Lewica głosuje jak rząd. Dobra wróżba dla ratyfikacji
Niektórym stolicom nie uda się w terminie wysłać do Brukseli planów odbudowy, ale problemu nie będzie
Aby z planu wsparcia europejskich gospodarek do krajów członkowskich popłynęły pieniądze, muszą wydarzyć się trzy rzeczy. Po pierwsze, stolice muszą przedstawić swoje krajowe plany odbudowy i uzyskać ich akceptację. Po drugie, ratyfikowana musi zostać decyzja o podniesieniu pułapu zasobów własnych UE. Po trzecie, z taką gwarancją Komisja Europejska musi zaciągnąć dług na rynku finansowym. Ze zrealizowaniem trzeciego punktu problem będzie najmniejszy, bo Bruksela w zeszłym tygodniu pokazała szczegółowy plan, jak zamierza to zrobić. Zgodnie z nim do 2026 r. wyemitowane zostanie zadłużenie o wartości ponad 800 mld euro w cenach bieżących. Rocznie średnio wolumen pożyczek ma wynosić 150 mld euro, co sprawi, że Unia stanie się jednym z największych emitentów długu w euro. Pożyczki mają zostać spłacone do 2058 r. z dochodów własnych, a więc europejskich podatków, których ustanowienie nie jest jednak jeszcze przesądzone. W tej sprawie głos decydujący będą mieć stolice, a te na razie są zajęte ratyfikacją i pisaniem planów odbudowy.
Zgodnie z rozporządzeniem kraje członkowskie, co do zasady, przedstawiają swoje plany odbudowy do 30 kwietnia i „mogą to uczynić w postaci jednego zintegrowanego dokumentu wraz z ich krajowym programem reform”. Okazuje się jednak, że co najmniej kilka stolic zaliczy poślizg. Wśród nich są Holandia i Finlandia, które już wcześniej sygnalizowały problemy „natury politycznej”. Mogą dołączyć do nich Włochy, największy beneficjent funduszu, który ma otrzymać 200 mld euro wsparcia. Włoski szkic nie spodobał się Brukseli i teraz Rzym musi przepisać dokument zgodnie ze wskazówkami. Najwcześniej będzie on gotowy w połowie maja, ale sprawa może się przedłużyć.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.