktatora i jego prawa ręka w kwestiach bezpieczeństwa. Syn prezydenta musi mieć niezły ubaw, gdy ogląda sceny z polskiej granicy. To ludzie tacy jak on zaprojektowali „operację uchodźca” i zbudowali biura turystyczne kontrolowane przez KGB, które za pieniądze sprowadzają ludzi z Iraku, Jemenu czy Afganistanu. Właśnie tacy jak kapitan Łukaszenka otworzyli na Telegramie kanały i obiecali obcokrajowcom świetlaną przyszłość w Unii Europejskiej. To w końcu oni zorganizowali most powietrzny z Bagdadu do Mińska floty boeingów 777, którymi dostarczano przybyszów, których stać było na udział w tej maskaradzie. W trwającym właśnie festiwalu odkrywania zbrodni, których dopuszcza się polska Straż Graniczna i wojsko nie znajdziemy jednak tych informacji. Na pierwszym planie jest zły los biednych ludzi i bohaterska dostawa kilku pizz przez posłów polskiego Sejmu.

W sporze o granicę wszystko zostało postawione na głowie. Głównym obiektem zainteresowania nie jest przyczyna – reżim, który wyreżyserował kryzys migracyjny – tylko skutek: nieporadna reakcja Straży Granicznej wobec tego, że blisko Polski pojawili się przysłani przez wrogie państwo ludzie. Rozporządzenie wiceszefa MSWiA Macieja Wąsika zaostrzające zasady na granicy okrzyknięto próbą ominięcia prawa międzynarodowego. A ogłosili to ci sami eksperci, którzy w kryzysie migracyjnym z 2015 r. łamanie przez Angelę Merkel konwencji dublińskiej widzieli jako vis maior a nie delikt.

Efektem tego wszystkie są absurdy w postaci godnych pożałowania wypowiedzi Władysława Frasyniuka i tanie opowieści dostarczycieli pizzy w śnieżnobiałych koszulach, którzy pojutrze zapomną, jak nazywa się przygraniczna miejscowość, w której urządzili show. Niemądre są również porównania Straży Granicznej do SS czy SB (swoją drogą wspaniały synkretyzm), a jeszcze mniej rozsądne donoszenie za to do prokuratury.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.