Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Wezmą nas na talerz

1 marca 2024
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Mimo wszystkich wysiłków indywidualnych i zbiorowych wciąż możemy podzielić media, portale, instytucje edukacyjne, media społecznościowe oraz internetowy ściek na księstwa, którymi rządzą Wyznawcy, i księstwa, którymi rządzą Normalni Ludzie. Normalności warto bronić. Tak np. udało się (chyba) uratować przed czystką redaktora publicznego Radia dla Ciebie, które w czasach pisowskich najbardziej przypominało radio normalnych ludzi, w dużej mierze dzięki wzorowo prowadzonym przez Grzegorza Chlastę dyskusjom komentatorów z różnych baniek internetowych.

Nie ma się co łudzić – żyjemy pośród ludzi co do zasady dygoczących z oburzenia i pragnących cenzury. Takiej prawdziwej, skutecznej i – uwaga, to nowość naszej epoki – jakby nieistniejącej. Bo najlepsza cenzura jest wtedy, kiedy jej nie ma, a jednak jest. Kiedy nie jest urzędem, lecz nieformalnym ruchem społecznym, osiągającym wspaniały cenzorski efekt: dobro jest w przestrzeni publicznej obecne, a niedobro zostało wyłapane i zutylizowane. Nie jesteśmy już daleko od spełnienia tych marzeń, głownie dzięki aktywnym internautom – przy czym, jak można sądzić z ostatnich doniesień medialnych na temat PO, niektórzy z nich zdołali sprofesjonalizować swoją działalność (gratulacje). Zbiorowa cenzura wymaga, rzecz jasna, liderów (są), środków (są) i dominacji w mediach, sieciach społecznościowych, ośrodkach kultury i edukacji – i tego nie ma, cholercia.

Zjawisko społecznej cenzury różnych wściekłych towarzyszy całemu Zachodowi. W Polsce zaskakuje to, że ujednolicenie dozwolonych opinii, wymarzone przez sinych z wściekłości rycerzy, tak często dotyczy sfery przekonań politycznych. Wbrew długiej tradycji walki o wolność i pluralizm staje się powszechnie akceptowane, by domagać się zamknięcia ust PiS-owi, konserwatyzmowi, symetryzmowi, mainstreamowi, tuskowcom (to ostatnie, rzecz jasna, dopiero po kolejnej zmianie) itd. Wzięty internauta wzywa do „oczyszczenia mediów”, bo w innym wypadku „wróci PiS!”, czym daje wyraz infantylnemu przekonaniu, że ujednolicenie przekazu mediów zagwarantuje wieczne panowanie słusznej partii. Czyszczenie mediów publicznych już się zresztą odbywa, ze szkodą, a nie z pożytkiem dla polskiej polityki, ale ambicje wściekłych są znacznie większe – w ogóle niedobro ma się nie pojawiać i będzie dobrze.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.