Prosta recepta na powyborczy chaos
W pr owadzamy poprawkę, która dopuści wybory internetowe – mówiła w TVN24 Izabela Leszczyna z PO. Pomysł jest jeszcze gorszy niż lansowane przez obóz rządzący przestawienie w ciągu kilku tygodni całego systemu na wybory korespondencyjne.
Jednym z banalnych określeń na wybory jest „święto demokracji”. Kryje się za nim jednak pewien sens. Nie ma ważniejszego wydarzenia w kalendarzu politycznym państwa niż dzień wyboru jego władz. Nie może więc ono pozostawiać żadnej stronie powodów do uzasadnionych podejrzeń. Przy wysokiej temperaturze sporu w Polsce lepiej nie myśleć, co by się stało, gdyby doszło do powtórki z Austrii z 2016 r., gdzie liczba nieprawidłowości była tak duża, że trzeba było powtórzyć II turę wyborów prezydenckich.
Wprowadzenie głosowania internetowego w Polsce to droga do chaosu. Niezależnie od tego, czy wybory odbyłyby się w maju, czy – po wprowadzeniu stanu nadzwyczajnego – jesienią. Zorganizowanie głosowania online to zupełnie inna skala wyzwań niż np. bankowość internetowa. Oprogramowanie musi jednocześnie zapewniać tajność głosowania i uniemożliwiać jednej osobie oddanie kilku głosów. Bank wie, że w piątek wydaliśmy 50 zł w sklepie monopolowym. PKW nie może wiedzieć, na kogo głosowaliśmy, a zarazem w czasie rzeczywistym musi wiedzieć, czy głosowaliśmy. To wystarczająco trudne, a jeszcze nie dotarliśmy do najważniejszego wymogu, jakim jest odporność na ingerencje.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.