Jazda po – tak. Ale niezbyt szybka
Ukształtowany zostałem w przekonaniu, że więcej można przemycić wartościowych mniemań w masce błazna niż w masce mędrca – i dziwię się nawet, że dzyń, dzyń dzwoneczków na czapce nęci tak niewielu. Kiedy zaproponuję program dla nowej (?) telewizji publicznej: „Jazda na Tuska!”, to wielu z państwa pomyśli, że żartuję, nawet niesmacznie. Wszelako byłoby OK, gdyby telewizja publiczna wnikliwie cisnęła premiera. Zwłaszcza że jest to polityk dobrze znany, chętnie dzielący się swoimi refleksjami o innych politykach, ba, zaangażowany w media społecznościowe. Na dodatek polityk kochany przez dużą część polskiego elektoratu i bardzo nielubiany przez także bardzo dużą (wspaniale!).
Ta nielubiąca premiera Polska w popłochu ucieka do Telewizji Republika. Zatem...? Nie ma żadnego powodu, by publicystyczne ciśnięcie urzędującego premiera było chamskim mieleniem jęzorem. Prowadzący program niech warczą na Tuska, ale wtedy, kiedy zaproszony gość jest tuskowcem, bo kiedy akurat ciśnie Ryszard Terlecki, wtedy Tuska się broni. To abecadło. Programy deklarujące się jako jednoznaczne mogą też szukać prawdy. A najważniejsze, by po prostu były czymś, co daje więcej niż gadające głowy.
Zostawiam państwa inteligencji rozstrzygnięcie, czy poniższa scenka jest prawdziwa, czy wyimaginowana.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.