Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Nie drażnić, murować bramkę

8 grudnia 2023
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Przepisy wiatrakowe, w tej pierwotnej wersji, krytykowanej teraz gorąco przez jej autorów (?), zawierały przepisy niezbędne do tego, żeby cała Polska pokryła się farmami wiatrowymi. Bo chodziło w nich o to, aby trudno było blokować zbudowanie wiatraka. Wycofywanie się z tych zapisów wraz z (kłamliwymi) tłumaczeniami, że właściwie to wcale te zapisy nie brzmiały tak, jak brzmiały, spowoduje, że zakładanie farm prądodajnych wiatraczków będzie łatwiejsze niż w ostatnich latach, ale nie będzie łatwe.

Dziennikarscy doradcy koalicji już-prawie-rządowej ruszyli do dobrych rad. W bardzo elegancki sposób wyraziła niektóre z nich Krystyna Naszkowska w „Gazecie Wyborczej” – w koalicji zawiodła komunikacja ze społeczeństwem. A przecież, jak wiadomo, w 2015 r. PO przegrała wybory, bo w ostatnich latach rządów partia ta uważała, że wszystko się jej uda, i o komunikację dbała mało – jak słusznie przypomina Naszkowska, wieś po dziś dzień powtarza, że Platforma chciała, byśmy pracowali do śmierci… Działacze PiS jeździli w tym czasie po powiatach i słuchali ludzi, przy okazji obiecując zmianę nie tylko w postawie słuchania, lecz także wydawania pieniędzy państwa, by żyło się lepiej wszystkim (wiem, slogan PO-wski, ale wykonanie, jak mieliśmy okazję doświadczać, PiS-owskie).

Z wiatrakami jest tak, że właściwie Polacy są „za”, byle tylko machały sobie tymi łopatami gdzieś daleko. Nie koło mojego domu. Wniosek chyba prosty – nie należy straszyć elektoratu, zwłaszcza wiejskiego, i tak czującego miętę do PiS, a nie Polski 2050 czy Platformy. A pierwsze, co zrobiła już-prawie-rządowa-koalicja, to nastraszyła projektem ustawy.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.