To nie jest czas, by obrażać się na Niemców
F akt, że prezydentowi Nawrockiemu w jego wizycie w Berlinie i Paryżu, inaczej niż w Waszyngtonie, towarzyszy przedstawiciel MSZ, należy oceniać pozytywnie – jak wszystko, co choć trochę redukuje w naszej polityce syndrom wszechogarniającej wojny wewnętrznej. Być może w USA, z racji (skądinąd zrozumiałej) niechęci Donalda Trumpa i jego otoczenia do Tuska i Sikorskiego, było to nie do osiągnięcia i być może lepsza była tam nieobecność rządu. Tym ważniejsze jednak, że ten wyjątek nie przeradza się w regułę.
Podniesienie przez prezydenta w Berlinie kwestii reparacji jest i nieuchronne, i słuszne, przy czym słuszne zarówno moralnie, jak i politycznie. Nieuchronne – bo hasło reparacji stało się znakiem firmowym obozu, z którego Karol Nawrocki pochodzi. Słuszne moralnie, bo doprawdy ciężko znaleźć argument na rzecz tezy, jakoby ich brak – biorąc pod uwagę skalę krzywd i zniszczeń, wyrządzonych przez państwo niemieckie w Polsce – nie był krzyczącą niesprawiedliwością (Ziemie Zachodnie nie były odszkodowaniem za zbrodnie i zniszczenia, lecz rekompensatą za utracone Kresy Wschodnie). Słuszne politycznie m.in. dlatego, że efektem konsekwentnego stawiania tego żądania i walki o jego spełnienie jest ograniczanie dominacji Berlina na obszarze środkowo–wschodniej Europy.
Przy tym trzeba jednak zdawać sobie sprawę (co nie znaczy, że również głośno przyznawać), że spełnienie żądania reparacji w takiej formie, w jakiej jest ono stawiane, byłoby dla Niemiec czymś arcytrudnym, jeśli w ogóle możliwym. I nie tylko ze względu na jego wysokość finansową. Najważniejsze, że wypełnienie polskiego postulatu otworzyłoby, z punktu widzenia Berlina, puszkę Pandory. W kolejce po niemieckie pieniądze ustawiłyby się natychmiast wszystkie okupowane w czasie II wojny światowej kraje. Rzecz nie ogranicza się zresztą do II wojny. Żądania odszkodowań formułuje od dawna afrykańska Namibia: kraj, którego dominujące wtedy plemiona, Herero i Nama, na samym początku XX w. stały się ofiarą pierwszego organizowanego przez Niemców ludobójstwa. Niemcy ten fakt uznają, chcą osiągnąć porozumienie i wypłacić jakieś pieniądze, ale nieprzypadkowo unikają formuły mówiącej o rekompensacie. Bo boją się kolejki.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.