A może choćby taki cud
Warto słuchać porannych przeglądów prasy. Słucham w ostatni czwartek omówienia Karoliny Lewickiej w TOK FM i od razu mam korzyść: dowiaduję się, że w „Gazecie Wyborczej” opublikowano tekst o metaforach używanych w komentowaniu politycznych sporów.
A zatem pobiegłem do kiosku kupić gazety (stara szkoła), czytam artykuł Joanny Jurewicz – uwaga, z rosnącym zainteresowaniem i do końca, a krótki nie był. Nie spojlerując: jeżeli zrównujemy w głowach polityczne konflikty z wojną, to kopiemy demokracji tak głęboki dołek, że wszyscy się tam zmieścimy. Nie jest jednak alternatywą infantylizowanie konfliktów – ot, ucieramy z białka i żółtka kogel-mogel i problem z głowy – a kto podważa utarte stanowisko, ten jest kłótnikiem. „Przypomina to marzenie dziecka, by rodzice nigdy się nie kłócili” – ocenia Jurewicz.
Uczciwość każe dodać, że Jurewicz rozważania o sporach i metaforach wyraźnie kieruje w stronę polityków obecnej większości sejmowej. Od czegóż jednak czytelnik – czyż nie od tego, aby teksty rozumieć, jak chce? Ja np. mam po dziurki w nosie metafor na temat „wojny PiS z demokracją” i metafor Ruchu Oporu przeciwko dyktaturze. Trzeba po PiS naprawiać, a nie zatykać flagi powstańcze na zdobytych (?) instytucjach, bo – to oczywiste – nie było powstania.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.