Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Kto chce wyjaśnić aferę Pegasusa

30 września 2025
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

P anie Ziobro, tutaj jest segregator, tutaj są pytania, dokumenty, oczywiście te jawne notatki do pana. I ani Święczkowski, który kombinował przez ostatni tydzień, żeby pana nie zatrzymywać i nie doprowadzać... ani Kaczyński, Morawiecki, Nawrocki, Duda panu nie pomogą – grzmiał w mediach społecznościowych Tomasz Trela, wiceszef sejmowej komisji śledczej ds. Pegasusa z Nowej Lewicy, prezentując przepastny plik dokumentów. Całość brzmiała doniośle i idealnie pasowała do – stylizowanego na Jamesa Bonda – czarno-białego zdjęcia profilowego parlamentarzysty.

Problem w tym, że historia działającej już od ponad półtora roku komisji niewiele ma wspólnego z przygodami agenta Jej Królewskiej Mości. Momentami bardziej przypomina za to kolejną część z serii „Głupi i głupszy”. Poniedziałkowe przesłuchanie Zbigniewa Ziobry było już dziewiątą próbą odebrania od niego zeznań. Z ośmiu wcześniejszych były minister sprawiedliwości wychodził zwycięsko, ośmieszając przy tym organy państwa, jak również samych posłów Koalicji 15 Października.

Czy wczoraj było inaczej? Ziobro został co prawda doprowadzony przed komisję, ale członkowie tego organu zrobili wiele, żeby samodzielnie zdyskredytować obrady. Przewodnicząca Magdalena Sroka zaczęła posiedzenie od emisji fragmentów archiwalnych konferencji prasowej byłego ministra sprawiedliwości, następnie każdy członek prezydium wygłosił oświadczenie. Mówili m.in. o tym, czym Pegasus był i czego oczekują od Zbigniewa Ziobry. Działo się to oczywiście „bez żadnego trybu”. Ustawa o sejmowej komisji śledczej i kodeks postępowania karnego ściśle regulują zasady odbierania zeznań od świadka. Na krasomówcze popisy miejsca tam nie ma (a przynajmniej nie powinno być).

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.