Elektorat chciał igrzysk. Ale chyba nie takich
Z apowiadałem w czasie kampanii, że chcemy naprawić Polskę po rządach PiS. I pierwszym krokiem musi być rozliczenie – mówił w listopadzie lider Platformy Donald Tusk, ogłaszając, że w Sejmie powstaną komisje śledcze w sprawie wyborów kopertowych, afery wizowej i Pegasusa. „Rozliczenie rządów PiS” stanowiło także osobny dział na liście 100 konkretów. W „uśmiechniętej Polsce” przed prokuratorem, sądem i Trybunałem Stanu stanąć miało co najmniej kilkadziesiąt osób. I choć 100 dni rządów mija w piątek, znaczna część tych obietnic to wciąż melodia przyszłości.
Stan gry wygląda następująco: w Sejmie działają trzy komisje, które co kilka dni przesłuchują kolejnych polityków Prawa i Sprawiedliwości oraz urzędników pracujących w ostatnich latach dla polskiego rządu. Brzmi interesująco. Zaciekawiony widz, który przez ostatnie lata słyszał o „największych aferach” rządu PiS, mógłby naszykować sobie dobre przekąski i usiąść przed telewizorem, aby oglądać, jak nieustępliwi śledczy rozwiązują zawiłe polityczne zagadki i dociskają podenerwowanych świadków.
Problem w tym, że zamiast wielowątkowego śledztwa publiczność dostaje tanią brazylijską telenowelę, która ciągnie się przez cały dzień. Reżyserzy – w tym wypadku przewodniczący komisji – podczas przesłuchań nawet nie starają się kreować na bezstronnych arbitrów. Standardem stało się komentowanie wypowiedzi świadka, przedwczesne ferowanie wyroków, wdawanie się w bezzasadne dyskusje czy przerywanie wypowiedzi po kilku sekundach.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.