Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Debata potrzebna od zaraz

9 października 2023
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

O d Lincolna i Douglasa, przez Nixona i Kennedy’ego po Michnika, Tuska i Kaczyńskiego aż do Zandberga przeciw reszcie świata… każda generacja pamięta najważniejsze debaty polityczne swoich czasów i związane z nimi mity. A to, że jeden kandydat się pocił, a to, że inny za często spoglądał w notatki albo patrzył nie w tę kamerę ‒ i przegrał. Dzięki temu interpretujemy wyniki wyborów jako rezultat jednego potknięcia i tworzymy legendy powtarzane później przez pokolenia. Lubimy też debaty, bo to formuła, dzięki której polityka zbliża się najbardziej do sportu ‒ polityczni kibice mogą rozsiąść się wygodnie w fotelach, trzymać kciuki i liczyć punkty w opartej na czyteln ych zasadach rozgrywce. Wreszcie: debaty pozwalają nam raz na jakiś czas ożywić nadzieję, że słowa zmieniają rzeczywistość, a wolny rynek idei choć czasem jest czymś więcej niż sloganem z czytanki.

To więc warte odnotowania, że ostatnia dekada, która przyniosła rewolucyjny rozwój komunikacji online i bezprecedensowo zdemokratyzowała udział w dyskusji, nie dała nam chyba żadnej doniosłej debaty między politykami. Warte odnotowania, choć wcale nie dziwne. Platformy cyfrowe pomogły zamknąć się w bańkach własnych poglądów. Media w dużej części wybrały tożsamość ponad dystans. Wojny kulturowe nie tylko pozwalają różnym stronom politycznego sporu niszczyć się nawzajem, lecz także mordują pluralizm. Kultura masowa uczy nas, że z innymi poglądami nie można debatować, tylko należy od nich uciekać, penalizować je lub poddawać cenzurze. Tryumf najkrótszych form komunikacji ‒ tweet, rolka, short czy tiktok ‒ utrudnia rozwinięcie argumentów i wyklucza niuans. Czy może więc naprawdę dziwić, że w tych warunkach trudno o poważne i ożywcze debaty?

Debaty Clinton z Trumpem z 2016 r. zostały zapamiętane już tylko z ich wulgarności i głupoty. Debaty Bidena z Trumpem nie zapadły w pamięć już wcale, a w całym cyklu wyborczym kandydaci zderzyli się poglądami w tym formacie zaledwie dwa razy. To i tak więcej niż w tym samym czasie w Polsce. U nas debaty były również dwie, ale na obydwu kandydaci spierali się z pustym krzesłem, bo oponent nie przyszedł. W amerykańskiej kampanii 2024 r., która już trwa, Trump bojkotuje debaty Partii Republikańskiej. Zaś obóz Bidena w ogóle nie chce, by odbywały się demokratyczne prawybory i prezydent miał jakichś konkurentów. Choć przecież obiecywał, że kandyduje na jedną kadencję. Wszystko to daje dobry obraz polaryzacji i niechęci do dyskusji, tak charakterystyczny dla dzisiejszych czasów.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.