I szlag to wszystko trafił
J est wielu pisowców, by tak rzec, zaciekłych i nienasyconych, ale jest i wielu, którzy podchodzą do rządzącej prawicy jak młody Bill Clinton do marihuany (na pewno pamiętacie – palił, ale się nie zaciągał).
Nawet wśród nominatów władzy wielu specjalnie się tej władzy nie wysługuje, tylko robi swoje, a ewentualne ukłony w stronę mocodawców rozgrzesza w sumieniu, bo każdy nominat jakoś się zwyczajowo odwzajemnia promotorom i tak w sumie... Przykład sędziów z puli 3 tys. „neosędziów” jest wymowny – czy Polskę zalały wyroki sprzyjające partii rządzącej? Jest trochę sędziów, dyrektorów, redaktorów, prezesów i doradców, którzy, uczciwszy uszy, upaprali się, ale o większości nowych da się powiedzieć tylko tyle, że nad łóżkiem powiesili sobie portret Clintona.
I wydawało się, że ci mało upaprani mają w obozie rządzącym patrona, który po ewentualnej utracie przez PiS władzy przeprowadzi ich przez trudny okres rozliczeń i weryfikacji – Andrzeja Dudę. Było nie było, ten w 2015 r. gorliwy człowiek prezesa w ostatnich latach zyskał pozycję samodzielną, na jego decyzje czekało się z autentycznym zainteresowaniem. Chciałoby się rzec, że chociaż widywano go z papierosem w ustach, to jednak przestał się zaciągać. Jak będzie po ewentualnie przegranych wyborach parlamentarnych? Ano tak będzie, że ja, Duda, będę – popularny w narodzie, wstrzemięźliwie popierający PiS, okazjonalnie broniący demokracji, jak w sprawie „reformy” regionalnych izb obrachunkowych czy walki z TVN...
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.