Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Drogi Święty Mikołaju

Drogi Święty Mikołaju
Fot. Leonid Ikan/Shutterstock
22 grudnia 2023
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

W chwili gdy zaczynam pisać do Ciebie ten list, dwutygodniowy premier wygłasza exposé. Gdy go skończę, jego następca będzie już wybrany. A gdy Ty będziesz czytać mój list, powinniśmy już mieć nowy rząd. Wszystko dzieje się tak szybko, że trudno mi sformułować listę życzeń, która w święta będzie wciąż aktualna. A dzieją się rzeczy tyleż nietuzinkowe, co efemeryczne – tak jakby cała klasa polityczna, ale i społeczeństwo cierpiały na zbiorowe ADHD.

Jeszcze kilka tygodni temu priorytetową sprawą było odblokowanie pieniędzy z Krajowego Programu Odbudowy i zrealizowanie w tym celu tzw. kamieni milowych w obszarze sądownictwa. Politycy zapowiadali, że na pierwszym posiedzeniu zostaną złożone uchwały odwołujące z Trybunału Konstytucyjnego sędziów dublerów, a z Krajowej Rady Sądownictwa neosędziów. Ale jak przyszło co do czego, to wyszło, że najpilniejszą sprawą jest budowa wiatraków. Te, jak wiadomo, aż wysypują się ze sklepów i hurtowni, a Polacy uskładali ich tyle w piwnicach i na pawlaczach, że trzeba im jak najszybciej pozwolić je poustawiać gdzie popadnie. Inaczej nie doklejano by przecież regulacji wiatrakowych do projektu ustawy o zamrożeniu cen prądu.

Gdy zrobił się szum (bynajmniej nie z napędzanych śmigłami turbin), okazało się, że na uporządkowanie tej kwestii jest jeszcze czas. I tak to się kręci na tej parlamentarnej karuzeli, którą naród zaczął odkrywać na nowo. Na obrady Sejmu jest taki hype, że jego youtube’owy kanał bije rekordy popularności. Ba, gdy stało się jasne, że szumnie zapowiadany blockbuster – „Napoleon” Ridley’a Scotta – jest tak nudny, iż widzowie na nim przysypiają, jedno z warszawskich kin postanowiło wyświetlać obrady izby niższej, podczas których jeden rząd upada, a powstaje drugi. Chętnych do skorzystania z oferty nie brakowało. W tej samej sali, w której jeszcze chwilę wcześniej fani kina zajadali się popcornem, oglądając zgilotynowanie Marii Antoniny, można było robić to samo, tyle że w roli tego, który został (symbolicznie) ścięty wyrokiem większości, wystąpił Matusz Morawiecki. I to przy większej frekwencji niż na „Napoleonie”.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.