Minister nie pierwszego sortu
M ożna zrozumieć, że MEN nie spieszyło się z ogłoszeniem decyzji w sprawie matur, choć powiedzonko „kto szybko daje, ten dwa razy daje” znalazłoby i w tej kwestii zastosowanie. Ale nie można przejść do porządku dziennego nad zamykaniem się władz resortu w wieży z kości słoniowej. Minister edukacji Dariusz Piontkowski sam głowił się nad sposobem rozstrzygnięcia zawiłego problemu: bo jak tu zjeść ciastko i mieć ciastko? Jak zrobić matury „normalne”, których wyniki będą porównywalne z egzaminami z poprzednich lat (to jest istotą procesu rekrutacji na studia), a jednak nie zrobić ich w normalnym czasie ze względu na koronawirusa?
W Polsce mamy niemało liderów oświaty działających w stowarzyszeniach środowiskowych, wybitnych dyrektorów liceów i techników, zaangażowanych i mądrych nauczycieli. Kto lepiej od nich rozwiązałby maturalny węzeł? Jak to możliwe, że w tym trudnym czasie MEN ich nie wezwało i nie przekształciło tego grona w stały organ decyzyjny? Jakiego rodzaju diabeł podpowiada pyszałkom z MEN samotność wobec problemu, który, aż za bardzo nawet, jest wspólny? Mamy ludzi, którzy potrafiliby przygotować najlepsze z dostępnych rozwiązań, oraz resort, który mógłby koordynować ich pracę. Niestety…
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.